Stare farmy wiatrakowe z mocą większą o 30 procent. Co planuje rząd?

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 6 minut
energetyka wiatrowa
Źródło: Shutterstock

Plan rządu wobec starych farm wiatrakowych brzmi: nawet 30 proc. więcej mocy bez konieczności przechodzenia pełnej procedury środowiskowej. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dobra metoda zwiększenia produkcji zielonej energii. Ponadto nie trzeba budować instalacji od zera. Jednak równie dobrze może to okazać się rozwiązaniem zbyt zachowawczym i niewystarczającym, by wywołać realny przełom w polskiej energetyce wiatrowej.

O jakie farmy chodzi?

Rząd nie planuje masowej budowy farm wiatrakowych w nowych lokalizacjach. W grę wchodzi modernizacja istniejących instalacji, czyli tzw. repowering. W skrócie wygląda to tak, że turbiny, które obecnie produkują energię zostaną wymienione na nowocześniejsze, wydajniejsze i zazwyczaj cichsze.

Mowa tu głównie o farmach, które powstały 15 lub nawet 20 lat temu. Wówczas instalowano turbiny o znacznie mniejszej mocy niż robi się to obecnie. Potem wraz z czasem nastąpił znaczny postęp technologiczny.

Dzisiaj wiatraki są zdecydowanie wyższe niż w latach 10. czy na początku dwutysięcznych i mają większe wirniki. To sprawia, że są w stanie produkować znaczące ilości energii nawet przy słabszym wietrze.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowuje nowelizację rozporządzenia, co ma na celu uproszczenie procedur modernizacji starych farm. Państwo wychodzi z założenia, że skoro mamy już na terenie kraju działające instalacje, wraz z infrastrukturą przyłączeniową, to wymiana turbin nie może być traktowana jak rozpoczęcie całkiem nowej inwestycji od zera.

Teoria wygląda spójnie, ale uproszczenie procedur administracyjnych nie zawsze jest tożsame z boomem inwestycyjnym. Trzeba zwrócić uwagę na to, że działania mają być podejmowane w sektorze, który od dawna zmaga się z niestabilnymi regulacjami i sporem politycznym wokół energetyki wiatrowej.

Zwiększenie mocy o 30 proc.

Najważniejsze są zmiany formalności środowiskowych. Projekt nowelizacji zakłada, że część modernizacji przebiegnie bez konieczności uzyskania nowych decyzji środowiskowych przez stosowne urzędy. Warunkiem będzie to, że łączna moc farmy po modernizacji nie będzie mogła wzrosnąć o więcej niż 30 proc. względem parametrów określonych wcześniej w decyzji środowiskowej.

Rząd chce dopuścić także przesunięcie lokalizacji turbin do 150 metrów względem obecnego położenia. Ma to spore znaczenie techniczne, gdyż nowoczesne wiatraki często mają inne wymagania konstrukcyjne niż ich starsze odpowiedniki. W praktyce rodzi to realne problemy. Czasami nie można wykorzystać istniejących fundamentów, innym razem okazuje się, że najkorzystniejsze jest przesunięcie turbiny w celu poprawy przepływu powietrza i efektywności pracy wiatraka.

W projekcie czytamy także o ograniczeniach, wpływających na zminimalizowanie ryzyka konfliktów środowiskowych. Jednym z ważniejszych obostrzeń jest obowiązek zachowania odległości co najmniej 250 metrów od granicy lasu. Kluczowa jest tutaj ochrona zwierząt, głównie ptaków i nietoperzy, które są szczególnie narażone na oddziaływanie turbin.

Czy zatem będziemy mieli do czynienia z mądrym kompromisem? Wzrost mocy o 30 proc. może okazać się niewystarczający, by inwestycja modernizacyjna farm była rentowna. Patrząc na obecny rynek można zauważyć zupełnie inne parametry technologiczne niż kilkanaście lat temu. Potencjalni inwestorzy mogą się zniechęcić przepisami wprowadzającymi ograniczenia.

Łączna moc wyniesie nawet 100 MW

Kolejnym bezpiecznikiem w rządowym projekcie jest próg 100 MW. Ma to znaczenie o tyle, że po przekroczeniu tej wartości inwestycja trafi do kategorii przedsięwzięć mogących zawsze znacząco wpływać na środowisko.

Chodzi o uniknięcie sytuacji, w której inwestor mógłby wykorzystywać uproszczone przepisy do stopniowego, wielokrotnego zwiększania mocy farm bez pełnej kontroli administracyjnej. Mechanizm ma więc zamknąć furtkę do potencjalnych nadużyć. Ale to oznacza także wyłączenie możliwości realizacji ambitniejszych projektów.

Polskie farmy wiatrakowe w znacznej części powstawały etapowo, a obecnie są na granicy opłacalności technologicznej. Inwestorzy oczekują wzrostu wydajności, który uzasadni wielomilionowe nakłady na wymianę infrastruktury. Teoretycznie możliwa mała modernizacji sprawi, że część projektów może nigdy nie wyjść poza fazę analiz.

Co z odległością wiatraków od budynków mieszkalnych?

Modernizacja farm, wg brzmienia projektu, nie doprowadzi do zniesienia obowiązujących wymogów dotyczących zachowania odległości od budynków mieszkalnych. Inwestor będzie mógł skorzystać z uproszczonych procedur środowiskowych, ale nadal ze spełnieniem warunków do uzyskania pozwoleń budowlanych.

Kwestia ta budzi duże emocje w społeczeństwie. Próba poluzowania obostrzeń w tej sprawie mogłaby wywołać ostre konflikty społeczne wokół lokalizacji wiatraków, zwłaszcza na terenach wiejskich.

Warto tutaj zauważyć pewną zależność. Skoro nowoczesne turbiny są większe i wyższe niż starsze modele, to może się okazać, że proces modernizacji wymusi także nowe planowanie przestrzenne. Widzimy zatem, że formalnie repowering będzie uproszczony, a jednak część projektów może utknąć na etapie lokalnych procedur i konsultacji społecznych.

Czy lokalne społeczności mogą liczyć na „ekstra” korzyść?

Resort klimatu przekonuje, że wymiana starszych turbin może przynieść korzyść mieszkańcom okolic. Nowoczesne wiatraki są cichsze i bardziej efektywne, co pozwala na produkcję większej ilości energii przy niższym poziomie hałasu.

Hałas od lat jest kością niezgody pomiędzy mieszkańcami a inwestorami i politykami. Jednak Ministerstwo zwróciło uwagę, że wzrost mocy do 30 proc. może sprawić, iż nowe przepisy będą mało użyteczne. Stare turbiny o mocy 2-2,5 MW należałoby dziś zastępować urządzeniami znacznie mocniejszymi niż dopuszcza projekt nowelizacji.

Sam kierunek zmian proponowanych przez rząd wydaje się sensowny. Polska potrzebuje modernizacji w sektorze energetyki wiatrowej. Wątpliwości nasuwa treść projektu nowelizacji, która wygląda bardziej na bezpieczny, polityczny kompromis, niż na regulację, która w sposób znaczący wpłynie na rynek.

W energetyce stosowanie półśrodków często kończy się tym, że ambitne projekty pozostają wyłącznie na papierze.

Powiązane artykuły

obywatelskie społeczności energetyczne

850 mln zł z KPO zasili lokalną energetykę

Lokalne społeczności przyspieszają transformację energetyczną. Dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy do regionów trafi ponad 850 mln zł na inwestycje w odnawialne źródła energii, magazyny energii i inteligentne systemy zarządzania energią. Polskie samorządy coraz śmielej przejmują inicjatywę w budowaniu lokalnej…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 3 minuty
Zmień zgody