Przy magazynach energii stawiamy na murarstwo tam, gdzie powinna być inżynieria

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 13 minut
Maciej Borowiak, prezes SBFiME
Maciej Borowiak, prezes SBFiME

Nawet 70 proc. rynku magazynów energii w Polsce może zostać ograniczone przez projekt Rozporządzenia o warunkach technicznych z 13 maja 2026 r. Natomiast mieszkańcy bloków staną przed widmem całkowitego wykluczenia z możliwości instalacji domowych magazynów energii. Branża alarmuje – firmy poniosą dodatkowe koszty, sięgające setek tysięcy złotych, a przepisy przeszkodzą w rozwoju energetyki. O kontrowersjach wokół regulacji, ich wpływie na prosumentów, przedsiębiorców i transformację energetyczną rozmawialiśmy z Maciejem Borowiakiem, prezesem SBFiME.


W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że nowe warunki techniczne dla BESS mogą zahamować rozwój rynku magazynów w Polsce. Czy zgadza się Pan z tą tezą? Jeżeli tak, to które zapisy mogą mieć największy wpływ na tempo rozwoju rynku BESS w najbliższej przyszłości?

Nie tylko się zgadzam, ale uważam że to sformułowanie jest zbyt ostrożne. To nie jest hamulec, lecz ograniczenie rynku o 70 proc., a w niektórych przypadkach, takich jak fotowoltaika mieszkaniowa w 100 proc.  Segment utility rozwija się bez przeszkód. Rynek prosumencki i przemysłowy? Tu ustawodawcy wybrali murarstwo zamiast certyfikacji.

Gdyby miał Pan wskazać trzy najbardziej problematyczne elementy projektowanych przepisów, które budą największe obawy w branży, to co znalazłoby się na tej liście i dlaczego?

Trudny wybór, ale może na pierwszym miejscu §312 ust. 4 pkt 4 projektu rozporządzenia, tj. zakaz BESS w lokalach mieszkalnych budynków wielorodzinnych i na balkonach. Po pierwsze to jest w opozycji do ogólnego rozwoju implementacji technologii, po drugie przepis jest wprost sprzeczny z dyrektywą EPBD 2024/1275, którą rozporządzenie ma wdrażać. Dyrektywa nakazuje ułatwiać instalowanie systemów magazynowania w istniejących budynkach. Polska implementuje ją przepisem działającym odwrotnie. Jedyny taki przypadek w całej Unii.

Na drugim miejscu §312, dwa ustępy które razem domykają rynek C&I.

Ustęp 1 wprowadza limit 600 kWh łącznej pojemności na strefę pożarową. Przedsiębiorstwo planujące 1–2 MWh, a to dziś standard dla hal produkcyjnych i magazynowych, musi tworzyć oddzielne strefy pożarowe dla każdych 600 kWh. Każda strefa to ściany, drzwi przeciwpożarowe, osobna wentylacja. Koszt liczony w dziesiątkach tysięcy złotych, jeszcze przed montażem pierwszej baterii. Magazyn o mocy 300kWp to mała jednostka dla firmy.

Ustęp 2 dokłada kolejne ograniczenie: BESS powyżej 300 kWh wyłącznie na kondygnacji nadziemnej pierwszej, z bezpośrednim dostępem z zewnątrz. Dla hali wielopoziomowej, budynku z antresolą, obiektu gdzie parter nie ma wejścia bezpośrednio z zewnątrz, instalacja jest fizycznie niemożliwa bez przebudowy. Nie chodzi o koszt, chodzi o geometrię budynku, której nie zmienisz.

Na trzecim §303, osłona EI 60 dla kabli DC wewnątrz budynków. Dlaczego akurat ten? Bo wprowadzamy po dziesięciu latach funkcjonowania rynku, bez incydentów, bez twardych danych w OSR, wymóg który oznacza kucie ścian lub prowadzenie instalacji w stalowych rurach. Straż pożarna nie prowadzi statystyk pożarów instalacji PV ani BESS, a mamy 1,7 mln instalacji i ponad 100 tysięcy przydomowych magazynów. Brak danych to nie argument za regulacją, to argument przeciwko jej obecnemu kształtowi.

Jak nowe wymagania przeciwpożarowe i lokalizacyjne mogą przełożyć się na koszty inwestycji? Czy bardziej realne jest tutaj nieznaczne zwiększenie kosztów, czy wręcz przeciwnie – zmiany mogą spowodować, że wielu inwestorów natrafi na barierę nie do przejścia?

Dla segmentu domkowego często bariera nie do przejścia, i to dosłownie. Weźmy typowy nowy przydomowy magazyn. Dziś standardowa pojemność to 10–15 kWh, bo nowy program PME wymusza minimum 10 kWh lub dwukrotność instalacji PV, coraz częściej nawet 25-30kWh.

Taki magazyn od razu przekracza próg z §312 ust. 5 i wpada w wymóg wydzielenia EI 60. Ściana EI 60 różni się od zwykłej ściany zastosowaniem specjalnych materiałów ogniochronnych oraz większą grubością konstrukcji, co podnosi koszty jej wykonania o około 40–60%, ale w zamian gwarantuje powstrzymanie pożaru przez pełną godzinę. 

W istniejącym garażu lub kotłowni żadna standardowa konstrukcja tego nie spełnia bez poważnej przebudowy. Do tego §303 z osłonami kabli, §305 z wymogiem niepalności ściany przy falowniku, §312 ust. 4 z zakazem części podziemnej. Każdy z tych przepisów z osobna brzmi znośnie, razem tworzą zestaw warunków, który w istniejącym budynku jednorodzinnym jest często fizycznie niemożliwy do spełnienia bez remontu. Jeszcze się okaże, że musimy wnioskować o Pozwolenie na Budowę dla tych zmian.

Dla MŚP powyżej 120 kWh mówimy o koszcie wydzielenia REI 120 rzędu 80–200 tysięcy złotych jeszcze przed montażem pierwszej baterii. Przedsiębiorstwo planujące 1–2 MWh musi tworzyć oddzielne strefy pożarowe, bo §312 ust. 1 wprowadza limit 600 kWh na strefę. Rachunek ekonomiczny przestaje się zamykać.

Mówi się też o konsekwencjach nowych przepisów dla budynków wielorodzinnych. Jakie one mogą mieć skutki dla mieszkańców bloków, wspólnot mieszkaniowych, ale też deweloperów, planujących inwestycje wyposażone w magazyny energii?

Mieszkańcy bloków zostają wyłączeni z rynku magazynów energii w ogóle. Zakaz z §312 ust. 4 pkt 4 jest bezwzględny, zero wyjątków, zero ścieżki dla certyfikowanych systemów, zero przepisu przejściowego dla tych, którzy już mają magazyny na balkonach. W Berlinie, Pradze czy Wiedniu ludzie instalują baterie balkonowe i obniżają rachunki. W Polsce ten sam produkt będzie nielegalny.

Deweloperzy planujący inwestycje z BESS jako elementem standardu budynku albo zrezygnują z tej funkcji, albo wyceniają ją jako oddzielną dedykowaną strefę pożarową, czyli kilkadziesiąt tysięcy złotych ekstra dla kupujących. Wspólnoty mieszkaniowe rozważające zbiorowe magazyny powiązane z instalacjami PV na dachach de facto tracą tę możliwość.

Jak Pana zdaniem proponowane regulacje mogą wpłynąć na segment komercyjny i przemysłowy? Czy przedsiębiorca, który dziś rozważa inwestycję w BESS, miałby możliwość odłożenia tych planów w czasie bez negatywnych skutków finansowych?

Ceny energii nie maleją, taryfy dynamiczne są coraz bardziej realne, okno na sensowny ROI się zamyka. Ministerstwo zadeklarowało roczne vacatio legis i pracę w grupie roboczej, ta deklaracja nie ma formy prawnej, ale jest publiczna, nieoficjalne pismo widziałem, oficjalne do nas nie dotarło. Przez rok przepisy formalnie nie obowiązują. Jeśli firma ma projekt gotowy dziś, realizuje go teraz. Jeśli jest na etapie planowania, włącza do założeń finansowych scenariusz kosztowy zgodny z WT2026, bo zaskoczenie jest tu droższe niż ostrożność.

Zwolennicy zaostrzenia przepisów wskazują przede wszystkim na kwestie bezpieczeństwa. Czy według Pana projektowane wymagania są adekwatne do rzeczywistego poziomu ryzyka, związanego z nowoczesnymi magazynami energii opartymi na technologiach litowo-jonowych?

Nie, i to teza którą mogę obronić danymi, nie opinią. Mamy 1,7 mln instalacji PV i ponad 100 tysięcy przydomowych magazynów. Straż pożarna nie prowadzi odrębnych statystyk pożarów tych urządzeń. Nie mówię, że incydentów nie ma, ale ich skala jest na tyle mała, że organ odpowiedzialny za bezpieczeństwo pożarowe nie uznał ich za kategorię wartą statystycznego śledzenia. OSR do rozporządzenia nie zawiera żadnych twardych danych uzasadniających akurat te progi pojemnościowe i akurat te wymogi wydzielenia ogniowego.

Prawidłowa regulacja różnicuje wymogi według profilu ryzyka technologii i wyników certyfikacji, tak jak robi to NFPA 855 w USA czy VdS 3471 w Niemczech. My projektujemy: pojemność powyżej X kWh, mur z żelbetonu, niezależnie od tego co w tym pojemniku siedzi.

Występowanie incydentów pożarowych to jedno, ale warto zachować skalę, zwłaszcza w odniesieniu do innych urządzeń i instalacji funkcjonujących w budynkach. Jak ocenia Pan poziom tego ryzyka w magazynach energii?

Lubię opisywać to konkretem, bo on najlepiej pokazuje niespójność logiki regulacyjnej.

Samochód elektryczny z baterią 75 kWh parkuje legalnie w garażu podziemnym, bez ścian EI 60, bez wydzielenia ogniowego, bez limitu pojemności, bez detektora gazów. Certyfikowana szafa bateryjną z ogniwami LFP, 10 kWh, w tej samej piwnicy, zakaz bezwzględny z §312 ust. 4.

Akumulator w samochodzie elektrycznym to 60–100 kWh energii chemicznej w strukturze, którą trudno ugasić wodą, wydzielającej toksyczne gazy przy pożarze termicznym. Przydomowy magazyn LFP to 10–15 kWh w certyfikowanej obudowie z BMS, który odcina układ zanim temperatura osiągnie próg krytyczny. Zadałem to pytanie wprost na jednym ze spotkań. Odpowiedź brzmiała: samochody mają homologacje. Magazyny energii też mają certyfikacje, przechodzą testy, mają BMS. Proszę mi wskazać, które auto ma wbudowany system detekcji i odcięcia zasilania przy przekroczeniu progu temperatury. Proszę mi wskazać, który magazyn jest narażony na mikrouszkodzenia wywołane jazdą?

SBFiME uczestniczyło bezpośrednio w pracach grupy roboczej nad regulacjami, o których rozmawiamy. Jakie były główne założenia autorów projektu? Czy już na etapie prac sygnalizowali Państwo ryzyko negatywnych skutków niektórych, proponowanych rozwiązań?

Prace w MRiT były prowadzone w warunkach poufności, uczestnicy podpisywali NDA. Sam projekt nie trafił oficjalnie do publicznego RZL, tj. jego wersja z czerwca 2025r. była, ale ta aktualna pojawiła się za pośrednictwem podmiotów trzecich. Dopiero Związek Powiatów Polskich opublikował go na swojej stronie.

Branża wielokrotnie i bardzo konkretnie wskazywała na błędy merytoryczne i legislacyjne. Efekt widać w tabelach konsultacji publicznych, 220 uwag od 150 organizacji przy poprzedniej wersji. W projekcie z 13 maja część uwag nie została zaadresowana w żaden sposób, część dostała odpowiedź wymijającą. Krajowa Izba Architektów RP podniosła tożsamy z naszym zarzut dotyczący odesłań do nieistniejących norm. MRiT odpowiedziało wymijająco. To sojusznik instytucjonalny, który potwierdza że błąd jest realny, nie tylko branżowy. Nasze uwagi jak na razie nie zostały przyjęte, w każdym razie nie znalazłem do nich odniesień na stronie rządowej.

Czy podczas prac nad przepisami pojawiły się propozycje bardziej kompromisowych rozwiązań? Jeśli tak, to jakie?

Tak, i nie były radykalne. Branża konsekwentnie wskazuje na model oparty na certyfikacji i profilu ryzyka, zamiast jednego kryterium pojemnościowego różnicowanie wymogów według chemii ogniw i wyników certyfikacji.

Jak Pana zdaniem wypada Polska na tle zagranicznych regulacji? Czy nasze krajowe przepisy są podobne w standardzie do innych krajów europejskich, a może znacznie od nich odbiegają?

Polska w obecnym projekcie byłaby jedynym krajem w Unii Europejskiej stosującym wyłącznie kryterium pojemnościowe bez rozróżnienia technologii i certyfikacji. To nie ocena SBFiME, to fakt który można zweryfikować porównując projekt z NFPA 855, VdS 3471, BS EN 50604-1 i regulacją australijską. Wszystkie te jurysdykcje różnicują wymogi według profilu ryzyka.

Osobna kwestia to zakaz BESS w lokalach mieszkalnych. W Niemczech baterie balkonowe są produktem masowym. W Holandii, Austrii, Czechach instalacje w mieszkaniach przy spełnieniu wymogów certyfikacyjnych są standardem. My projektujemy zakaz bezwzględny, sprzeczny z dyrektywą EPBD, którą rozporządzenie ma wdrażać. To nie różnica w standardzie, to implementacja dyrektywy przepisem działającym dokładnie odwrotnie do jej celu.

Magazyny energii wejdą pod strzechy, one są w systemie potrzebnym i na całym świecie rozwija się temat tzw. usług elastyczności i możliwość dodatkowego zarobku przez prosumentów, czego u nas niestety nie ma i z takimi przepisami nigdy nie będzie. Osobny temat.

Jakie skutki dla transformacji energetycznej może mieć ograniczenie tempa rozwoju magazynów energii?

Magazyny energii to nie luksusowy dodatek do transformacji, to jej warunek konieczny. Mamy 49 TWh z OZE, które bez retencji są wielokrotnie redysponowane nierynkowo, odłączane, marnowane, bo sieć nie nadąża za produkcją. Popyt nie odpowiada podażowi w danym momencie, ze względu na charakterystykę produkcji przez źródła OZE. Jeśli projekt wejdzie w życie w obecnym kształcie, transformacja stanie się projektem dla zamożnych. Nowi właściciele domów z projektowanymi wydzieleniami ogniowymi, OK. Właściciele istniejących domów bez możliwości przebudowy, koniec. Mieszkańcy bloków, wyłączeni systemowo. Rząd jednocześnie dotuje zakup magazynów przez NFOŚiGW i projektuje przepisy uniemożliwiające ich instalację dla 45% potencjalnych beneficjentów. Trudno to racjonalizować inaczej niż brakiem koordynacji między resortami.

W ostatnich latach magazyny energii zaczęły być postrzegane jako jeden z filarów nowoczesnej energetyki. Czy obecny kierunek regulacyjny wspiera ten trend, czy raczej stwarza nowe bariery tak dla inwestorów jak i użytkowników?

Nie. Przy czym sam fakt regulacji jest uzasadniony, rynek dojrzał do pewnych standardów. Problem polega na tym, że projektanci wybrali narzędzie architektoniczne i pojemnościowe zamiast właściwego, którym jest certyfikacja i profil ryzyka urządzenia. Świat dawno zrozumiał, że bezpieczeństwo gwarantuje certyfikat elektroniki, nie grubość ściany. My projektujemy murarstwo tam gdzie powinna być inżynieria. Magazyn energii zamiast stawać się standardowym elementem wyposażenia budynku staje się obiektem wymagającym pozwolenia na budowę, projektu z uprawnieniami, uzgodnień ppoż i kosztownych przebudów. To cofnięcie się o pięć lat, nie krok do przodu.

Gdyby miał Pan możliwość swobodnej zmiany trzech zapisów – to które by to były i co wpisałby Pan w ich miejsce?

Odpowiem inaczej, my jesteśmy za tym by oba rozdziały całkowicie usunąć i napisać je od nowa. Nie ma sensu naprawianie czegoś, co jest od samego początku źle napisane. To tak jakby próbować zeskrobać spaleniznę z niedzielnego schabowego. Trzeba go wyrzucić i usmażyć raz jeszcze nowego.

Jakiego scenariusza dla rynku magazynów energii w Polsce spodziewa się Pan w najbliższych kilku latach? Czy widzi Pan taką możliwość, by połączyć wysoki poziom bezpieczeństwa z zachowaniem lub nawet przyspieszeniem dynamiki rozwoju branży?

Optymistyczny: vacatio legis jest realnie wykorzystane, grupa robocza faktycznie pracuje, przepisy wychodzą z niej oparte na certyfikacji, nie na pojemności. Tworzymy przepisy, które zadowolą wszystkie strony sporu i będą zgodne z technologią i będą technologię wspierały.

Pesymistyczny: deklaracja polityczna pozostaje deklaracją, projekt wchodzi w 2027 w obecnym kształcie. Segment domkowe zatrzymuje się dla istniejącego zasobu budynkowego, bloki wypadają z rynku systemowo, C&I powyżej 120 kWh staje się projektem tylko dla największych.

Które jest bardziej prawdopodobne? Zależy od tego czy branża, media i instytucje, w tym Ministerstwo Energii, które publicznie powiedziało „nie będzie tych regulacji”, utrzymają presję przez ten rok. Osobiście nie zamierzam scenariusza pesymistycznego zaakceptować. Połączyć wysoki poziom bezpieczeństwa z dynamiką rynku? Tak, i nie jest to sprzeczność. Dowód: każdy kraj zachodni, który to już zrobił. Narzędzie to certyfikacja, nie murarstwo.

Zmień zgody