Rząd obejdzie weto prezydenta. Nie będzie ustawy? Będą rozporządzenia
Mimo prezydenckiego weta do nowelizacji tzw. ustawy wiatrakowej, premier Donald Tusk jasno zadeklarował: wiatraki i tak będą budowane. – Mam dobrą wiadomość dla Polek i Polaków, a złą dla pana prezydenta. Prąd z wiatru popłynie tak czy inaczej – stwierdził podczas środowej Rady Gabinetowej. Rząd nie zamierza wracać do forsowania tej samej ustawy, ale sięgnie po narzędzia wykonawcze – czyli zmianę rozporządzeń, zwłaszcza tych regulujących pracę Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ).
W praktyce oznacza to, że pomimo braku zmiany ustawowej, inwestycje w turbiny wiatrowe na lądzie będą przyspieszone i zintensyfikowane, m.in. poprzez tzw. repowering, czyli wymianę starych turbin na nowe – wyższe, cichsze i znacznie bardziej wydajne.
Weto, które nic nie zmieni? Tusk: „Być może prezydent będzie niezadowolony”
21 sierpnia prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, która miała liberalizować zasady budowy farm wiatrowych na lądzie, o czym informowaliśmy. Nowela przewidywała m.in. zmniejszenie minimalnej odległości wiatraków od zabudowań mieszkalnych z 700 m do 500 m, czyli zniesienie tzw. zasady 10H obowiązującej od 2016 roku.
Premier nie ukrywa, że działania prezydenta są dla rządu przeszkodą, ale nie nieprzekraczalną. – Być może pan prezydent będzie z tego niezadowolony, ale ja będę usatysfakcjonowany – skwitował Tusk podczas wystąpienia.
Strategia rządu: repowering, wyższe maszty, prostsze procedury
Nowa ścieżka realizacji inwestycji wiatrowych opiera się przede wszystkim na rozporządzeniach rządowych, które nie wymagają akceptacji głowy państwa. Główne założenia to:
- Repowering – wymiana istniejących turbin na nowoczesne jednostki o znacznie większej wydajności.
- Wyższe maszty – nowe konstrukcje będą mogły sięgać nawet 200 metrów, co oznacza większą produkcję energii przy mniejszej liczbie instalacji.
- Uproszczenie procedur środowiskowych – planowane zmiany w zasadach pracy RDOŚ mają przyspieszyć procesy uzyskiwania decyzji środowiskowych.
Jak podkreślił Donald Tusk, to nie ideologia, lecz pragmatyzm – wiatraki są obecnie najtańszym i najszybszym sposobem na pozyskanie prądu. A więc nie chodzi o to, by być „fanem” OZE, ale by zrealizować cele transformacji energetycznej i obniżyć koszty energii.
Minister klimatu: Podwoimy moc z wiatru w pięć lat
Do słów premiera dołączyła również minister klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska, która na platformie X zapowiedziała, że rząd będzie realizować Rządową Strategię Rozwoju OZE, opartą m.in. o już uzgodnione lokalizacje farm wiatrowych. W ciągu pięciu lat planowane jest podwojenie mocy z lądowych elektrowni wiatrowych.
Minister zapowiedziała także działania legislacyjne i wykonawcze, które mają ułatwić repowering oraz usprawnić procedury administracyjne, w tym poprzez zmiany w pracy dyrekcji ochrony środowiska. Rząd podkreśla, że realizuje w ten sposób zarówno cele unijnej polityki klimatycznej, jak i krajowe zobowiązania zawarte w Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040).
Samorządy i inwestorzy: czekamy na zielone światło
Wbrew politycznemu napięciu, wiatraki mają silne wsparcie lokalne – zwłaszcza tam, gdzie inwestycje oznaczają nie tylko tani prąd, ale też nowe drogi, miejsca pracy i wpływy z podatków. Jak wynika z analiz rządu, jedna farma wiatrowa o mocy 66 MW może przynieść lokalnej społeczności miliony złotych rocznie z podatków i opłat lokalnych. To także bezpośredni impuls dla lokalnych firm budowlanych, usługowych i transportowych.
Część samorządów już dziś przygotowuje się do repoweringu – modernizacji istniejących instalacji z lat 2009–2015. Nowe turbiny pozwolą produkować więcej energii przy mniejszym wpływie na krajobraz i środowisko.
Polska (znowu) na wietrze – mimo politycznych burz
Historia polskiej energetyki wiatrowej to sinusoida – od boomu przed 2015 r., przez zamrożenie inwestycji w wyniku wprowadzenia zasady 10H, aż po obecne próby odblokowania potencjału wiatru. Dzisiejsza decyzja rządu to nie tyle obejście prawa, co skorzystanie z dopuszczalnych i dostępnych narzędzi administracyjnych, by zapewnić ciągłość transformacji energetycznej.
Choć prezydenckie weto zablokowało ustawę, nie zablokowało idei. – Nie robimy tego z uporem maniaka, ale dlatego, że wiatraki są dziś realnym, tanim i szybkim rozwiązaniem dla polskiej energetyki – tłumaczył premier Tusk.
Co dalej? Polityczny impas kontra zielona modernizacja
Polityczny spór wokół ustawy wiatrakowej pokazuje, jak trudna jest dziś równowaga między działaniami legislacyjnymi a koniecznością szybkiej realizacji inwestycji OZE. Jednak rząd, sięgając po rozwiązania pozalegislacyjne, pokazuje determinację i umiejętność działania w ramach dostępnych kompetencji.
Transformacja energetyczna nie może czekać – a wiatr wciąż pozostaje jednym z najbardziej dostępnych i efektywnych źródeł zielonej energii. Jak się okazuje, nawet polityczny wiatr przeciwny nie zatrzyma wiatraka, który już się kręci.
Dodaj komentarz