Wojsko coraz częściej zatrzymuje projekty wiatrowe. Branża ostrzega przed blokadą - e-magazyny.pl

Wojsko coraz częściej zatrzymuje projekty wiatrowe. Branża ostrzega przed blokadą

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 12 minut
Wojsko coraz częściej zatrzymuje projekty wiatrowe. Branża ostrzega przed blokadą
Weronika Kupczyk, ekspert ds. regulacji onshore w PSEW.

Rośnie liczba projektów energetyki wiatrowej, które kolidują z obronnością kraju. Receptą mógłby być model, dzięki któremu możliwa stałaby się ocena dostosowania konkretnego projektu tak, by jego realizacja była możliwa. Dialog pomiędzy wojskiem a branżą onshore jest bardzo ważny, gdyż każda ze stron tworzy ważny segment bezpieczeństwa państwa – militarnego i energetycznego. M.in. o tym opowiedziała nam Weronika Kupczyk, ekspert ds. regulacji onshore w PSEW.

Jaka część rozwijanych obecnie projektów wiatrowych napotyka ograniczenia wynikające z wymogów obronności i jakie są najczęstsze przyczyny tych ograniczeń? W których regionach kraju ryzyko wystąpienia takich ograniczeń jest największe?

Ryzyko wystąpienia ograniczeń związanych z wymogami wojskowymi może pojawić się na różnych etapach procesu inwestycyjnego, a projekty są weryfikowane wielokrotnie w toku ich rozwoju. Obserwujemy jednak, że od 2024 r. liczba projektów wiatrowych kolidujących ze strefami wojskowymi systematycznie rośnie. Najczęstsze problemy dotyczą powietrznych stref MRT i MCTR, a także tymczasowych stref TSA i TRA. Łącznie te strefy obejmują ponad połowę terytorium Polski, co przy połączeniu z innymi ograniczeniami dla technologii wiatrowej właściwie pozostawia dla tych inwestycji niecały 1 % pow. kraju, jak wynika z szacunków PSEW.

PSEW oszacowało skalę ​ograniczeń projektów wiatrowych związanych z obronnością, a szczegółowymi wynikami tej analizy dzielimy się z właściwymi jednostkami i instytucjami wojskowymi zaangażowanymi w dialog z branżą. Z kolei tereny, które są szczególnie dotknięte ograniczeniami wynikającymi z istnienia powietrznych stref wojskowych można oczywiście wskazać analizując rozmieszczenie tych stref na mapie Polski, widać wówczas obszary, w których ryzyko występowania kolizji z projektami wiatrowymi jest większe. 

Branża wiatrowa sygnalizuje, że liczba projektów kolidujących ze strefami wojskowymi rośnie. Jak Pani wyjaśniłaby co właściwie oznacza „kolizja” w tym przypadku? Całkowity zakaz realizacji inwestycji, konieczność zmiany lokalizacji turbin, obniżenie ich wysokości czy wielomiesięczne oczekiwanie na stanowisko właściwych instytucji?

Używane przez branżę określenie „kolizja” oznacza, że planowany lub rozwijany projekt elektrowni wiatrowej znajduje się w jednej z wojskowych stref powietrznych lub w pobliżu radarów meteorologicznych. Obecnie taka kolizja bardzo często skutkuje negatywnym stanowiskiem właściwych organów, co w praktyce uniemożliwia realizację inwestycji w danej lokalizacji.

Jednocześnie dostrzegamy wolę i gotowość zarówno po stronie sektora wiatrowego, jak i wojskowego do wypracowania rozwiązań, które pozwolą odejść od podejścia zero-jedynkowego. Celem powinno być stworzenie modelu umożliwiającego ocenę, czy dany projekt mógłby zostać dostosowany np. poprzez zmianę lokalizacji turbin, modyfikację ich parametrów technicznych lub zastosowanie rozwiązań ograniczających potencjalne oddziaływanie na infrastrukturę wojskową, przy jednoczesnym zachowaniu wymaganego poziomu bezpieczeństwa państwa.


Na jakim etapie procesu inwestycyjnego inwestorzy najczęściej dowiadują się o potencjalnych ograniczeniach związanych z obronnością i czy mają wcześniej dostęp do wystarczających informacji, aby odpowiednio ocenić ryzyko?

Nie istnieje jeden, jasno określony etap, na którym inwestor uzyskuje ostateczną informację o ryzyku kolizji projektu z ograniczeniami wojskowymi. Opinie i uzgodnienia są wymagane na kilku etapach procesu inwestycyjnego tj. etap planistyczny czy pozwolenie na budowę. Negatywna opinia wydana na relatywnie wczesnym etapie planistycznym pozwala jeszcze raz zweryfikować zasadność dalszego prowadzenia projektu i ocenić ryzyko, choć i tak znaczące nakłady finansowe zostały już poczynione. Największym problemem są jednak sytuacje, w których inwestor otrzymuje początkowo pozytywne opinie, a negatywne uzgodnienie pojawia się dopiero na zaawansowanym etapie dewelopmentu farmy wiatrowej, gdy projekt posiada już plan miejscowy, decyzje środowiskową lub warunki przyłączenia do sieci. Dlatego szczególnie istotna jest potrzeba ochrony projektów zaawansowanych, które na wcześniejszych etapach uzyskały pozytywne opinie lub uzgodnienia, a następnie zostały zablokowane na dalszym etapie procedur.

Inwestorzy korzystają ze wszystkich dostępnych informacji, aby jak najlepiej ocenić ryzyko inwestycyjne, ponieważ projekty lądowych farm wiatrowych są przedsięwzięciami kapitałochłonnymi i realizowanymi w wieloletniej perspektywie. Opierają się m.in. na dostępnych mapach stref powietrznych oraz wstępnych opiniach jednostek wojskowych. Problem polega jednak na tym, że część stref ma charakter tymczasowy i może ulegać zmianom, a proces realizacji inwestycji wiatrowej trwa zwykle 7–9 lat. W tym czasie zarówno uwarunkowania wojskowe, jak i ocena projektu mogą się zmienić, co znacząco zwiększa ryzyko inwestycyjne.

Jak długo w praktyce trwa uzyskanie stanowiska właściwych organów wojskowych i czy przedłużające się oczekiwanie może prowadzić do faktycznego zamrożenia inwestycji?

Terminy wydawania opinii i uzgodnień przez właściwe organy wojskowe są określone w odpowiednich przepisach prawa. Terminy te zależą z kolei od etapu rozwoju projektu wiatrowego oraz rodzaju prowadzonej procedury. W praktyce to nie czas oczekiwania na decyzję stanowi główną barierę dla realizacji inwestycji, lecz negatywna opinia lub odmowa uzgodnienia, która skutkuje faktycznym wstrzymaniem dalszego rozwoju projektu.

Czy obecny system uzgodnień z administracją wojskową jest przewidywalny i transparentny? Czy zdarzają się sytuacje, w których podobne projekty są oceniane w odmienny sposób?

Obecny system nie jest wystarczająco przewidywalny ani transparentny. Największym problemem pozostaje brak jednolitych kryteriów wydawania pozytywnych uzgodnień oraz odmów. Zdarzają się także przypadki, w których inwestor otrzymuje odmienne stanowiska na kolejnych etapach rozwoju tego samego projektu, którego lokalizacja się nie zmieniła. Powoduje to istotny wzrost ryzyka inwestycyjnego.

Jak pogodzić konieczność ochrony informacji niejawnych z potrzebą zapewnienia inwestorom przejrzystych zasad oceny projektów? Czy zdarzają się przypadki odmowy oparte wyłącznie na ogólnym powołaniu się na bezpieczeństwo państwa?

Branża wiatrowa jest świadoma, że część informacji dotyczących funkcjonowania infrastruktury wojskowej, radarów czy wykorzystania przestrzeni powietrznej nie może być ujawniana i jest to całkowicie zrozumiałe. Wydawane jednak decyzje mają często charakter zero-jedynkowy, bez wskazania, czy i jakie działania mogłyby ograniczyć ryzyko lub umożliwić dostosowanie projektu do wymagań strony wojskowej.

W wydawanych odmowach często brakuje uzasadnienia oraz indywidualnej oceny konkretnego projektu. W praktyce zamyka to możliwość dalszego wypracowania rozwiązań, które pozwoliłyby pogodzić potrzeby sektora energetycznego z wymaganiami obronności i bezpieczeństwa państwa.

W ocenie PSEW, możliwe jest opracowanie jednolitych zasad wskazujących, jakie parametry projektu są brane pod uwagę, jakie typy kolizji mogą wystąpić oraz jakie działania kompensacyjne, techniczne lub organizacyjne, mogą pozwolić na ich ograniczenie. Niezbędne są w tym obszarze dialog i współpraca pomiędzy sektorem energetycznym a stroną wojskową w celu wypracowania odpowiednich mechanizmów. Kluczowym rozwiązaniem może być wdrożenie cyfrowego systemu wymiany informacji pomiędzy inwestorami a administracją, nad którym prowadzone są już prace w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Na ile rzeczywisty jest wpływ turbin wiatrowych na funkcjonowanie radarów i innych systemów wojskowych? Czy obecnie dostępne rozwiązania techniczne pozwalają skutecznie ograniczyć takie oddziaływanie?

To pytanie powinno być skierowane do przedstawicieli Sił Zbrojnych RP i właściwych jednostek wojskowych, które najlepiej potrafią ocenić wpływ elektrowni wiatrowych na funkcjonowanie systemów radiolokacyjnych i zarządzanie przestrzenią powietrzną. Zgodnie z obowiązującymi przepisami elektrownie wiatrowe są klasyfikowane jako przeszkody lotnicze ze względu na swoją wysokość, dlatego można przyjąć, że ich lokalizacja ma znaczenie z punktu widzenia organizacji ruchu lotniczego i funkcjonowania części systemów wojskowych.

Jednocześnie doświadczenia z sektora morskiej energetyki wiatrowej pokazują, że możliwe jest wypracowanie rozwiązań pozwalających pogodzić potrzeby obronności z rozwojem odnawialnych źródeł energii. Dla morskich elektrowni wiatrowych opracowano mechanizmy współpracy obejmujące m.in. instalację systemów radarowych wspierających działania wojska i innych służb państwowych, systemy detekcji dronów nawodnych i podwodnych oraz zaawansowane rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa. Wierzę, że przy zachowaniu dialogu oraz dobrej woli obu stron możliwe będzie wypracowanie podobnych rozwiązań, dostosowanych do specyfiki lądowej energetyki wiatrowej.

Jakie rozwiązania – techniczne, organizacyjne lub prawne – mogłyby umożliwić realizację projektów wiatrowych przy jednoczesnym zachowaniu wymogów bezpieczeństwa państwa?

Prace nad wypracowaniem takich rozwiązań już trwają. Od ponad roku prowadzony jest dialog oraz cykl wspólnych warsztatów z udziałem przedstawicieli branży energetyki wiatrowej i sektora wojskowego. Ich celem jest m.in. zidentyfikowanie rozwiązań technicznych, jak i organizacyjnych, które pozwolą pogodzić rozwój sektora onshore wind z wymogami bezpieczeństwa państwa. Z perspektywy branży kluczowe jest poznanie oczekiwań strony wojskowej oraz określenie rozwiązań wykorzystujących cywilne urządzenia wspierające bezpieczeństwo. Wierzymy, że kontynuacja prowadzonego dialogu pozwoli wypracować rozwiązania satysfakcjonujące obie strony i umożliwiające bezpieczne współistnienie infrastruktury wojskowej oraz lądowej energetyki wiatrowej.

Czy Pani zdaniem państwo musi wskazać obszary, na których rozwój energetyki wiatrowej z góry będzie niemożliwy z powodów obronnych?

Część takich obszarów można wskazać już teraz. Są to przede wszystkim strefy podejścia do lotnisk cywilnych (CTR), gdzie przepisy prawa lotniczego nie dopuszczają lokalizacji wysokich obiektów mogących stanowić przeszkodę lotniczą, takich jak elektrownie wiatrowe. W przypadku pozostałych stref, zwłaszcza wojskowych, sytuacja jest bardziej dynamiczna, część z nich ma charakter tymczasowy, a ich granice lub parametry mogą ulegać zmianom. Dlatego uważamy, że zamiast trwałego wyłączania rozległych obszarów z możliwości rozwoju energetyki wiatrowej, właściwym rozwiązaniem jest indywidualna ocena projektów.

Jeżeli realizacja projektu wymagałaby dodatkowych urządzeń, modernizacji radaru albo innych działań ograniczających zakłócenia, kto powinien ponosić ich koszty? Czy istnieje grupa zaawansowanych projektów, które mogłyby zostać w ten sposób odblokowane?

Na obecnym etapie jest jeszcze zbyt wcześnie, aby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Dyskusja dotycząca ewentualnych działań kompensacyjnych pozostaje otwarta i powinna uwzględniać zarówno dostępne możliwości techniczne, jak i potrzeby wojska. Podobne rozwiązania udało się już wypracować dla morskich farm wiatrowych, dlatego liczymy na znalezienie kompromisu również dla technologii wiatru na lądzie.

Która instytucja powinna Pani zdaniem pełnić rolę koordynatora procesu opiniowania i uzgadniania projektów wiatrowych pod kątem ograniczeń związanych z obronnością? Czy potrzebny jest jeden podmiot odpowiedzialny za komunikację pomiędzy właściwymi jednostkami wojskowymi, administracją rządową, samorządami i inwestorami, zarówno przy wypracowywaniu ogólnych zasad postępowania, jak i przy rozpatrywaniu konkretnych projektów?

Przede wszystkim nasze dotychczasowe spotkania i rozmowy z przedstawicielami wojska pokazują, że stały dialog i bieżąca komunikacja z branżą są potrzebne i oczekiwane przez obie strony. Na poziomie strategicznym nie mam wątpliwości, że konieczny jest regularny dialog pomiędzy administracją rządową a branżą, zapewniający jasność co do zasad współpracy i kierunków wypracowywanych rozwiązań. Czym innym jest jednak poziom operacyjny, dotyczący konkretnych projektów i prowadzonych dla nich procedur. W tym przypadku, w mojej ocenie, nie ma konieczności powoływania czy też wyznaczanie jednego organu pełniącego funkcję koordynatora całego procesu na wszystkich jego etapach. Znacznie ważniejsze jest natomiast rozwiązanie zbliżone do koncepcji tzw. one-stop shop, promowanej również w regulacjach unijnych dotyczących rozwoju OZE, czyli jeden czytelny punkt kontaktu i transparentne narzędzie, za pomocą którego inwestor może przejść przez całą ścieżkę administracyjną, mając jasność co do statusu projektu, ewentualnych kolizji ze strefami, kolejnych etapów oraz zaangażowanych instytucji.  Podobne rozwiązanie jest obecnie opracowywane przez MON i liczymy, że wkrótce zostanie wdrożone, usprawniając komunikację oraz cały proces opiniowania i uzgadniania projektów.

Energetyka wiatrowa jest postrzegana jako element bezpieczeństwa energetycznego, natomiast Siły Zbrojne odpowiadają za bezpieczeństwo militarne. Czy Pani zdaniem rzeczywiście mamy dziś do czynienia z konfliktem pomiędzy tymi dwoma celami państwa, czy raczej z potrzebą wypracowania skutecznego modelu współpracy? Czy w tym celu potrzebny jest stały mechanizm współpracy pomiędzy MON, administracją odpowiedzialną za energetykę, operatorami systemu i branżą wiatrową?

Nie używałabym określenia „konflikt”, ponieważ sugeruje ono sprzeczność celów. W rzeczywistości zarówno sektor energetyki wiatrowej, jak i sektor obronności realizują wspólny cel, jakim jest wzmacnianie bezpieczeństwa państwa, odpowiednio poprzez bezpieczeństwo energetyczne i militarne. Dialog pomiędzy obiema stronami trwa już od dłuższego czasu i przynosi pierwsze efekty. Widzimy to chociażby w dostosowywaniu części stref powietrznych do potrzeb rozwoju energetyki wiatrowej. Również doświadczenia innych państw europejskich pokazują, że współistnienie infrastruktury wojskowej i farm wiatrowych jest możliwe.

Kluczowe jest jednak, aby ta współpraca miała charakter trwały i systemowy. Docelowy model powinien opierać się na stałym dialogu pomiędzy właściwymi jednostkami wojskowymi, administracją odpowiedzialną za energetykę, samorządami oraz przedstawicielami branży wiatrowej, wspieranym odpowiednimi narzędziami cyfrowymi ułatwiającymi sprawną komunikację i wymianę informacji. System powinien zapewniać jednolite zasady oceny projektów, możliwość identyfikacji potencjalnych ograniczeń już na wczesnym etapie procesu inwestycyjnego, jasne terminy wydawania stanowisk oraz możliwość przedstawienia przez inwestorów rozwiązań ograniczających potencjalne ryzyka. Niezwykle istotna jest również ochrona projektów zaawansowanych, które uzyskały już pozytywne uzgodnienia i w krótkim czasie mogłyby dostarczyć nowych mocy do krajowego systemu elektroenergetycznego.

Konieczne jest przy tym zachowanie równowagi pomiędzy bezpieczeństwem militarnym i bezpieczeństwem energetycznym, ponieważ oba te obszary mają strategiczne znaczenie dla funkcjonowania państwa. Brak wypracowania takiego modelu współpracy może prowadzić do dalszego ograniczania dostępnych terenów inwestycyjnych, blokowania projektów oraz utrudnić realizację celów rozwoju energetyki wiatrowej określonych w strategicznych dokumentach państwa.


Michał Krajniak

Michał Krajniak

Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

Zmień zgody