Europa ma problem z prądem dla data center. Polska wyrasta na nowy hub
Europa potrzebuje coraz więcej centrów danych, ale w największych technologicznych hubach nowe inwestycje coraz częściej zatrzymują się na jednym problemie: braku dostępnej mocy. Na przyłączenie do sieci w części Europy Zachodniej trzeba czekać nawet kilkanaście lat. W Polsce ten proces jest dziś znacznie krótszy. To może sprawić, że część inwestorów zacznie kierować projekty właśnie nad Wisłę.
Jeszcze kilka lat temu wybór miejsca pod nowe centrum danych w Europie był stosunkowo przewidywalny. Inwestorzy w pierwszej kolejności patrzyli na Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin, czyli rynki określane skrótem FLAP-D. Przemawiały za nimi duża liczba operatorów, rozwinięta infrastruktura telekomunikacyjna, dostęp do klientów biznesowych oraz doświadczenie w realizacji dużych projektów data center.
Dziś największe atuty tych lokalizacji coraz częściej przegrywają z bardziej podstawowym problemem – dostępnością energii elektrycznej. Według danych przywoływanych przez branżę czas oczekiwania na przyłączenie nowych obiektów do sieci na najbardziej obciążonych rynkach Europy Zachodniej może wynosić od siedmiu do dziesięciu lat. W niektórych przypadkach mówi się nawet o 13 latach.
To szczególnie istotne, ponieważ samo centrum danych można wybudować w około 18-24 miesiące. Coraz częściej okazuje się więc, że inwestor jest w stanie postawić cały obiekt znacznie szybciej, niż zapewnić mu docelowe zasilanie.
O potencjale Polski w tym obszarze pisaliśmy już rok temu: Polska ma szansę zdominować rynek zielonych centrów danych
Energia ważniejsza niż tani grunt
Ta zmiana coraz mocniej wpływa na decyzje lokalizacyjne operatorów. Cena ziemi, koszty budowy czy dostępność pracowników nadal mają znaczenie, ale coraz częściej ustępują miejsca innemu pytaniu: kiedy obiekt będzie mógł faktycznie rozpocząć działalność? Na tym tle Polska zaczyna wyglądać atrakcyjniej niż jeszcze kilka lat temu.
Nie oznacza to, że krajowa infrastruktura energetyczna jest wolna od problemów. Przewagą Polski jest jednak mniejsze nasycenie rynku centrami danych i – przynajmniej na razie – krótszy czas oczekiwania na uzyskanie dostępu do odpowiedniej mocy.
Według analiz branżowych średni okres oczekiwania na przyłączenie centrum danych w Polsce wynosi około trzech lat. To wciąż długo, ale w porównaniu z siedmioma, dziesięcioma czy nawet trzynastoma latami na najbardziej obciążonych rynkach różnica staje się istotnym argumentem biznesowym.
– To, co dla zachodnioeuropejskich rynków jest dziś barierą, dla Polski staje się realną szansą. Klienci, z którymi rozmawiamy, coraz rzadziej pytają wyłącznie o cenę czy lokalizację geograficzną. Pytają przede wszystkim o to, kiedy realnie mogą uruchomić swoją infrastrukturę – mówi Mateusz Borkowski, zastępca dyrektora technicznego Data Center w Polcom.
Jak dodaje, na części rynków Europy Zachodniej odpowiedź coraz częściej oznacza wieloletnie oczekiwanie. Możliwość wskazania bardziej przewidywalnego terminu uruchomienia infrastruktury staje się więc jednym z elementów przewagi konkurencyjnej.
Polski rynek szybko rośnie
Zmianę widać już w skali inwestycji realizowanych w Polsce. Moc krajowych centrów danych w ciągu ostatnich trzech lat miała się podwoić, a do końca dekady rynek może wzrosnąć jeszcze kilkukrotnie. Rozwój sektora oznacza jednak także rosnące zapotrzebowanie na energię. To właśnie ono może zdecydować, czy dzisiejsza przewaga Polski utrzyma się przez kolejne lata.
Operatorzy coraz częściej zakładają, że sam zakup odpowiedniej działki nie wystarczy. Projekt musi być przygotowany równolegle od strony energetycznej. Stąd rosnące zainteresowanie własnymi źródłami wytwórczymi, magazynami energii czy lokalnymi mikrosieciami.
Takie rozwiązania mają zmniejszać zależność centrów danych od publicznej sieci elektroenergetycznej i zwiększać przewidywalność dostaw energii. Zmienia się przez to także mapa europejskiego rynku. Coraz mniej liczy się sama renoma lokalizacji, a coraz bardziej możliwość szybkiego przejścia od planowania inwestycji do faktycznego uruchomienia serwerów.
Dublin pokazał, gdzie leży granica
Najbardziej znanym przykładem problemów związanych z gwałtownym rozwojem centrów danych jest Irlandia. W rejonie Dublina sektor stał się na tyle dużym odbiorcą energii, że już w 2021 r. regulator zaczął ograniczać możliwość uzyskiwania nowych przyłączeń. W pewnym momencie centra danych odpowiadały tam za blisko jedną piątą krajowego zużycia energii elektrycznej.
Choć ograniczenia zostały później złagodzone, część projektów nadal czeka na możliwość fizycznego podłączenia do sieci. Wartość inwestycji, których realizacja została w ten sposób opóźniona, liczona jest w miliardach euro.
Irlandzkie doświadczenia pokazują problem, który może pojawić się także na innych szybko rozwijających się rynkach. Gdy popyt na energię ze strony data center rośnie szybciej niż możliwości rozbudowy sieci, nowe inwestycje zaczynają konkurować o coraz bardziej ograniczone zasoby.
Amsterdam również nacisnął hamulec
Podobną sytuację można obserwować w Amsterdamie. Holenderska metropolia przez lata należała do najważniejszych lokalizacji dla infrastruktury cyfrowej w Europie. Dynamiczny rozwój rynku doprowadził jednak do sytuacji, w której sieć energetyczna przestała nadążać za kolejnymi projektami.
Nowe duże inwestycje zostały ograniczone, a brak dostępnej mocy stał się jednym z najważniejszych czynników hamujących dalszą ekspansję branży. Nawet projekty posiadające odpowiednie zgody mogą mierzyć się z wieloletnim oczekiwaniem na rozbudowę infrastruktury.
Problemy nie dotyczą już zresztą wyłącznie największych rynków FLAP-D.
Także kraje nordyckie, przez lata postrzegane jako naturalna alternatywa dzięki chłodniejszemu klimatowi i dostępowi do energii odnawialnej, zaczynają mierzyć się z rosnącym obciążeniem sieci. W okolicach Sztokholmu oczekiwanie na przyłączenie dużych odbiorców może trwać ponad pięć lat.
AI tylko zwiększy zapotrzebowanie
Presja na infrastrukturę energetyczną prawdopodobnie będzie rosła. Powodem jest przede wszystkim rozwój usług chmurowych oraz sztucznej inteligencji. Modele AI wymagają dużych ilości mocy obliczeniowej, a to oznacza kolejne inwestycje w serwery i centra danych. W efekcie dostęp do energii staje się jednym z kluczowych zasobów całej gospodarki cyfrowej.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne szacują, że do 2040 r. zużycie energii przez sektor centrów danych w Polsce może wzrosnąć z niespełna 2 TWh do około 29 TWh rocznie.
– Obecna pozycja Polski na europejskim rynku centrów danych tworzy istotną szansę rozwojową. Skala prognozowanego wzrostu pokazuje jednak również potrzebę odpowiednio wczesnej rozbudowy infrastruktury energetycznej – wskazuje przedstawiciel Polcom.
Skalę zainteresowania dobrze pokazują również wnioski składane do operatora systemu przesyłowego. Do PSE miały trafić zgłoszenia dotyczące przyłączenia centrów danych o łącznej mocy bliskiej 130 GW.
To wartość wielokrotnie przekraczająca obecne możliwości krajowego systemu elektroenergetycznego. Nie wszystkie zgłoszone projekty muszą oczywiście powstać. Część może znajdować się na bardzo wczesnym etapie przygotowania, a niektóre wnioski mogą służyć jedynie zabezpieczeniu potencjalnej mocy na przyszłość. Mimo to sama skala zapytań pokazuje, jak szybko rośnie zainteresowanie polskim rynkiem.
Polska ma szansę, ale okno może szybko się zamknąć
Dziś przewagą Polski jest przede wszystkim czas. Jeśli inwestor może uzyskać zasilanie kilka lat szybciej niż we Frankfurcie, Dublinie czy Amsterdamie, różnica może przesądzić o lokalizacji projektu wartego setki milionów euro. Nie jest to jednak przewaga dana raz na zawsze.
Im więcej centrów danych będzie powstawać w Polsce, tym większe będzie obciążenie krajowej sieci. Bez odpowiednio szybkiej rozbudowy infrastruktury energetycznej Polska może za kilka lat znaleźć się w podobnej sytuacji jak największe zachodnioeuropejskie huby.
Kluczowe będzie więc zwiększanie dostępnej mocy, rozwój sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz dywersyfikacja źródeł energii. Coraz większą rolę mogą odgrywać także OZE, magazyny energii, własne jednostki wytwórcze oraz mikrosieci budowane bezpośrednio na potrzeby dużych odbiorców.
Jeżeli rozwój infrastruktury energetycznej będzie nadążał za boomem inwestycyjnym, problemy Dublina, Amsterdamu czy Sztokholmu mogą paradoksalnie stać się dla Polski szansą. W europejskim wyścigu o kolejne centra danych coraz częściej wygrywać będzie bowiem nie ten kraj, który zaoferuje najtańszą działkę, lecz ten, który będzie w stanie zagwarantować jedno: dostępną energię w przewidywalnym terminie.
Dodaj komentarz