Spółdzielnia energetyczna na budynku publicznym OZE

Bruksela sprawdzi blokadę energetyki obywatelskiej. Skarga ClientEarth na Polskę i Węgry

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 4 minuty
spolecznosci-energetyczne-skarga-clientearth-polska
Źródło: Shutterstock

Tania energia ze słońca i wiatru produkowana lokalnie przez mieszkańców oraz samorządy miała być sposobem na obniżenie rachunków. Zamiast tego inwestorzy odbijają się od urzędniczych ścian. Fundacja ClientEarth złożyła oficjalną skargę do Komisji Europejskiej na Polskę i Węgry, zarzucając obu krajom utrzymywanie barier prawnych, które paraliżują rozwój społeczności energetycznych.

Zgodnie z unijną dyrektywą RED II państwa członkowskie miały czas na stworzenie stabilnych ram prawnych dla lokalnych rynków energii do 30 czerwca 2021 roku. Mamy lipiec 2026 roku, a prawnicy ClientEarth alarmują, że formalne przepisy w Polsce co prawda istnieją, ale panujący w nich chaos i skomplikowane procedury skutecznie zniechęcają obywateli do działania.

Tysiące złotych oszczędności uciekają z kieszeni

Potencjał finansowy, jaki blokują niedoskonałe przepisy, jest ogromny. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że gospodarstwa domowe działające w ramach społeczności energetycznych mogłyby znacząco obniżyć koszty życia:

  • Do 2 400 zł rocznie mogą zaoszczędzić rodziny generujące i zużywające własną energię słoneczną.
  • Nawet do 4 000 zł rocznie zyskują społeczności, które łączą produkcję prądu z paneli fotowoltaicznych oraz lokalnych wiatraków.

Rozwój takich inicjatyw otworzyłby także rynek OZE dla osób, które dziś są z niego wykluczone. „Tania energia nie może być luksusem wyłącznie dla tych, którzy mają własny dach i duże pieniądze na start” – podkreśla Anna Frączyk, prawniczka z ClientEarth. „Do społeczności energetycznych powinni móc dołączać również lokatorzy bloków, osoby wynajmujące mieszkania czy ci, których nie stać na samodzielną inwestycję”.

Sukces w Policznie kontra urzędniczy galimatias

Przykłady z Polski pokazują, że ten model potrafi zdziałać cuda, jeśli tylko uda się przejść przez gąszcz przepisów. W gminie Policzna (województwo mazowieckie) powstała spółdzielnia energetyczna, która zasila m.in. lokalną hydrofornię. Dzięki temu wójt Tomasz Adamiec nie musi podnosić mieszkańcom cen wody i ścieków, a rachunki samego urzędu gminy spadły o blisko 90%.

Droga do tego sukcesu była jednak drogą przez mękę, co potwierdza sam samorządowiec. Największą barierą okazały się zawiłości prawne. „Przy zakładaniu spółdzielni odbijaliśmy się od różnych instytucji. To był rozwleczony w czasie galimatias” – ubolewa wójt gminy Policzna. „Jestem wójtem, znam trochę prawo, a te przepisy mnie przerażają. Jeden mecenas mówił tak, drugi inaczej i musieliśmy szukać kolejnych prawników. Uważam, że każdy człowiek po maturze powinien bez problemu odczytać zapisy prawa, a tutaj dochodziło do absurdów”.

Rządowe plany a brutalna rzeczywistość

W polskim prawie przewidziano kilka form energetyki obywatelskiej, z których najpopularniejsze stały się spółdzielnie energetyczne. Obecnie w kraju zarejestrowanych jest ich około 700, choć większość dopiero zaczyna swoją działalność. Ministerstwo Klimatu i Środowiska ambitnie planuje, aby do 2030 roku w Polsce prąd produkował równy tysiąc takich podmiotów.

Zupełnym niewypałem okazały się natomiast obywatelskie społeczności energetyczne, które miały rozwijać zieloną energię w miastach. Do tej pory w całym kraju zarejestrowano zaledwie cztery takie podmioty, z czego aż trzy zamiast produkcją prądu chcą zająć się wyłącznie poprawą efektywności energetycznej budynków.

Głównym hamulcem dla transformacji wciąż pozostają ciągłe zmiany regulacji, brak przejrzystych informacji, problemy z uzyskaniem warunków przyłączenia do sieci oraz ograniczony dostęp do finansowania. ClientEarth liczy na to, że interwencja Komisji Europejskiej zmusi polski rząd do stworzenia prostych, jasnych i stabilnych zasad gry, na których zyskają przede wszystkim portfele obywateli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zmień zgody