Operatorzy łączą siły z TGE. Powstaje nowy rynek energii — kto na nim zyska, a kto może stracić?
Przez lata rozwój energetyki opierał się na stosunkowo prostym założeniu: jeśli rośnie zapotrzebowanie albo pojawiają się ograniczenia sieciowe, trzeba budować nowe linie, stacje i moce wytwórcze. Transformacja energetyczna sprawia jednak, że taki model przestaje wystarczać. W systemie pojawia się coraz więcej odnawialnych źródeł energii, magazynów, prosumentów i urządzeń, których pracą można sterować. W efekcie coraz większego znaczenia nabiera nie tylko rozbudowa infrastruktury, ale również elastyczne zarządzanie zasobami, które już są do niej przyłączone.
Właśnie dlatego operatorzy sieci oraz Towarowa Giełda Energii pracują nad wspólnym rynkiem usług elastyczności. W 2026 r. porozumienia dotyczące budowy platformy zawarły TGE, PSE i TAURON Dystrybucja, a następnie do inicjatywy włączyły się Enea Operator, Energa-Operator oraz PGE Dystrybucja. Kierunek jest więc czytelny: zamiast kilku niezależnych lokalnych rozwiązań ma powstać możliwie szeroki i ustandaryzowany mechanizm wykorzystywania elastyczności w krajowym systemie elektroenergetycznym.
To potencjalnie jedna z ważniejszych zmian w sposobie funkcjonowania polskiej energetyki. Sieć ma przestać być wyłącznie infrastrukturą, którą trzeba rozbudowywać wraz ze wzrostem liczby źródeł i odbiorców. Coraz częściej będzie aktywnie zarządzana z wykorzystaniem zasobów należących do uczestników rynku.
Sieć przestaje być jednokierunkowa
Tradycyjny system elektroenergetyczny był stosunkowo prosty. Duże elektrownie produkowały energię, która trafiała przez sieci przesyłowe i dystrybucyjne do odbiorców. Rozwój energetyki rozproszonej całkowicie zmienia ten układ. Energia jest dziś produkowana również na dachach domów, w zakładach przemysłowych, lokalnych farmach fotowoltaicznych czy innych instalacjach OZE. Jednocześnie pojawiają się magazyny energii, samochody elektryczne, pompy ciepła i nowe rodzaje odbiorników, których pracą można częściowo sterować.
Problem polega na tym, że produkcja i zużycie energii nie zawsze pojawiają się w tym samym miejscu i czasie. W słoneczne południe lokalna sieć może mieć nadmiar energii z fotowoltaiki. Kilka godzin później, kiedy produkcja PV spada, może wystąpić gwałtowny wzrost zapotrzebowania.
Do tej pory jednym z podstawowych sposobów rozwiązywania takich problemów była rozbudowa sieci. W przyszłości coraz częściej alternatywą lub uzupełnieniem inwestycji będzie zakup elastyczności.
Czym właściwie jest elastyczność?
Elastyczność energetyczna to zdolność uczestnika rynku do zmiany sposobu, w jaki produkuje, pobiera lub magazynuje energię. Może oznaczać zwiększenie poboru przez magazyn w momencie nadwyżki produkcji z OZE, oddanie energii podczas lokalnego szczytu, czasowe zmniejszenie zużycia przez zakład przemysłowy, przesunięcie ładowania floty samochodów elektrycznych albo skoordynowanie tysięcy niewielkich urządzeń przez agregatora. Kluczowa zmiana polega na tym, że taka zdolność może stać się pełnoprawną usługą kupowaną przez operatora sieci.
Energia nie jest więc jedynym produktem mającym wartość. Wartość zaczyna mieć również możliwość zmiany poboru lub produkcji w odpowiednim miejscu, w odpowiedniej chwili i przez określony czas.
Lokalizacja będzie równie ważna jak liczba megawatów
To jedna z najważniejszych różnic pomiędzy klasycznym handlem energią a lokalnymi usługami elastyczności. Megawat nie zawsze ma dla operatora taką samą wartość. Jeżeli problem występuje na określonym fragmencie sieci, pomocny będzie przede wszystkim zasób znajdujący się właśnie w tym obszarze. Magazyn energii pracujący kilkaset kilometrów dalej może nie być w stanie rozwiązać lokalnego przeciążenia transformatora czy linii.
Energetyka coraz mocniej będzie więc uwzględniać nie tylko ilość energii, ale również jej lokalizację. Może to całkowicie zmienić ekonomię części inwestycji energetycznych: właściwie położony zasób może być więcej wart dla systemu niż większy zasób znajdujący się w nieodpowiednim miejscu.
Magazyn energii przestaje być tylko narzędziem do arbitrażu
Najłatwiej zobaczyć tę zmianę na przykładzie magazynów energii. Ich model biznesowy często kojarzony jest przede wszystkim z arbitrażem cenowym: magazyn ładuje się, kiedy energia jest tania, i oddaje ją wtedy, gdy cena rośnie.
Rynek elastyczności dodaje kolejne potencjalne źródło przychodów. Ten sam magazyn może pomagać operatorowi w ograniczeniu lokalnego przeciążenia, przyjęciu nadwyżki energii z OZE albo zmniejszeniu zapotrzebowania sieciowego podczas szczytu.
Im więcej usług może świadczyć jeden magazyn, tym łatwiej zbudować dla niego opłacalny model biznesowy. To może mieć szczególne znaczenie dla instalacji powstających w miejscach, w których występują duże nadwyżki produkcji OZE albo ograniczone możliwości dalszych przyłączeń.
Przemysł może zacząć zarabiać na elastycznym zużyciu
Drugą grupą potencjalnych beneficjentów są duzi odbiorcy energii. W tradycyjnym modelu zakład przemysłowy przede wszystkim płaci za energię i stara się ograniczać jej koszt. W nowym modelu część przedsiębiorstw będzie mogła również sprzedawać swoją zdolność do zmiany profilu zużycia.
Nie każdy proces przemysłowy można zatrzymać czy przesunąć, ale w wielu firmach istnieją urządzenia lub procesy działające w określonym przedziale czasowym. Jeżeli przedsiębiorstwo może zmniejszyć pobór na godzinę lub dwie albo przenieść część konsumpcji na inną porę, taka możliwość może mieć wartość dla operatora.
Odbiorca energii zaczyna więc pełnić drugą rolę: staje się aktywnym zasobem systemu elektroenergetycznego.
Agregatorzy mogą połączyć tysiące małych zasobów
Jeszcze większą zmianą może być rozwój agregacji. Pojedyncza pompa ciepła, domowy magazyn czy samochód elektryczny ma niewielkie znaczenie z perspektywy całego systemu. Tysiące takich urządzeń działających razem mogą jednak stworzyć zasób porównywalny mocą z dużą instalacją energetyczną.
Rolą agregatora jest połączenie wielu rozproszonych urządzeń i zarządzanie nimi jak jednym portfelem. Może on sterować ładowaniem samochodów elektrycznych, pracą magazynów, pomp ciepła lub urządzeń przemysłowych, oferując operatorowi określoną zmianę poboru lub produkcji.
Dla użytkownika końcowego cały proces może być niemal niewidoczny. W zamian za zgodę na ograniczone sterowanie urządzeniem może jednak otrzymywać część wynagrodzenia uzyskiwanego przez agregatora.
Sieć może być wykorzystywana efektywniej
Największą korzyścią dla operatorów jest możliwość lepszego wykorzystania istniejącej infrastruktury. Sieci elektroenergetycznej nie projektuje się wyłącznie pod średnie obciążenie. Musi być przygotowana również na najbardziej wymagające momenty.
Problem w tym, że niektóre ograniczenia mogą występować tylko przez niewielką liczbę godzin w roku. Jeżeli lokalny transformator jest przeciążony jedynie w słoneczne dni przy bardzo wysokiej produkcji fotowoltaiki, operator może rozbudować infrastrukturę, ograniczać generację albo wykorzystać lokalną elastyczność, na przykład poprzez uruchomienie magazynów lub zwiększenie poboru energii przez odbiorców.
W określonych przypadkach zakup usługi przez kilkadziesiąt czy kilkaset godzin w roku może być ekonomicznie lepszym rozwiązaniem niż natychmiastowa inwestycja w infrastrukturę wykorzystywaną w pełni tylko sporadycznie.
Nie oznacza to końca inwestycji sieciowych. Elastyczność ma je przede wszystkim uzupełniać i pozwalać lepiej decydować, gdzie rozbudowa jest rzeczywiście niezbędna, a gdzie można ją odsunąć w czasie albo ograniczyć.
Więcej OZE bez proporcjonalnej rozbudowy sieci?
To właśnie tutaj rynek elastyczności może mieć największe znaczenie dla transformacji energetycznej. Jednym z podstawowych problemów rozwoju nowych źródeł odnawialnych są ograniczenia sieciowe. Jeżeli operator będzie mógł aktywnie zarządzać lokalną generacją, magazynami i popytem, ta sama infrastruktura może w określonych warunkach obsłużyć większą liczbę nowych zasobów.
Przykładowo farma fotowoltaiczna połączona z magazynem może ograniczyć oddawanie energii do sieci podczas szczytu produkcji i wprowadzić ją kilka godzin później. Z punktu widzenia operatora taki obiekt może być łatwiejszy do przyłączenia i obsługi niż instalacja produkująca pełną moc bez możliwości reagowania na lokalne warunki.
W kolejnych latach elastyczność może więc coraz częściej stawać się alternatywą dla części ograniczeń przyłączeniowych lub jednym z warunków umożliwiających przyłączenie większej liczby OZE, magazynów i nowych odbiorców.
Co mówi dziś prawo?
Polski rynek elastyczności nie powstaje w próżni regulacyjnej. Prawo energetyczne zawiera już definicję usług elastyczności i nakłada na operatorów systemów dystrybucyjnych zadania związane z ich zakupem i wykorzystywaniem.
Ustawa definiuje usługi elastyczności jako usługi świadczone na rzecz operatora systemu dystrybucyjnego m.in. przez agregatorów, odbiorców aktywnych, wytwórców oraz posiadaczy magazynów energii, służące bezpieczeństwu i efektywnemu rozwojowi systemu dystrybucyjnego, w tym zarządzaniu ograniczeniami sieciowymi.
Prawo wskazuje również, że do zadań operatora należy zakup i wykorzystanie usług elastyczności niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania systemu dystrybucyjnego, przy zapewnieniu rzeczywistego udziału kwalifikujących się agregatorów i użytkowników systemu, w tym OZE, magazynów oraz podmiotów świadczących odpowiedź odbioru. Procedury mają mieć charakter rynkowy, przejrzysty i niedyskryminacyjny.
Równocześnie ramy regulacyjne nadal są rozwijane. Prawo przewiduje m.in. szczegółowe uregulowanie sposobu wykorzystywania usług elastyczności przez OSD, grupowania zasobów, zasad współpracy między operatorami oraz specyfikacji znormalizowanych produktów rynkowych. W 2026 r. ustawodawca dodatkowo rozbudował regulacje dotyczące elastyczności, wprowadzając m.in. obowiązek przygotowywania przez operatora systemu przesyłowego sprawozdania dotyczącego elastyczności, podlegającego zatwierdzeniu przez Prezesa URE.
Na dziś można więc powiedzieć, że podstawy prawne rynku istnieją, ale jego praktyczna architektura dopiero się kształtuje. O sukcesie zdecydują szczegółowe produkty, zasady kwalifikacji, sposób wyznaczania potrzeb operatorów, pomiar wykonania usługi i mechanizm wynagradzania dostawców.
Kto może na tym zarobić?
Jeżeli w Polsce rzeczywiście powstanie płynny i szeroko dostępny rynek usług elastyczności, lista potencjalnych beneficjentów będzie znacznie dłuższa niż tylko operatorzy sieci.
Pierwszą grupą są właściciele magazynów energii. Rynek elastyczności może dać im kolejne źródło przychodów obok arbitrażu cenowego, rynku bilansującego czy innych usług systemowych. Szczególnie cenne mogą stać się magazyny zlokalizowane w miejscach występowania lokalnych ograniczeń.
Drugą grupą są agregatorzy. To prawdopodobnie jeden z segmentów, który może najbardziej skorzystać na zmianie modelu rynku. Im więcej drobnych urządzeń będzie można łączyć w jeden portfel, tym większa będzie rola firm posiadających technologię, dane i systemy pozwalające zarządzać nimi w czasie rzeczywistym.
Zyskać mogą również duzi odbiorcy przemysłowi, jeśli ich procesy pozwalają na elastyczne sterowanie poborem. Zamiast traktować możliwość zmiany zużycia wyłącznie jako wewnętrzne narzędzie optymalizacji kosztów, przedsiębiorstwa będą mogły próbować ją monetyzować.
Kolejnym beneficjentem mogą być wytwórcy OZE, szczególnie ci łączący źródła z magazynami energii lub innymi formami sterowania produkcją. Im większa elastyczność instalacji, tym łatwiej może być dostosować ją do lokalnych możliwości sieci. Rynek stworzy również przestrzeń dla firm technologicznych: dostawców systemów zarządzania energią, automatyki, oprogramowania, infrastruktury pomiarowej, prognozowania i komunikacji pomiędzy urządzeniami.
W dłuższym terminie potencjalnym uczestnikiem rynku stanie się także zwykły odbiorca, choć prawdopodobnie nie bezpośrednio. Domowy magazyn, samochód elektryczny, pompa ciepła czy instalacja fotowoltaiczna mogą być zarządzane przez agregatora, który część uzyskanych przychodów przekaże właścicielowi urządzenia.
A kto może znaleźć się pod presją?
Każdy nowy rynek zmienia również pozycję dotychczasowych uczestników. Pod presją mogą znaleźć się projekty inwestycyjne oparte na założeniu, że sam fakt posiadania mocy wystarczy do osiągania wysokich przychodów. Jeśli rynek zacznie silniej premiować lokalizację, szybkość reakcji i możliwość świadczenia kilku usług jednocześnie, mniej elastyczne aktywa mogą mieć słabszą pozycję.
Ryzyko dotyczy również przedsiębiorstw, które nie będą potrafiły wykorzystać swoich danych i możliwości sterowania zużyciem. Dwa zakłady o podobnym profilu energetycznym mogą osiągać zupełnie inne koszty netto energii, jeśli jeden będzie aktywnie uczestniczył w rynku elastyczności, a drugi pozostanie biernym odbiorcą.
Sama elastyczność może też zmienić sposób planowania inwestycji sieciowych. Nie każda rozbudowa infrastruktury, która w tradycyjnym modelu wydawała się oczywista, będzie równie łatwa do ekonomicznego uzasadnienia, jeśli podobny efekt można osiągnąć taniej poprzez zakup usług rynkowych.
Powstaje nowy rynek, a nie tylko nowe narzędzie operatorów
Budowa wspólnej platformy jest ważna także z punktu widzenia standaryzacji. Jeżeli każdy operator stworzyłby własny system, uczestnik rynku musiałby dostosowywać się do różnych wymagań technicznych, produktów, procedur i sposobów rozliczeń. Jedna platforma może ograniczyć ten problem. Wspólne standardy obniżają próg wejścia, szczególnie dla agregatorów, właścicieli magazynów i przedsiębiorstw dysponujących zasobami w kilku regionach kraju.
To także warunek skalowalności. Rynek elastyczności będzie atrakcyjny dopiero wtedy, gdy liczba potencjalnych transakcji będzie wystarczająco duża, produkty zrozumiałe, a zasady działania przewidywalne. Dlatego stworzenie wspólnych standardów może mieć ostatecznie większe znaczenie niż sama technologia stojąca za platformą.
Lokalizacja zacznie wpływać na wartość inwestycji
Rozwój usług elastyczności może mocno zmienić sposób wyceny infrastruktury energetycznej. Dotychczas inwestor planujący magazyn analizował przede wszystkim ceny energii, nakłady inwestycyjne, koszty finansowania oraz możliwość udziału w poszczególnych rynkach. W przyszłości jeszcze większego znaczenia nabierze pytanie: gdzie dokładnie znajduje się ten magazyn i jakiego problemu sieciowego może pomóc uniknąć?
Dwa identyczne urządzenia mogą mieć zupełnie inną wartość ekonomiczną, jeśli jedno powstanie w miejscu z dużą produkcją OZE i ograniczeniami sieciowymi, a drugie w obszarze, w którym operator nie potrzebuje dodatkowej elastyczności.
To samo dotyczy elektrolizerów, centrów danych, ładowarek samochodów elektrycznych czy energochłonnego przemysłu. Lokalizacja względem dostępnej mocy sieciowej może stać się coraz istotniejszym elementem biznesplanu.
Jak może wyglądać rynek elastyczności za kilka lat?
Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym około końca dekady operator wykrywa, że w określonym rejonie sieci następnego dnia między godziną 12 a 15 może wystąpić nadmiar produkcji z instalacji fotowoltaicznych. Zamiast automatycznie ograniczać generację, ogłasza zapotrzebowanie na konkretną usługę elastyczności.
Na platformę wpływają oferty kilku magazynów energii, agregatora zarządzającego tysiącem domowych urządzeń, centrum logistycznego mogącego przesunąć ładowanie floty samochodów elektrycznych oraz zakładu przemysłowego zdolnego czasowo zwiększyć pobór.
System wybiera kombinację ofert najbardziej korzystną pod względem ceny, lokalizacji oraz wpływu na sieć. Magazyny rozpoczynają ładowanie, flota pojazdów przesuwa pobór na wskazane godziny, a agregator automatycznie aktywuje część urządzeń swoich klientów.
Operator otrzymuje potrzebny efekt bez wyłączania źródeł i bez natychmiastowej przebudowy sieci. Dostawcy otrzymują wynagrodzenie, a właściciele urządzeń rozliczają się ze swoim agregatorem. Kilka godzin później sytuacja może się odwrócić. Po zachodzie słońca pojawia się wysoki pobór, a te same magazyny rozpoczynają oddawanie energii.
W takim modelu system elektroenergetyczny zaczyna funkcjonować bardziej jak dynamicznie zarządzana platforma niż statyczna sieć zaprojektowana wyłącznie pod maksymalny możliwy przepływ.
Co zdecyduje o powodzeniu tego rynku?
Sama platforma nie wystarczy. Potrzebne będą atrakcyjne produkty, odpowiedni system rozliczeń, wiarygodny pomiar wykonania usługi, dostęp do danych oraz jasne zasady kwalifikacji uczestników. Kluczowa będzie również automatyzacja. Jeżeli udział w rynku będzie wymagał skomplikowanych ręcznych procedur, potencjał milionów małych urządzeń pozostanie niewykorzystany. Prawdziwa skala pojawi się dopiero wtedy, gdy magazyny, instalacje OZE, ładowarki, pompy ciepła i urządzenia przemysłowe będą mogły reagować na potrzeby sieci niemal automatycznie.
Istotna będzie również odpowiednia konkurencja. Jeżeli w danym obszarze będzie tylko jeden dostawca elastyczności, trudno mówić o efektywnym rynku. Operatorzy będą więc potrzebowali nie tylko technologii, ale również odpowiednio dużej liczby aktywnych uczestników.
Energetyka przechodzi od budowania mocy do zarządzania zasobami
Przez dekady rozwój systemu elektroenergetycznego oznaczał przede wszystkim budowę kolejnych elektrowni i sieci. W nowym modelu równie ważna staje się możliwość odpowiedniego wykorzystania aktywów już istniejących. Magazyn może jednocześnie handlować energią i wspierać sieć. Samochód elektryczny może być nie tylko odbiornikiem, ale również elastycznym zasobem. Zakład przemysłowy może nie tylko konsumować energię, lecz także sprzedawać możliwość zmiany swojego poboru.
Największa zmiana polega więc na tym, że wartość w energetyce coraz częściej będzie wynikała nie tylko z posiadania megawatów, lecz również z możliwości sterowania nimi.
Właśnie dlatego rynek usług elastyczności nie jest jedynie kolejnym narzędziem informatycznym dla operatorów. To element szerszej przebudowy systemu, w którym miliony rozproszonych urządzeń, magazynów, odbiorców i źródeł zaczynają aktywnie uczestniczyć w zarządzaniu energią.

Jacek Stężowski
Redaktor naczelny portalu e-magazyny.pl, inżynier ekoenergetyki oraz pasjonat nowych technologii i OZE. Ma doświadczenie praktyczne w projektowaniu systemów PV, przemyśle kolejowym oraz w branży IT. Jako dziennikarz pisał o nowych technologiach dla takich portali jak MamStartup.pl czy NowyMarketing.pl.
Dodaj komentarz