314 TWh kontra 12 TWh. Tak naprawdę wygląda zielona transformacja gigantów z GPW
Największe polskie spółki energetyczne i paliwowe coraz częściej mówią o OZE, neutralności klimatycznej i dekarbonizacji. Dane za 2025 rok pokazują jednak, że paliwa kopalne nadal zdecydowanie dominują w ich własnym zużyciu energii. Co więcej, unijne wskaźniki potrafią przedstawiać jako „zielone” firmy, które wciąż należą do największych emitentów.
Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych tematów w strategiach największych polskich koncernów. PGE, Orlen, Tauron czy Enea inwestują w odnawialne źródła energii, sieci i nowe technologie. Problem w tym, że obraz wyłaniający się z raportów rocznych jest znacznie mniej spektakularny niż język używany w korporacyjnych strategiach.
Fundacja Instrat przeanalizowała dane największych giełdowych spółek sektora energetycznego i paliwowego. Wnioski pokazują, że droga od deklaracji do faktycznej dekarbonizacji pozostaje długa.
OZE nadal stanowią niewielką część zużywanej energii
Najbardziej wymowna jest różnica między energią pochodzącą z paliw kopalnych a energią odnawialną. Dziewięć największych analizowanych spółek zużyło w ciągu roku około 314 TWh energii z paliw kopalnych. Dla porównania, energia pochodząca ze źródeł odnawialnych odpowiadała za niespełna 12 TWh.
Udział OZE zwiększył się z 3,2 proc. do 3,6 proc. To niewielka zmiana, szczególnie jeśli zestawić ją ze skalą deklarowanych planów transformacyjnych. Trzeba przy tym pamiętać, że dane dotyczą zużycia energii przez same spółki, a nie całej produkcji czy sprzedaży. Koncern może więc rozwijać farmy wiatrowe i sprzedawać zieloną energię, a jednocześnie nadal korzystać w swoich zakładach z prądu pochodzącego głównie z paliw kopalnych.
Dlaczego transformacja nie przyspiesza?
Jednym z powodów jest struktura majątku największych koncernów. Polska energetyka przez dekady rozwijała wielkie elektrownie węglowe, aktywa gazowe, rafinerie oraz infrastrukturę przemysłową. Ich szybkie zamknięcie oznaczałoby nie tylko ogromne straty finansowe, lecz także ryzyko dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Do tego dochodzą bariery sieciowe. Nowe farmy wiatrowe i fotowoltaiczne potrzebują przyłączeń, a możliwości krajowej infrastruktury są ograniczone. Duże projekty, które w kolejnych latach mogą mocniej zmieniać strukturę polskiej energetyki — w tym morskie farmy wiatrowe na Bałtyku czy energetyka jądrowa — dopiero wchodzą w fazę realizacji.
Emisje spadły o jedną czwartą. Jest jednak haczyk
Na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda lepiej w przypadku emisji bezpośrednich. PGE, Orlen, Enea, Tauron i ZE PAK wyemitowały w 2025 roku łącznie około 106,6 mln ton CO₂ w Zakresie 1. To około 25 proc. mniej niż w 2021 roku. Duża część redukcji nastąpiła jednak skokowo w 2023 roku.
Wpływ miał na to m.in. kryzys energetyczny i spadek produkcji energii z węgla, a także wycofywanie części aktywów węglowych przez ZE PAK. Później tempo zmian wyraźnie osłabło. Emisje spadły o około 4 proc. w 2024 roku, a w 2025 roku już tylko o 2,5 proc. To pokazuje, że spadek emisji nie zawsze musi oznaczać, że za zmianą stoi wyłącznie trwała przebudowa modelu biznesowego.
Orlen raportuje 213 mln ton emisji w Zakresie 3
Jeszcze większe liczby pojawiają się w przypadku tzw. Zakresu 3, czyli emisji powstających w całym łańcuchu wartości. W przypadku firm paliwowych chodzi między innymi o emisje związane z późniejszym używaniem sprzedanych produktów. Orlen wykazał w tej kategorii około 213 mln ton CO₂. Pozostałe analizowane spółki razem raportowały około 66 mln ton.
Mimo ogromnej skali właśnie Zakres 3 najrzadziej pojawia się w konkretnych pośrednich celach klimatycznych. Orlen zakłada m.in. obniżenie emisyjności sprzedawanej energii o 10 proc. do 2030 roku. Nie jest to jednak to samo co bezwzględne ograniczenie całkowitych emisji. Firma może bowiem obniżać średnią emisję przypadającą na jednostkę energii, zwiększając udział energii odnawialnej w swoim miksie sprzedażowym.
Tauron najbardziej „zielony” według unijnych kryteriów
Bardzo ciekawy obraz daje unijna taksonomia, czyli system klasyfikujący działalność przedsiębiorstw pod kątem jej zgodności z celami środowiskowymi. Według tych zasad aż 84,5 proc. nakładów inwestycyjnych Tauronu jest zgodnych z taksonomią. ZE PAK wykazuje 39,6 proc., a Orlen około 11 proc.
W przypadku Orlenu z 3,86 mld zł inwestycji uznawanych za zgodne z taksonomią ponad cztery piąte przypada na sieci dystrybucyjne Energi. Jednocześnie ogromna inwestycja w morską farmę wiatrową Baltic Power nie jest w tym wskaźniku uwzględniana w pełni ze względu na strukturę właścicielską projektu i sposób jego konsolidacji.
Elektrownia Bełchatów i wysoki „zielony” CapEx
Jeszcze bardziej zaskakujący przykład dotyczy PGE. Grupa jest właścicielem Elektrowni Bełchatów, jednego z największych źródeł emisji CO₂ w Europie. Jednocześnie wykazuje około 43 proc. nakładów inwestycyjnych zgodnych z taksonomią.
Jak to możliwe?
Dużą rolę odgrywają sieci elektroenergetyczne. Unijna taksonomia uznaje infrastrukturę przesyłową i dystrybucyjną w europejskim systemie energetycznym za działalność wspierającą transformację. Bez rozwoju sieci trudno byłoby bowiem podłączać nowe źródła OZE.
W praktyce oznacza to jednak, że spółka posiadająca duży segment dystrybucyjny może prezentować bardzo wysoki „zielony” CapEx, nawet jeśli jednocześnie pozostaje silnie związana z energetyką węglową.
Te wskaźniki mogą decydować o miliardach
Taksonomia nie jest tylko elementem raportów ESG. Coraz częściej może wpływać również na dostęp przedsiębiorstw do kapitału. W ramach zmian dotyczących europejskiego rynku zrównoważonych funduszy pojawiła się propozycja, zgodnie z którą spółki paliwowe mogłyby kwalifikować się do określonej kategorii funduszy transformacyjnych, jeśli odpowiednio duża część ich inwestycji jest zgodna z taksonomią i posiadają strategię redukcji emisji operacyjnych.
To oznacza, że techniczny wskaźnik z raportu może w praktyce decydować o tym, które firmy będą mogły łatwiej pozyskiwać pieniądze od inwestorów nastawionych na transformację.
Orlen skorygował dane o zielonej energii o 42 proc.
Kolejnym problemem jest porównywalność samych raportów. W sprawozdaniu za 2024 rok Orlen wykazał około 4,08 TWh energii odnawialnej i niskoemisyjnej. W raporcie opublikowanym rok później ta sama wartość, po zmianie metodologii, została przeliczona do około 2,38 TWh.
Różnica wyniosła około 42 proc. Nie oznacza to automatycznie, że wcześniejsze dane były nierzetelne. Pokazuje jednak, jak dużym wyzwaniem pozostaje porównywanie informacji ESG między poszczególnymi latami.
Zielona transformacja czy transformacja w tabelach?
Polska energetyka faktycznie się zmienia. Powstają farmy wiatrowe, rozbudowywane są sieci, spadają emisje bezpośrednie, a wielkie koncerny przeznaczają miliardy złotych na nowe inwestycje. Problem polega na tym, że pojedyncze wskaźniki mogą dawać bardzo mylący obraz.
Wysoki udział inwestycji zgodnych z taksonomią nie musi oznaczać szybkiego odchodzenia od paliw kopalnych. Spadek emisji może częściowo wynikać z sytuacji rynkowej. Rosnący udział OZE może natomiast nadal pozostawać niewielki wobec gigantycznego zużycia energii z węgla, gazu i innych paliw kopalnych.
Dlatego o tempie transformacji nie powinny świadczyć same deklaracje ani jeden „zielony” procent w raporcie. Najważniejsze będzie to, czy w kolejnych latach wyraźnie zacznie spadać rzeczywiste zużycie paliw kopalnych i całkowity ślad węglowy największych spółek. Na razie liczby pokazują, że polska energetyka jest dopiero na początku najtrudniejszej części tej drogi.
Dodaj komentarz