Konkurencja UE na rynkach energii zarobi na wojnie w Iranie. Jak zmienią się ceny? Prognoza

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 9 minut
ciesnina ormuz
Źródło: Shutterstock

Wojna w Iranie niemal natychmiast wywołała reakcję globalnego rynku energii. 58-procentowy wzrost ceny ropy Brent w ciągu 9 dni świadczy o gwałtowności zmian, a to tylko jeden z wielu niepokojących skoków cenowych. Jak się jednak okazuje, część świata może skorzystać na konflikcie – ta część, która jednocześnie stanowi konkurencję Unii Europejskiej.

Wojna w Iranie i gwałtowna reakcja rynku paliw

Wystarczyła jedna doba, by rynki światowe zareagowały na wojnę w Iranie wręcz alergicznie. Konfrontacja szybko wykroczyła poza regionalne starcie i urosła do skali międzynarodowej.

Już 1 i 2 marca 2026 roku Iran odpowiedział w sposób zdecydowany. Przez kolejne dwa tygodnie eskalował konflikt, uderzając w Irak, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Bahrajn, Cypr, Jordanię i Azerbejdżan. Celem ataków były głównie amerykańskie obiekty i jednostki, np. bazy wojskowe, infrastruktura obrony powietrznej i statki.

Do najpoważniejszych skutków tych wydarzeń niewątpliwie należy blokada cieśniny Ormuz. Jest to jedna z najważniejszych dróg transportowych energii na świecie. Jak wynika z danych Reutersa, przez to wąskie przejście przechodzi około 20% globalnych dostaw surowców energetycznych. Każde zakłócenie transportu w tym miejscu to automatyczny skok cenowy.

Również 2 marca firma Platts wstrzymała publikację ofert ropy z Zatoki Perskiej. Dotyczy to także gazu LNG z Kataru oraz z nowej instalacji LNG w Abu Dhabi. Już wtedy był to bardzo wyraźny sygnał, że rynek nie może prawidłowo wycenić surowców w warunkach tak wysokiego ryzyka wojennego.

Z kolei bank Goldman Sachs podał informację o tym, że przepływy ropy przez cieśninę Ormuz spadły o 90%. Byłoby to największe zakłócenie dostaw paliw od czasów kryzysu naftowego z 1973 roku.

„Efekt Iranu”, czyli jak już zmieniły się ceny?

W debacie publicznej pojawiło się określenie tzw. „efektu Iranu”. Wynika to z przełożenia się konfliktu na ceny energii na całym świecie. Najprościej można to zjawisko określić jako duże skoki cenowe w krótkim czasie.

Zgodnie z wykresem Trading View, na dzień przed rozpoczęciem konfliktu, czyli 27 lutego baryłka ropy Brent kosztowała około 73 dolary. 2 marca cena wzrosła do około 80 dolarów, a 3 marca do około 84 dolarów. Pik przypadł na 9 marca i wyniósł 117 dolarów. Tak więc w ciągu 9 dni nastąpił wzrost o aż 58%. Wg notowań z 19 marca, cena za baryłkę uplasowała w okolicach 111 dolarów.

Wojna w Iranie wpłynęła na ceny benzyny i oleju napędowego na całym świecie, także w naszym kraju. Jak podaje Forbes w Polsce od początku marca najbardziej zdrożał diesel – ponad 1,00 zł na litrze, ale także benzyna – o 0,50 zł na litrze – oraz LPG – wzrost o około 0,25 zł.

Tendencje wzrostowe można zauważyć w całej Europie. Dochodzą do tego także rosnące koszty transportu morskiego. Znaczące zwiększenie stawek na transport ropy z Bliskiego Wschodu do Chin (jak twierdzi Reuters do 400 tys. dolarów dziennie) przekłada się także na ceny paliw.

Oni zarobią na wojnie w Iranie

Znamienne jest to, że na wojnie w Iranie już zaczęła zarabiać Rosja. Wg danych CREA w ciągu dwóch tygodni konfliktu dodatkowy dochód tego państwa z ropy i gazu wyniósł około 6,9 miliarda dolarów. Wojna w Iranie wybuchła dla Rosji w dobrym momencie, gdyż jeszcze w lutym Kreml borykał się z poważnymi problemami finansowymi. Nie bez znaczenia jest tutaj także fakt udzielenia Indiom przez USA tymczasowego zezwolenia na import rosyjskiej ropy.

Zyskały także Chiny, ale pośrednio. Na pierwszy rzut oka sprawa nie jest oczywista. Państwo Środka jest bowiem jednym z największych importerów ropy z Bliskiego Wschodu z wynikiem około 5,4 miliona baryłek ropy dziennie. W zestawieniu z przytoczonymi już danymi o kosztach transportu wydawać by się mogło, że wojna w Iranie to także cios w chińską gospodarkę. Nie jest to jednak aż tak poważny problem.

Miks energetyczny Chin składa się w 60% z węgla. Ropa i gaz to zaledwie 25%. Takie proporcje zapewniają zatem duży bufor bezpieczeństwa zwłaszcza w obliczu wstrząsów cen paliw, jaki ostatnio tak mocno dotknął Zachód.

Kto oprócz UE straci na wojnie w Iranie?

Wobec rosnących cen paliw liderzy Unii Europejskiej zaczęli zastanawiać się nad rozwiązaniami, dzięki którym państwa członkowskie mogłyby ponosić mniejsze koszty. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen poinformowała o pracach nad strategiami, które mają być odpowiedzią na skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Jednak nie tylko Europa boryka się cenowym kryzysem. Bardzo dotkliwie skutki wojny odczuły państwa sąsiadujące z Iranem i Izraelem, i to w skali znacznie większej niż dotyczy to UE. Liczby pozostają tutaj nieubłagane.

Irak jako jeden z pierwszych musiał stanąć przed widmem strat finansowych sięgających nawet 196 mln dolarów dziennie, i to z samej tylko blokady Ormuzu. Iracki eksport ropy i kondensatów w 2025 i 2026 roku wyniósł 107,6 mln baryłek miesięcznie. W mniejszym wymiarze ucierpiała także energetyka tego państwa, której 10-15% pochodzi z importu z Iranu.

Prognoza dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich wygląda jeszcze gorzej. Krajowy transport ropy przez Ormuz wynosił dla tego państwa około 2,1 miliona baryłek dziennie, co w wyniku blokady może stanowić całkowitą stratę. Jednak potwierdzenia będzie trzeba szukać w danych za marzec. Później strata może być mniejsza, ale także duża, bo wynosząca 1,1-1,5 mln baryłek dziennie.

W przypadku Arabii Saudyjskiej aż 89% transportu ropy, czyli około 6,2 mln baryłek dziennie przechodziło przez Ormuz. Pozostałe 11% może być wysyłane przez porty na Morzu Czerwonym. Ponadto około 35-45% wydobycia saudyjskiego gazu jest produktem ubocznym wydobycia ropy. Jednak największym ciosem dla Arabii Saudyjskiej póki co jest uszkodzenie przez Iran terminalu Ras Tanura, którym można eksportować nawet 6 mln baryłek dziennie.

Graniczący z Irakiem i Arabią Saudyjską Kuwejt eksportuje przez Ormuz około 1,5 mln baryłek ropy dziennie. Natomiast ten kraj potrzebuje jeszcze dodatkowo gazu LNG, gdyż nie pozyskuje tyle gazu z ropy, aby przy większych potrzebach starczyło na produkcję prądu.

Jak zmienią się ceny w najbliższej przyszłości?

Bardzo dużo zależy od tego, jak długo jeszcze potrwa blokada cieśniny Ormuz. Prognoza amerykańskiej agencji EIA zakłada, że do maja 2026 roku cena ropy za baryłkę nie spadnie poniżej 95 dolarów, natomiast dopiero w drugim półroczu osiągnąć może 70 dolarów, ale raczej później niż prędzej.

Z kolei wg raportu Goldman Sachs cena ropy do końca kwietnia wyniesie około 98 dolarów, lecz przy dłuższych zakłóceniach transportu może nastąpić skok do 110 dolarów. Dopiero w IV kwartale 2026 roku cena dla ropy Brent może wynieść 71 dolarów, a dla ropy WTI 67 dolarów.

Obniżenie ceny ropy jest możliwe, jeżeli transport przez Ormuz stopniowo wróci do normy, państwa OPEC+ zwiększą wydobycie, a globalna gospodarka ograniczy popyt przy bardzo wysokich cenach.

Kryzys energetyczny to nie wszystko. Długofalowe skutki wojny

Wojna w Iranie to nie tylko kwestia ceny energii, ale też całe spektrum skutków, które negatywnie rzutują na pozostałe dziedziny życia. Na uwagę zasługuje chociażby to, że Bliski Wschód jest uzależniony od odsalania wody morskiej. Instalacje, przez które przeprowadza się ten proces mają duże zapotrzebowanie na energię elektryczną. Rijad, stolica Arabii Saudyjskiej w 90% jest zaopatrywana w odsoloną wodę z instalacji w Al-Dżubajl – podaje Bloomberg.

Tak więc problem z energią elektryczną, to w krajach Zatoki Perskiej także problem dostępu do wody pitnej. Poważnie zagrożony jest także import żywności, towarów codziennego użytku i zwierząt hodowlanych, który dominuje w strukturze handlowej większości państw arabskich.

Z uwagi na to, że transport produktów odbywa się głównie drogą morską problem blokady Ormuzu powraca jak bumerang. Wprawdzie częściowo wykorzystywana jest droga lądowa, np. trasa przez Turcję, jednak jest to zdecydowanie niewystarczający kanał importowy. Nie będzie to w stanie zastąpić całego transportu morskiego.

Stany się przeliczyły. Miała być krótka operacja, wyszedł długotrwały konflikt

Śmierć irańskiego najwyższego przywódcy, Aliego Chameneiego już pierwszego dnia konfliktu w żaden sposób nie przybliżyła USA i Izrael do zwycięstwa. Nie nastąpiła destabilizacja państwa. Nie doszło do skoordynowanego przewrotu, przejęcia władzy przez opozycję i zmiany ustroju. Wbrew zapowiedziom Donalda Trumpa, że Irańczycy mają szansę, by odzyskać swój kraj stary system ma się bardzo dobrze.

Jest tak dlatego, że władza ajatollahów opiera się na rozbudowanej sieci instytucji religijnych, Gwardii Rewolucyjnej, aparacie bezpieczeństwa państwa i silnym wpływie elit gospodarczych w strukturach politycznych. Z tego właśnie powodu wielu ekspertów przewiduje, że konflikt może trwać w regionie przez co najmniej kilka-, kilkanaście lat.

Historia regionu (np. wojna w Jemenie, wojna w Syrii, konflikt izraelsko-palestyński) pokazuje, że spory militarne mogą trwać na Bliskim Wschodzie przez wiele lat, nawet przez dziesięciolecia, a ich skutki są jeszcze długo odczuwalne przez kolejne pokolenia. Jedno nie pozostawia złudzeń – geopolityka w tej części świata to jeden z najważniejszych czynników kształtowania się cen ropy i gazu na rynkach globalnych.


Michał Krajniak

Michał Krajniak

Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.

Zmień zgody