Wykryto niezidentyfikowane moduły komunikacyjne w chińskich falownikach
Amerykańskie władze ds. energii ponownie analizują ryzyko związane z chińskimi urządzeniami wykorzystywanymi w infrastrukturze OZE, po odkryciu niezidentyfikowanych modułów komunikacyjnych w niektórych z nich. Urządzenia te, kluczowe dla funkcjonowania instalacji fotowoltaicznych i wiatrowych, mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego – informuje Reuters, powołując się na anonimowe źródła.
Falowniki produkowane głównie w Chinach są powszechnie stosowane na całym świecie – nie tylko w elektrowniach słonecznych i wiatrowych, ale także w magazynach energii, pompach ciepła i ładowarkach pojazdów elektrycznych. Choć projektowane są z możliwością zdalnej aktualizacji oprogramowania, niektóre z nich zawierają nieudokumentowane urządzenia komunikacyjne, które potencjalnie mogą ominąć zapory sieciowe i umożliwić ingerencję z zewnątrz.
Eksperci, którzy analizują sprzęt pod kątem bezpieczeństwa, twierdzą, że odkryte komponenty – m.in. modemy komórkowe – mogą pozwalać na zdalne zmiany ustawień urządzeń, a nawet ich wyłączenie. „To oznacza, że wbudowano mechanizm umożliwiający fizyczne uszkodzenie sieci elektroenergetycznej” – podkreśla jeden z informatorów.
Wzrost strategicznego ryzyka
Rosnące napięcia na linii USA–Chiny sprawiają, że Waszyngton oraz inne państwa Zachodu ponownie analizują swoją zależność od chińskich technologii w strategicznych obszarach. Jak ostrzega były szef Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) Mike Rogers, Chiny świadomie starają się uzyskać wpływ na kluczową infrastrukturę Zachodu.
Problem nie ogranicza się jedynie do USA. Estonia i Litwa wprowadziły już ograniczenia w stosowaniu chińskich falowników. W Wielkiej Brytanii trwa przegląd bezpieczeństwa infrastruktury OZE, w tym urządzeń produkcji chińskiej. NATO również przestrzega przed rosnącą zależnością od Chin w kontekście infrastruktury krytycznej.
Falowniki jako nowe pole konfliktu technologicznego
Największym globalnym producentem falowników jest Huawei, który w 2022 roku odpowiadał za 29% światowych dostaw. W Europie firma ta jest coraz częściej pomijana przy nowych inwestycjach, m.in. przez niemieckiego dewelopera 1Komma5, który wskazuje na ryzyko związane z bezpieczeństwem.
W Stanach Zjednoczonych problem ma coraz większy wymiar polityczny. W lutym 2025 roku senatorowie USA przedstawili projekt ustawy ograniczającej zakupy baterii od chińskich producentów przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego. Lista objętych firm obejmuje m.in. CATL, BYD, Envision i Gotion High-Tech.
Według osób zaznajomionych ze sprawą, niektóre amerykańskie firmy energetyczne – jak Florida Power & Light – już ograniczają zakupy chińskich falowników. Równocześnie Departament Energii USA przyznaje, że producenci nie zawsze w pełni dokumentują funkcjonalności swoich urządzeń, co utrudnia ocenę ryzyka.
Zależność Europy od chińskich urządzeń
Z danych Europejskiej Rady Przemysłu Solarnego wynika, że ponad 200 GW mocy zainstalowanej w Europie jest podłączonych do chińskich falowników – to więcej niż 200 elektrowni jądrowych. W razie zmasowanego cyberataku lub zdalnej ingerencji w dużą liczbę domowych inwerterów, skutki dla sieci elektroenergetycznych mogą być katastrofalne.
„Dziesięć lat temu wyłączenie chińskich falowników nie spowodowałoby poważnych konsekwencji. Dziś jednak ich skala w Europie i USA jest ogromna” – mówi Philipp Schroeder, prezes 1Komma5.
Co dalej?
Wciąż nie wiadomo, ilu producentów dotyczy problem nieudokumentowanych kanałów komunikacji i jak powszechne są takie urządzenia. Choć Departament Energii USA nie ujawnił oficjalnie szczegółów, sprawa zyskuje na znaczeniu – zarówno z punktu widzenia polityki przemysłowej, jak i bezpieczeństwa narodowego.
Dyskusja o strategicznej autonomii, dotychczas koncentrująca się na półprzewodnikach i telekomunikacji, przenosi się na sektor energetyki odnawialnej. Zależność od chińskiej technologii może w przyszłości zaważyć nie tylko na stabilności sieci, ale również na zdolności państw do niezależnego kształtowania swojej polityki energetycznej.
Źródło: reuters.com