Wojsko strzeże gazociągów, elektrownia jądrowa pod obserwacją służb. Polska i kraje bałtyckie nie chcą dać się zaskoczyć
Coś się dzieje na wschodniej flance NATO. W ciągu ostatnich tygodni Polska, Litwa, Łotwa i Estonia niemal jednocześnie zaostrzyły ochronę swojej najważniejszej infrastruktury – elektrowni, gazociągów, zapór i połączeń energetycznych. Powód? Realna obawa przed rosyjską prowokacją, która miałaby wykorzystać ukraińskie drony do zaatakowania NATO pod fałszywą flagą.
Fałszywe dokumenty i podpalone maszyny przy budowie elektrowni jądrowej
Zacznijmy od najbardziej niepokojącego wątku. Polskie Elektrownie Jądrowe – spółka budująca pierwszą polską elektrownię atomową w Choczewie – poinformowała, że wykryto sfałszowane dokumenty firmowe. Miały one wprowadzać w błąd osoby zaangażowane w inwestycję. Ich ślad prowadzi na wschód od Polski.
Sprawą zajmują się już służby specjalne i policja. Plac budowy jest teraz stale monitorowany pod kątem prób sabotażu.
To nie pierwszy alarmujący sygnał z Choczewa. W kwietniu, w środku nocy, spłonęło pięć maszyn budowlanych pracujących przy drodze dojazdowej do placu budowy – w tym koparka i rozściełacz do asfaltu, warte łącznie kilkaset tysięcy złotych. Policja potwierdziła podpalenie. Kilka dni wcześniej ktoś podpalił w tym samym miejscu przenośną toaletę i szpulę kabla, a budkę ochroniarza obrzucił kamieniami.
Orlen szuka planu B na gaz, PSE pilnuje granicy z Ukrainą
Niepokój widać też w innych częściach sektora energetycznego. Orlen sprawdza alternatywne opcje sprowadzania gazu – na wypadek, gdyby główna trasa dostaw okazała się zagrożona. To nie drobiazg: przez terminal LNG w Świnoujściu i gazociąg z Norwegii płynie aż 80 proc. gazu importowanego do Polski. Operator tej infrastruktury, Gaz-System, działa teraz w trybie podwyższonej czujności.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne razem z wojskiem od lipca wzmacniają ochronę połączenia energetycznego z Ukrainą – kluczowego dla stabilizacji sieci u naszego sąsiada, regularnie atakowanej przez Rosję. W planach jest przekazanie wojsku ochrony infrastruktury krytycznej także w innych rejonach wschodniej Polski.
U sąsiadów jest podobnie. Litwa wysłała żołnierzy do ochrony terminalu LNG, terminalu paliwowego oraz elektrowni Kruonis. Łotwa objęła wzmożoną ochroną zaporę na Dźwinie pod Rygą i podziemny magazyn gazu.
Skąd te obawy? Chodzi o drony i „false flag”
Wszystko zaczęło się od ostrzeżenia z Litwy. Według tamtejszych służb wywiadowczych Rosja rozważa zainscenizowanie ataku na infrastrukturę krytyczną – z użyciem przechwyconych ukraińskich dronów. Taki atak miałby posłużyć jako pretekst do dalszej eskalacji.
Co ciekawe, gdyby decyzja o ataku zapadła, mogłaby zostać wprowadzona w życie w ciągu zaledwie kilku dni. Chodziłoby przy tym nie tyle o same zniszczenia, ile o wywołanie chaosu w Brukseli, gdy sojusznicy zaczęliby się spierać, jak zareagować. Kreml, jak zwykle w takich sytuacjach, odrzuca wszelkie sugestie o przygotowywanych prowokacjach, nazywając je „straszeniem”.
Analitycy zwracają jednak uwagę, że taki scenariusz miałby dla Moskwy sens. Rosyjska armia jest związana walkami na Ukrainie, a ukraińskie uderzenia na rosyjską infrastrukturę energetyczną coraz bardziej bolą Kreml gospodarczo. Pokazanie, że Rosja wciąż potrafi destabilizować sąsiadów, mogłoby być sposobem na odzyskanie inicjatywy – zwłaszcza jeśli Zachód znów nie zdecyduje się na twardą odpowiedź.
To nie tylko problem regionu
Podejrzane incydenty wokół infrastruktury pojawiają się też dalej na zachodzie Europy. Tydzień wcześniej na niemieckim lotnisku Leipzig/Halle znaleziono drona z ładunkiem wybuchowym. Niemiecki minister spraw wewnętrznych nazwał to atakiem hybrydowym, choć nie wskazał sprawcy. Rosja zaprzeczyła, jakoby stała za tym incydentem.
Źródło: Reuters
Dodaj komentarz