Kierowcy mogą zapłacić więcej. Stacjom paliw szykują 10-krotnie wyższe opłaty
Stacja paliw osiągająca 25 mln zł rocznego przychodu ze sprzedaży paliw płaci dziś około 7,5 tys. zł opłaty koncesyjnej. Po zmianach zapowiadanych przez Ministerstwo Energii byłoby to już 75 tys. zł. I to bez dziesięciokrotnego wzrostu sprzedaży czy zysku.
To tylko jeden z kilku pomysłów, które mogą zwiększyć obciążenia firm z sektora paliw i energii. W grę wchodzą również zmiany w CIT oraz powrót do koncepcji podatku od nadzwyczajnych zysków.
Opłata liczona od sprzedaży, nie od zysku
Najbardziej odczuwalna dla mniejszych przedsiębiorców może okazać się zmiana opłat koncesyjnych. Założenia projektu UD457 przewidują między innymi dziesięciokrotne podniesienie współczynników wykorzystywanych do ich obliczania. W przypadku paliw ciekłych stawka miałaby wzrosnąć z 0,03 do 0,3 proc. przychodu.
To ważne, ponieważ opłata nie zależy od tego, ile przedsiębiorca zarobił. Jej wysokość wynika ze sprzedaży. Przy 10 mln zł przychodu oznaczałoby to wzrost z 3 tys. do 30 tys. zł rocznie. Przy 50 mln zł — z 15 tys. do 150 tys. zł, a przy 100 mln zł — z 30 tys. do 300 tys. zł.
Planowane jest również podniesienie minimalnej opłaty z 1 tys. do 5 tys. zł oraz likwidacja obecnego górnego limitu. Zmiany nie dotyczą wyłącznie stacji benzynowych. Według założeń mają objąć także inne koncesjonowane działalności w sektorze energii i gazu.
Duże firmy mogą zapłacić wyższy CIT
Równolegle pojawiły się propozycje zmian w podatku CIT. Jedna z nich zakłada podwyższenie podstawowej stawki z 19 do 22 proc. dla największych przedsiębiorstw, których przychody przekraczają równowartość 50 mln euro.
Osobny mechanizm miałby dotyczyć dużych firm z branży paliwowej, gazowej i elektroenergetycznej. W ich przypadku stawka CIT miałaby wynieść 30 proc. w 2027 r., następnie 26 proc. w 2028 r. i 23 proc. w 2029 r. Dopiero od 2030 r. firmy wróciłyby do stawki podstawowej. Oba rozwiązania pozostają jednak w procesie legislacyjnym, dlatego ich ostateczny kształt może się jeszcze zmienić.
Windfall tax nie wszedł w życie. Temat może jednak wrócić
Wcześniej parlament przyjął także przepisy dotyczące podatku od nadzwyczajnych zysków, tzw. windfall tax. Danina miała obejmować część przedsiębiorstw z rynku paliwowego i wynosić 60 proc. określonej nadwyżki przychodów. Ustawa nie weszła jednak w życie. 24 lipca 2026 r. prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej.
Nie oznacza to końca pomysłu. Minister energii zapowiedział możliwość przedstawienia jesienią nowej koncepcji podatku, która mogłaby objąć również część rynku gazowego. Na razie nie ma jednak projektu pozwalającego ocenić szczegóły nowych przepisów.
Czy wyższe koszty zobaczymy na pylonach?
Najważniejsze pytanie dotyczy tego, kto ostatecznie poniesie koszt nowych obciążeń. Nie można założyć, że każda dodatkowa złotówka podatku lub opłaty automatycznie przełoży się na cenę paliwa. Firmy mogą pokryć część kosztów ze swojej marży. W sektorach regulowanych znaczenie mają również decyzje URE.
Dodatkowe obciążenia nie znikają jednak z rachunku przedsiębiorstw. Jeżeli pozwolą na to warunki rynkowe, część kosztów może zostać przeniesiona na klientów. W innym wariancie firmy mogą ograniczyć marże, inwestycje albo zwiększyć finansowanie zewnętrzne.
Dla niezależnych stacji paliw problem może być szczególnie istotny, ponieważ wysoki przychód nie musi oznaczać równie wysokiego zysku. Na wartość sprzedaży wpływają przecież również ceny ropy, kurs dolara, inflacja czy koszty transportu.
Dlatego ostateczne znaczenie nowych przepisów będzie można ocenić dopiero wtedy, gdy znany będzie pełny kształt wszystkich projektów. Jedno jest już jednak widoczne: jeżeli kilka nowych obciążeń zacznie obowiązywać równocześnie, firmy z sektora paliw i energii będą musiały uwzględnić je w jednym rachunku.
Źródło: pgp.org.pl
Dodaj komentarz