Polacy włączają klimatyzatory. Sieć dostaje gorączki
Polak przez dziewięć miesięcy w roku jak niepodległości broni prawa do samodzielnego ogrzewania domu. Przez pozostałe trzy rozpaczliwie szuka czegoś, co mu ten dom schłodzi. Wiosną walczy z Brukselą o piec. Latem – z administracją budynku o klimatyzator. Jesienią dzwoni do operatora z wrzaskiem, bo przyszedł rachunek za energię. Zimą burczy pod nosem, że państwo nie będzie mu mówiło, czym ma grzać. I tak oto błędne koło się zamyka. Cykl rusza od nowa. Tak już jest, gdy suwerenność energetyczna kończy się przy 30oC w sypialni.
Chłodzenie jako nowy sport narodowy
Kupno i instalacja klimatyzatora stały się nowym sportem narodowym, zaraz obok piłki nożnej. Dziś już sąsiad nie patrzy z zazdrością na naszego nowiutkiego, piętnastoletniego pasata, na dwudziestotrzycalowy telewizor, wnoszony do domu przez monterów. Gul skacze mu, gdy przykręcamy charakterystyczną skrzynkę do elewacji.
Gdy urządzenie zostanie włączone, robi się na tyle miło, by obejrzeć telewizję. Na szczęście nie zrobi się od tego goręcej, bo reprezentacja nie grała na mundialu, to i meczy też nie ma. Temu wszystkiemu będzie przyglądał się sąsiad, w trakcie kiszenia się w pokoju jak ogórki w słoiku.
Mili Państwo, pokazuję obrazek. Na pierwszym planie blok mieszkalny (styl architektoniczny „późny Gierek”), przy oknach klimatyzatory, buczą i huczą, z radia leci disco-polo, a na dachu fotowoltaika. Co na tym obrazku się nie zgadza?
Program chłodzenia prywatnego
Przez lata klimatyzacja w Polsce uchodziła za luksus. Bo to tylko w pięciogwiazdkowym hotelu, dla prezesów, dla bogaczy. Ale to już się dawno się skończyło.
Z jednej strony żal jest mieszkańców bloków. Mieszkanie w ciągu dnia nagrzewa się metodycznie, stopniowo. Nocą ściany oddają temperaturę. Tylko godzinę, dwie przed świtem robi się nieco chłodniej, na tyle, by spokojnie usnąć. Ale rano proces zaczyna się na nowo.
Z drugiej – przecież mają klimatyzację! Termomodernizacja budynków? A komu to potrzebne? Mówili coś w telewizji. Spółdzielnia na walnym zgromadzeniu mieszkańców zapowiadała. Ale obywatel, który już zdążył się spocić jak mops, pojechał do sklepu, gdzie zawsze są niskie ceny i kupił wymarzone urządzenie. Problem z głowy.
Klimatyzacja włącza się wszystkim naraz
Podczas czerwcowych upałów Polskie Sieci Elektroenergetyczne wskazywały, że wysoka temperatura zwiększa zapotrzebowanie na moc przede wszystkim z powodu klimatyzacji i urządzeń chłodzących. Operator apelował o ograniczenie ich używania w godzinach największego obciążenia systemu.
Jednakże, gdy robi się gorąco, to właśnie wtedy klima jest najbardziej potrzebna! Dochodzi wtedy to przezabawnych zawodów w przeciąganiu liny. System prosi, by obywatel nie włączał klimatyzacji, a obywatel włącza w urządzeniu wyższy program, mrucząc pod nosem: „Najlepiej chłodzić mieszkanie zimą, he, he”.
Dla energetyki jest coś takiego jak szczyt zapotrzebowania. Dla odbiorcy energii to godziny, w których koszula przykleja się do ciała, a lód do drinków w zamrażalce dawno już zmienił stan skupienia na ciekły.
Klimatyzatory to takie hieny na sawannie. Nie atakują pojedynczo – uderzają stadnie. Popatrzmy na przykładowy blok. Jest on usytuowany tak, że równo w połowie części mieszkań okna wychodzą na wschód, w drugiej połowie – na zachód. O godz. 8:00 pierwsze urządzenia od strony wschodniej zaczynają wesoło buczeć. Po 13:00 dołączają do nich klimatyzatory od strony zachodniej i mniej więcej do 18:00 grają unisono. Wieczorem te, co były pierwsze cichną, lecz te, które do nich później dołączyły dalej ciężko pracują. Koncert trwa do 22:00. Po co iść do opery? Wszystko jest na miejscu.
Ale to nie wszystko. Bo w tym samym czasie, na tym samym osiedlu zjawisko pojawia się jeszcze we wszystkich pozostałych, dziesięciu blokach. Ba, żeby to tylko były bloki! Ludzie jadą do pracy – włączają chłodzenie w samochodzie. Docierają do pracy – w biurze już chodzi klima. Po fajrancie idą na zakupy – „Brr! Ale fajnie, zimno w tym supermarkecie!”. Nawet jak już z nudów wyrwą się pod wieczór na kolację do lokalnej pizzerii, to tam też klimatyzator działa aż miło.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że rosnąca liczba i intensywność używania klimatyzatorów będzie odpowiadać za ponad jedną piątą światowego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną do 2030 r. Klimatyzator to w takim razie nie jest już zwykłe AGD.
To przyszły uczestnik rynku mocy.
Błędne koło chłodzenia
Spróbujmy na chwilę wcielić się w rolę adwokata diabła i obronić klimatyzację. Dla osób starszych, schorowanych może być jedynym sensownym sposobem ochrony zdrowia latem. Znane są także historie pracowników, którzy przebywając w dźwigach budowlanych wskazywali temperaturę 50oC. Nierzadko też podróż pociągiem staje się mordęgą z powodu braku cyrkulacji powietrza i odpowiednich systemów chłodzenia.
Przy okazji możesz dowiedzieć się, dlaczego Pociąg do przyszłości utknął pod Miechowem.
Pomimo tego nie można zapominać, że klimatyzatory zwiększają zużycie energii. Obciążają sieci i – jeżeli prąd pochodzi z paliw kopalnych – dokładają swoją cegiełkę do globalnego ocieplenia.
Na tym właśnie polega błędne koło chłodzenia. Ludzkość najpierw spalała paliwa, co doprowadziło do ogrzania klimatu. Teraz spala paliwo, by schłodzić mieszkanie, które jest nagrzewane przez tenże gorący klimat.
To nie jest gospodarka obiegu zamkniętego, lecz koło ratunkowe przyczepione łańcuchem do kotwicy. Czy zatem w ostatecznym rozrachunku klimatyzację należy jednoznacznie potępić? Przy coraz częstszych falach gorąca nie uciekniemy od dyskusji nad zdrowiem w ujęciu społecznym. Po stronie obrońców już stoją szpitale, szkoły i domy opieki dla seniorów i osób przewlekle chorych. Pytanie o to, czy klimatyzacja to podejrzany moralnie luksus jest już przestarzałe. Dziś należy pytać: czy w ogóle można chłodzić bezpiecznie i efektywnie, a jeśli tak – to jak?
Budynek grzeje, lokator płaci
Mieszkania często świetnie sobie radzą z zatrzymywaniem ciepła wtedy, gdy nikt już go nie potrzebuje. Duże przeszklenia, ciemne dachy, brak zewnętrznych osłon, betonowe otoczenie i symboliczna ilość zieleni na osiedlach sprawiają, że blok w lipcu wykonuje pracę kolektora słonecznego.
Spójrzmy jak są budowane nowe lokalizacje przeznaczone do zamieszkania. Jakie cechy posiadają budynki? Przecież o tym wszystkim już była mowa. Ale i tak, gdy w sierpniu czy wrześniu operator sczyta liczniki i wyśle faktury, wszyscy rozdziawiają szczęki ze zdumienia, widząc kwotę należną za prąd.
Klimatyzacja może być potrzebna. Ale klimatyzowanie źle zaprojektowanego budynku przypomina wylewanie wody z tonącej łodzi, bez próby zatamowania dziury w dnie.
Gdy fotowoltaika spotyka klimatyzator
Ciekawe jest to, że w czasie, kiedy klimatyzatory pracują najbardziej intensywnie i pobierają najwięcej mocy, to wtedy dużo energii produkuje fotowoltaika. Letni popyt na chłodzenie może być więc częściową odpowiedzią na nadwyżki produkcji energii. Praktykowane na masową skalę chłodzenie nie musi od razu oznaczać energetycznej katastrofy. Tylko że, urządzenia muszą chłodzić efektywnie, funkcjonować w dobrze zaprojektowanych budynkach i być podłączone do sieci, która działa zgodnie z zasadami rozsądnego zarządzania popytem.
Wprawdzie to przypomina kogoś, kto jedną ręką rozpala ognisko, a drugą chwyta za gaśnicę. Ale czemu ta gaśnica nie miałaby być zasilana przez OZE, skoro i tak się jej używa? Bo w jaki sposób zlikwidować klimatyzację w ogóle? Ludzie chłodzili się, chłodzą i będą chłodzić. Sens leży więc chyba jedynie w połączeniu chłodzenia z fotowoltaiką, magazynem energii, automatyką i odpowiednią taryfą.
A jednak znów jest problem. Bo inteligentny dom zacznie mówić właścicielowi, kiedy może chłodzić, a kiedy nie powinien tego robić. A weź spróbuj powiedzieć Polakowi, że czegoś zrobić nie może…
Temperaturowy nowy podział klasowy
Bloków i jego mieszkańców można się czepiać cały czas. Zarówno tych powstałych w epoce Gierka, jak i należących do tzw. nowego budownictwa. Jednakże, jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to można dojść do wniosku, że komfort cieplny coraz bardziej zależy od portfela.
Bo na dom jednorodzinny nie każdego stać. Zwłaszcza taki, który jest dobrze izolowany, posiada rolety zewnętrzne i nowoczesne urządzenia. Do tego duży taras lub wręcz ogród, a w nim oczko wodne, w którym można się schłodzić albo przynajmniej przestrzeń na dmuchany basen. Ktoś, kto tak mieszka, latem może się uśmiechać. Natomiast ktoś inny, kto ma mieszkanie na ostatnim piętrze bloku, nie może zamontować jednostki zewnętrznej i słucha jak mobilny klimatyzator hałasuje niczym odkurzacz w tunelu aerodynamicznym, wyrzucając ciepłe powietrze przez rurę wystawioną w uchylonym oknie, zgrzyta w tym czasie zębami ze złości.
Absolutnie nie ma nic złego w mieszkaniu w nowoczesnym domu. Tak samo jak w bloku. Chodzi o to, że nie każdy problem da się rozwiązać kodem rabatowym do marketu ze sprzętem RTB i AGD.
Lato pod napięciem
Przez lata polska energetyka bała się głównie zimy. Tymczasem lato przestało być spokojnym sezonem ogórkowym i zaczęło pukać do drzwi sieci, wciskając klimatyzatory, chłodziarki i wentylatory, niczym nachalny domokrążca.
W upalny dzień mało kto analizuje sytuację systemową. To trudne – znacznie łatwiej jest wcisnąć przycisk. Robią to niemal wszyscy, od emerytki w sklepie, poprzez pracownika biurowego, do zarządcy galerii handlowej. Każdy chce schłodzić czy to własne kilka metrów kwadratowych czy wielką powierzchnię handlową, a od tego wszystkiego krajowa sieć dostaje gorączki.
Czy tego chcemy, czy nie – klimatyzator stał się już bohaterem od naprawiania letnich bolączek. Pojawia się tam, gdzie zwiedli architekci, deweloperzy i urzędnicy. A rachunek, który wystawia, wielokrotnie przekracza cenę jego zakupu.
Także dzisiaj miliony Polaków ustawi u siebie 18oC. I wtedy zacznie się robić naprawdę gorąco, tylko nie w ich mieszkaniach.

Michał Krajniak
Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.
Dodaj komentarz