Jesień pod promiennikiem. Restauracje grzeją ogródki, ciepło ucieka w powietrze
YouTubowi kucharze i znawcy gastronomii już wkrótce zaczną proponować jesienne potrawy. Przepisy i live’y z gotowania zaleją internet. Spadek temperatury wzmaga apetyt, chętniej więc zwiększamy udział tkanki tłuszczowej w naszym organizmie, by chroniła przed zimnem. Wielu z nas odwiedzi też restauracje i chcąc złapać jeszcze odrobinę lata usiądzie na zewnątrz, w ogródku. Jednak gdy termometr będzie wskazywał już wartość jednocyfrową (dobrze, że jeszcze na plusie), łatwo wtedy o przeziębienie. Wtedy na scenę wkroczy technologia, np. promiennik o mocy kilku watów i wówczas restauracyjny gość pomyśli, jak mu przyjemnie. Szkoda, że atmosferze już tak miło nie będzie.
Lato już odeszło, proszę się z tym pogodzić!
Zgodnie z prognozami i danymi IMGW jeszcze we wrześniu czeka nas parę w miarę ciepłych dni. Począwszy od jutra, aż do środka tygodnia temperatura w większości kraju będzie się wahała od 19 do 23°C, gdzieniegdzie będzie to 16-18 °C, a tylko lokalnie ok. 15 °C. Jednak w październiku przyjdzie nam już na dobre pożegnać się tą porą roku.
W 2025 r. październik był średnio o 6,8 °C zimniejszy niż wrzesień i o 9,4 °C niż sierpień. W 2024 r. było to także 6,8 °C względem września i ok. 10 °C w porównaniu do sierpnia. Październik to także miesiąc, w którym często termometry wskazują kilka stopni na plusie w ciągu dnia. Mimo twardych liczb tak trudno jest się pogodzić z odejściem lata!
Chcąc przedłużyć swoim gościom możliwość spożywania posiłków na zewnątrz, właściciele lokali gastronomicznych nieraz dostawiają ogrzewanie, np. na tarasie czy w ogródku. Problem zaczyna się wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że wokół nie ma niczego, co mogłoby to ciepło zatrzymać.
Skarga ze stolika numer siedem za zbyt zimną zupę
Wyobraźmy sobie, że któregoś dość ładnego, październikowego dnia, kiedy termometr o godz. 18:00 wskazywał 7 °C, pewna para postanowiła zjeść kolację w swojej ulubionej knajpce. Usiedli na zewnątrz, przy stoliku numer siedem. Złożyli zamówienia. Po 10 minutach kelner przyniósł pierwsze dania, dwie zupy. Nie zdążył jednak daleko odejść od stolika, gdy przywołała go z powrotem głośna skarga gościa: „Ta zupa jest zimna!”. A przecież została przyniesiona chwilę temu.
Frapująca sytuacja, prawda? Zwłaszcza z punktu widzenia restauratora, który przecież swoim gościom nieba by przychylił. Jest coś jeszcze. Zewnętrzna przestrzeń restauracji to zasób i koszt. Daje też więcej miejsca. Jeśli w środku zmieści się 50 osób, a na zewnątrz 15, to potencjalny ubytek może wynieść aż 23 proc. gości.
Ogrzewanie to także koszt, ale taki, który jest uwzględniony w rachunku i to bez napiwku. Niestety, maksymalizacja zysku często nie uwzględnia tego, co jest wokół. Bo przecież ogródek restauracyjny to także zieleń, piękne drzewa, niekiedy klomby kwiatów. Jeśli środowisko ucierpi, już wkrótce zamiast takiego widoku, zgłodniałych gości wiosną i latem będzie witać krajobraz pustynny. Ale cóż począć, skoro już jesienią lewo ucho gościa, siedzącego na zewnątrz, osiąga temperaturę podobną do jego zupy?
Gdzie ucieka to ciepło?
Sens ogrzewania powinien być taki, że ciepło utrzyma się w danej przestrzeni. Problem polega na tym, że w ogródku czy na tarasie to w ogóle nie działa. Mechanizm wygląda natomiast tak, że taki promiennik dostaje energię, a potem ją wypuszcza, niestety w dużym stopniu w eter.
Tylko czy to obchodzi gościa? Wprawdzie jesienią i zimą w swoich domach płacimy za ocieplenie ścian, wymieniamy okna i nie wietrzymy pomieszczeń zbyt długo. Wszystko po to, by nie stracić nic z cennego ogrzewania. Ale w restauracji już nikt nie pamięta o domu.
Przykład płynie z Francji
W 2022 r. Francja zakazała używania systemów ogrzewania i klimatyzacji zużywających energię w zewnętrznych przestrzeniach, które znajdują się w domenie publicznej. Zakaz objął m.in. ogrzewane tarasy restauracyjne i kawiarniane, z pewnymi wyjątkami dla przestrzeni rzeczywiście zamkniętych. Szacunki, przywoływane przy wyprowadzeniu zakazu, wskazywały że taras wyposażony w pięć ogrzewaczy gazowych, działających przez 14 godzin dziennie od połowy listopada do połowy marca mógł zużyć blisko 50 tys. kWh energii.
Gdyby do Polski przenieść francuskie rozwiązanie, to być może restauracje próbowałyby osiągnąć kompromis w postaci udostępnienia koca do dyspozycji klienta. Ekologicznie atrakcyjnie wygląda zastąpienie źródła zużywającego wiele kilowatogodzin kawałkiem materiału, sęk w tym, że mało który klient zgodzi się na takie rozwiązanie.
Wiata jako rozwiązanie pośrednie. Ale czy dobre?
Osobną kategorię stanowią wiaty obudowane folią, pleksem albo szkłem. Są czymś pośrednim między tarasem a lokalem. I w praktyce wygląda to tak, że gość siedzi, niby to na zewnętrz, ale otacza go dach, trzy ściany, zasłona, promiennik i być może kotara. Jedyny minus to trochę słaby kontakt z naturą, bo to doniczka z monsterą ustawiona obok.
Takie konstrukcje oczywiście mają więcej sensu niż całkowicie otwarty taras. Zatrzymają chociaż część ciepła. Zresztą, wspominany zakaz we Francji wyłącza właśnie zewnętrzne przestrzenie zamknięte i odizolowane od otoczenia. Tylko, że wtedy klient siedzi na zewnątrz, czy jednak wewnątrz restauracji?
Gdzie kończy się komfort gości restauracji?
Przebywanie na świeżym powietrzu, zwłaszcza przy okazji spożywania posiłku to rzecz nie tylko przyjemna, ale też zdrowa. Gdy pora roku się zmienia i temperatura spada miasto nie powinno zamierać z automatu. Również ogródki restauracyjne są częścią życia miasta. Jednak, gdy każda niedogodność jest załatwiana technologią, rodzą się uzasadnione wątpliwości co do jej użycia.
Przez lata ludzkość przyzwyczaiła się do tego, że jej komfort jest bardzo ważny. Ba, że ma prawo podwyższać poziom tego komfortu nieustannie! A przy tym likwidować szybko i bezwzględnie wszystko, co ten komfort mogłoby choć minimalnie obniżyć. Tylko, że nic nie jest za darmo. Rachunek każdy płaci indywidualnie, ale skutki decyzji podejmowanych codziennie przez miliony osób odbijają się na ogółu społeczeństwa.
Ogródek restauracyjny to dzisiaj trochę taki symbol jednego z dość częstych podejść do energetyki. Ta niestety traktowana bywa jako niewidzialne narzędzie, które musi służyć człowiekowi w usuwaniu wszelkich niedogodności. A przy okazji dostosowuje otoczenie do naszych zachcianek.
Może warto zatem w końcu uznać, że jesień ma swoje prawa. Nie każdą zmianę pogody trzeba natychmiast korygować grzejnikiem.
Dodaj komentarz