Prawica w pułapce węgla. OZE jako patriotyzm XXI wieku?
Eksperckim okiem
Jacek Stężowski, inżynier ekoenergetyki i redaktor prowadzący e-magazyny.pl
W debacie publicznej coraz częściej słychać, że odnawialne źródła energii i Zielony Ład to „ideologie”, które zagrażają polskiej suwerenności. Takie stwierdzenia padają z ust czołowych polityków prawicy. Krytyka transformacji energetycznej płynie z wielu prawicowych środowisk – od partii rządzących po bardziej radykalne ugrupowania i portale opiniotwórcze.
Choć głoszone hasła mają brzmienie patriotyczne i niepodległościowe, w rzeczywistości układają się w paradoks. Bo to właśnie odnawialne źródła energii – rozproszone, lokalne, niezależne – są dziś najbardziej realnym narzędziem budowania suwerenności energetycznej i gospodarczej Polski. A więc tego, o co prawica od lat zabiega.
Suwerenność w XXI wieku – nie tylko na papierze
Prawica odwołuje się do pojęcia suwerenności w niemal każdej dziedzinie życia. To idea samostanowienia, bezpieczeństwa, kontroli nad strategicznymi decyzjami. Suwerenność to także niezależność energetyczna – rozumiana jako zdolność kraju do zaspokojenia swoich potrzeb energetycznych bez zdawania się na obce państwa, globalne korporacje czy zewnętrzne szantaże.
W warunkach globalnych kryzysów, wojny w Ukrainie i niestabilnych rynków surowców, to właśnie bezpieczeństwo energetyczne powinno być priorytetem. I nie chodzi tu o sentymenty, ale o twardą realność – o rachunki za prąd, ciągłość dostaw, kontrolę nad infrastrukturą.
OZE – suwerenność w praktyce
Odnawialne źródła energii to technologie, które umożliwiają lokalną i niezależną produkcję prądu i ciepła. Dachowa instalacja fotowoltaiczna, wiatrak na gospodarstwie rolnym, biogazownia zasilana odpadami rolniczymi – to nie utopie, lecz praktyczne narzędzia uniezależnienia się od wielkich graczy i nieprzewidywalnych rynków. Według URE w 2024 roku w Polsce funkcjonowało już ponad 1,4 mln prosumentów – właścicieli domowych instalacji PV.
Z drugiej strony, w 2024 roku Polska sprowadziła ponad 14 mln ton węgla (dane rządowe), głównie z Kolumbii, Kazachstanu i Indonezji. Jednocześnie koszt wydobycia węgla kamiennego w Polsce przekroczył 940 zł za tonę, podczas gdy importowany węgiel kosztował średnio 500 zł za tonę. Węgiel z polskich kopalń jest drogi także ze względu na koszty społeczne i dopłaty – w 2025 roku tylko na wsparcie górnictwa przeznaczone zostanie ponad 9 mld zł z budżetu państwa.
Pamiętajmy również o kosztach uprawnień do emisji CO2, które kosztują polskie spółki energetyczne miliardy złotych, zasilając jednocześnie transformacje energetyczną naszych sąsiadów. Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule – Dlaczego polska gospodarka potrzebuje transformacji energetycznej?
Z kolei zielona energia to dziś nie tylko wybór ekologiczny, ale również ekonomicznie uzasadniony. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej, średni koszt wytworzenia energii z nowych instalacji fotowoltaicznych na świecie w 2024 roku wyniósł zaledwie 44 USD/MWh (ok. 190 zł), a z energetyki wiatrowej – 33 USD/MWh (ok. 145 zł). W Polsce koszt produkcji energii z dużych instalacji PV wynosił przeciętnie 250–380 zł/MWh, a w ramach aukcji OZE osiągał poziomy nawet poniżej 250 zł/MWh. Dla porównania, hurtowe ceny energii w Polsce w 2025 roku przekraczały często 400–480 zł/MWh, a wytwarzanie energii z węgla – zwłaszcza krajowego – było znacznie droższe, szczególnie po doliczeniu kosztów emisji CO₂ (koszty wydobycia, sprawność i obsługa elektrowni oraz koszty emisji dają kwotę na poziomie 800–950 zł/MWh).

Powyższy wykres pokazuje wyraźny, systematyczny spadek kosztów produkcji energii z fotowoltaiki i energetyki wiatrowej w latach 2010–2024 na świecie (LCOE – Levelized Cost of Electricity).
Energia odnawialna może być obywatelska i dostępna zarówno dla miasta, jak i wsi. Dzięki niej realna kontrola nad energią wraca do ludzi: samorządów, rolników, wspólnot lokalnych. W odróżnieniu od paliw kopalnych, OZE nie obciąża budżetu państwa kosztami emisji, nie wymaga kosztownego importu i pozwala budować realną suwerenność energetyczną – od dołu, w praktyce.
Dlaczego więc ugrupowania prawicowe się buntują?
Pomimo tych faktów, wiele środowisk prawicowych odrzuca transformację energetyczną. Dlaczego? Częściowo z przyczyn symbolicznych. Węgiel to dla wielu nie tylko surowiec, ale mit założycielski polskiej nowoczesności, związany z etosem pracy, industrializacją i górnictwem jako „patriotyczną” profesją.
Z drugiej strony OZE utożsamiane są z lewicą, Brukselą, „ideologią klimatyczną”. Transformacja bywa przedstawiana jako coś narzuconego, niepolskiego, sprzecznego z interesem narodowym.
Nobilitowane górnictwo węgla kamiennego w Polsce od lat traci na znaczeniu – zarówno gospodarczo, jak i społecznie. W całym sektorze zatrudnionych jest obecnie ok. 77 tys. osób, co stanowi mniej niż 0,5% wszystkich pracujących w kraju. Tymczasem według danych Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej, sektor odnawialnych źródeł energii w Polsce już dziś zatrudnia ponad 100 tys. osób i ma potencjał stworzenia nawet kilkuset tysięcy nowych miejsc pracy do 2030 roku.
Zbigniew Ziobro mówi o ideologii Zielonego Ładu. Janusz Kowalski grzmi o likwidacji polskiego węgla w imię „unijnych fanaberii klimatycznych”. Grzegorz Braun idzie dalej, mówiąc o „depopulacyjnej ideologii nowego porządku świata”. Nawet Mateusz Morawiecki, reprezentujący łagodniejszą linię, przestrzegał przed „niszczącym wpływem Zielonego Ładu na polską gospodarkę”.
To retoryka, która skutecznie blokuje rozsądną debatę. A przecież mówimy o kwestiach technicznych, gospodarczych i strategicznych – nie ideologicznych.
Prawicowe sukcesy transformacji – to możliwe
Wbrew pozorom, wiele państw i regionów o konserwatywnej orientacji politycznej doskonale poradziło sobie z transformacją energetyczną – nie ideologizując jej.
Przykład pierwszy: Teksas – stan rządzony przez Republikanów, lider w USA pod względem produkcji energii z wiatru. W 2024 roku Teksas produkował z wiatru i słońca już ponad 30% całej energii elektrycznej, a w szczytowych momentach OZE pokrywają tam ponad 60% zapotrzebowania. To efekt praktycznego podejścia: niższe koszty, lokalna produkcja, większa niezależność od federalnych sieci przesyłowych.
Przykład drugi: Norwegia – konserwatywne rządy i niemal 100% energii z OZE (głównie wodnej). Norwegia, choć eksporterem ropy i gazu, przeznacza przychody z ich eksportu na modernizację infrastruktury OZE i wspieranie elektromobilności – w 2024 roku ponad 90% nowo rejestrowanych aut w Norwegii to pojazdy elektryczne.
Węgry, mimo swojej antyunijnej retoryki, także rozwijają OZE po cichu, stawiając na bezpieczeństwo energetyczne.
Patriotyzm XXI wieku ma zielony odcień
Polska prawica stoi dziś na rozdrożu. Może nadal trzymać się mitu węglowej potęgi – i pogłębiać energetyczną zależność. Albo może na nowo zdefiniować pojęcie patriotyzmu – jako odpowiedzialność za przyszłość, bezpieczeństwo energetyczne i niezależność lokalnych wspólnot.
W polskiej historii siła państwa nie wynikała z centralizacji, lecz z lokalnej samorządności, niezależnych miast, gospodarności obywateli. OZE to współczesna forma tej samodzielności. To energia, która nie wymaga kontroli z Warszawy ani importu z Moskwy – wystarczy dach, słońce i wspólnota. Transformacja nie jest zagrożeniem. Jest szansą – choć nie wolną od wyzwań: braku stabilnych regulacji, ograniczeń sieciowych, czy centralistycznych nawyków. Ale to właśnie przez ich pokonanie możemy zbudować energetykę, która służy ludziom.

Jacek Stężowski
Redaktor prowadzący portalu e-magazyny.pl, inżynier ekoenergetyki oraz pasjonat nowych technologii i OZE. Ma doświadczenie praktyczne w projektowaniu systemów PV, przemyśle kolejowym oraz w branży IT. Jako dziennikarz pisał o nowych technologiach dla takich portali jak MamStartup.pl czy NowyMarketing.pl.