Zaskakujący zwrot w sprawie wiatraków. Repowering z „szybką ścieżką” i zmniejszeniem formalności
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało rozporządzenie, które zwolni część modernizacji lądowych turbin wiatrowych z obowiązku uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. To realne skrócenie przygotowań inwestycji – i jednoznaczny sygnał, że rząd chce przyspieszyć podnoszenie mocy już istniejących farm. Z wpisu do wykazu prac rządu wynika, że akt ma zostać przyjęty w IV kwartale 2025 r., co wpisuje się w deklarowany kurs na odblokowanie inwestycji w energetyce wiatrowej.
Jakich zmian możemy się spodziewać
Zwolnienie obejmie wyłącznie repowering nastawiony na zwiększenie mocy turbiny maksymalnie o 30 proc. Chodzi o wymianę lub modyfikację już pracujących jednostek, bez pełnej, wielomiesięcznej procedury środowiskowej. Dzięki temu operatorzy będą mogli szybciej zastępować starsze konstrukcje nowszymi i sprawniejszymi, a czas od decyzji do montażu istotnie się skróci.
Preferencje nie są bezwarunkowe. Projekt rozporządzenia przewiduje trzy kluczowe bezpieczniki:
- brak zwiększenia liczby turbin w obrębie inwestycji,
- zakaz przesunięcia lokalizacji dalej niż 250 metrów od osi istniejącej wieży,
- łączna moc przedsięwzięcia poniżej 100 MW, co odpowiada progowi, od którego każdorazowo wymagana jest ocena oddziaływania na środowisko (OOŚ).
Dodatkowo ułatwienia dotyczą inwestycji poza obszarami objętymi formami ochrony przyrody. Innymi słowy: to szybka ścieżka dla modernizacji „w miejscu”, a nie furtka dla nowych, większych farm.
Dlaczego rząd pcha repowering teraz
Resort klimatu zwraca uwagę, że pierwsze polskie turbiny – stawiane około 2005 r. – zbliżają się do końca cyklu życia. Bez procedur szybkiej modernizacji część instalacji trzeba byłoby demontować, zamiast podnieść ich sprawność i wydajność. Rozporządzenie ma wypełnić tę lukę: stworzyć preferencyjne warunki dla rozbudowy, przebudowy i montażu nowszych urządzeń w obecnych lokalizacjach, tam gdzie nie rodzi to nowych oddziaływań.
21 sierpnia prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację tzw. ustawy wiatrakowej, która oprócz ułatwień lokalizacyjnych przewidywała także repowering istniejących turbin. Rząd – pozostając przy celu modernizacyjnym – wybrał więc ścieżkę aktu wykonawczego, niewymagającą prezydenckiego podpisu. Dzięki temu możliwe będzie szybkie wdrażanie usprawnień w zakresie modernizacji, bez otwierania sporów o nowe lokalizacje farm.
Co zyskają inwestorzy i gminy
Zniesienie decyzji środowiskowej dla ściśle zdefiniowanych modernizacji oznacza krótszy i mniej ryzykowny harmonogram. Dla właścicieli farm to łatwiejsze kontraktowanie dostaw i prac, a dla samorządów – utrzymanie produkcji energii i wpływów podatkowych przy mniejszej uciążliwości „budowy od zera”. Repowering zwykle ogranicza się do wymiany gondoli, łopat, ewentualnie wieży, w istniejącym śladzie, co zmniejsza konflikt przestrzenny i sprzyja akceptacji społecznej.
Choć tytuły brzmią: „rząd likwiduje formalności”, standardy ochrony środowiska zostają. Próg 100 MW nadal wymusza OOŚ, a limit 30 proc. oraz promień 250 m mają zapobiec faktycznemu „rozszerzaniu” projektów pod płaszczykiem modernizacji. Rząd podkreśla, że celem jest sprawna modernizacja istniejących instalacji, nie zaś deregulacja nowych lokalizacji.
Harmonogram i następne kroki
Zgodnie z wykazem prac rządu planowany termin przyjęcia rozporządzenia to IV kwartał 2025 r.. Na początku września szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska zapowiadała szybkie skierowanie projektu do uzgodnień międzyresortowych. Jeśli procedura przebiegnie zgodnie z planem, pierwsze modernizacje skorzystają z ułatwień już w przyszłym sezonie budowlanym.
Źródło: PAP