Za kilka lat Polska będzie musiała przetwarzać nawet 100 tys. ton paneli rocznie
O przyszłości recyklingu paneli fotowoltaicznych, rosnącej skali odpadów z sektora PV, wyzwaniach technologicznych oraz o tym, czy Polska jest gotowa na nadchodzącą falę zużytych modułów, rozmawiamy z Arturem Woźniakowskim, CEO PVP Recycling.
Kiedy realnie zaczniemy obserwować dużą falę zużytych paneli fotowoltaicznych trafiających do recyklingu?
To jest pytanie, które dziś pojawia się bardzo często, bo wielu osobom wydaje się, że skoro fotowoltaika rozwija się w Polsce tak dynamicznie od kilku lat, to za chwilę zostaniemy zasypani zużytymi panelami. Tymczasem trzeba pamiętać, że mówimy o technologii, która została projektowana z myślą o bardzo długiej pracy. Producenci deklarują żywotność paneli na poziomie 20–30 lat, ale w praktyce wiele modułów jest w stanie działać jeszcze dłużej. Oczywiście ich sprawność stopniowo spada, ale to nie znaczy, że przestają produkować energię.
W Polsce fotowoltaika na większą skalę zaczęła rozwijać się stosunkowo późno. Jeszcze w latach 90. praktycznie nie mieliśmy rynku. Instalacje były bardzo drogie, mało dostępne i funkcjonowały raczej jako ciekawostka technologiczna. Pierwsze większe inwestycje pojawiły się dopiero około 2010–2011 roku. Pamiętam pierwszą dużą farmę fotowoltaiczną w Wierzchosławicach pod Tarnowem – wtedy instalacja o mocy 1 MW robiła ogromne wrażenie. Dziś takie projekty wydają się niewielkie, ale wtedy były symbolem początku nowej epoki.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero po 2015 roku, kiedy pojawiły się programy wsparcia dla prosumentów i gwałtownie ruszył rynek instalacji dachowych. W ciągu zaledwie kilku lat Polska przeszła od kilku gigawatów mocy do około 30 GW pod koniec 2025 roku. To oznacza dziesiątki milionów paneli pracujących już dziś na dachach domów, hal przemysłowych czy farmach fotowoltaicznych.
Dlatego uważam, że prawdziwa fala naturalnie zużytych paneli pojawi się po 2030 roku i będzie systematycznie rosła. Natomiast trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że już dziś mamy do czynienia z dużym strumieniem paneli trafiających do recyklingu – tyle że nie są to jeszcze moduły wyeksploatowane wiekowo, ale przede wszystkim panele uszkodzone.
Czyli obecnie problemem są głównie uszkodzenia, a nie naturalne zużycie paneli?
Zdecydowanie tak. Dzisiaj rynek recyklingu paneli fotowoltaicznych w Polsce opiera się głównie na modułach uszkodzonych mechanicznie albo technologicznie. I tych sytuacji jest naprawdę dużo więcej, niż mogłoby się wydawać.
Trzeba pamiętać, że panel fotowoltaiczny jest produktem stosunkowo delikatnym. Już sam transport z Chin do Europy generuje ryzyko uszkodzeń. Zdarza się, że do Polski przypływa cały kontener paneli, który podczas transportu morskiego został uszkodzony. Czasem problem pojawia się przy załadunku, czasem przy rozładunku, a czasem po prostu podczas samego transportu.
Do tego dochodzą kolejne etapy logistyczne – przewóz do magazynu, później na miejsce inwestycji, montaż na dachu lub farmie. Na każdym z tych etapów może dojść do uszkodzeń. A później dochodzi jeszcze eksploatacja. Mieliśmy przypadki farm fotowoltaicznych, gdzie podczas koszenia trawy spod kosiarek poleciały kamienie i uszkodziły kilkaset paneli jednocześnie.
Są też problemy wynikające z błędów produkcyjnych. Na przykład niewłaściwe zgrzewy albo źle wykonane zabezpieczenia powodują, że do wnętrza panelu dostaje się wilgoć. To prowadzi do przegrzewania się ogniw i degradacji całego modułu.
Tak więc dziś zdecydowana większość paneli trafiających do recyklingu to nie są moduły „stare”, tylko po prostu uszkodzone.
Coraz częściej mówi się też o repoweringu. Czy to może być kolejny duży czynnik napędzający rynek recyklingu?
Tak i moim zdaniem w kolejnych latach będzie to zjawisko coraz ważniejsze. Repowering polega na wymianie paneli, które nadal działają, ale z ekonomicznego punktu widzenia przestają być atrakcyjne.
Jeszcze kilka lat temu standardem były moduły o mocy 200–250 W i sprawności na poziomie 16–17%. Dzisiaj mamy panele osiągające 700–750 W oraz sprawność przekraczającą 22–24%. Producenci mówią już nawet o modułach zbliżających się do 28%.
To oznacza, że z tej samej powierzchni farmy można dziś wyprodukować znacznie więcej energii niż jeszcze dekadę temu. I właśnie tutaj zaczyna działać ekonomia. Inwestor bierze do ręki arkusz kalkulacyjny i przelicza: czy bardziej opłaca się pozostawić stare moduły, czy wymienić je na nowe i znacząco zwiększyć produkcję energii z tej samej powierzchni gruntu.
W Polsce ten proces dopiero się zacznie, bo większość dużych farm jest jeszcze relatywnie nowa. Ale w Niemczech czy we Włoszech repowering już funkcjonuje na dużą skalę. Tam wymienia się nawet sprawne, kilkuletnie moduły po to, by zwiększyć efektywność całej instalacji.
I to jest bardzo ważny moment dla branży recyklingowej, bo oznacza pojawienie się zupełnie nowego strumienia odpadów – paneli, które nadal działają, ale przestały być optymalne biznesowo.
Czy Polska jest przygotowana na taką skalę odpadów z fotowoltaiki?
Moim zdaniem jeszcze nie. I trzeba o tym mówić bardzo otwarcie, bo czasu na przygotowanie nie zostało wiele.
Do tej pory większość firm zajmujących się elektroodpadami traktowała panele fotowoltaiczne jako problem. Formalnie są one klasyfikowane jako elektroodpady wielkogabarytowe – podobnie jak lodówki czy pralki – ale w praktyce wymagają zupełnie innego podejścia technologicznego.
Klasyczne zakłady recyklingu po prostu nie mają technologii pozwalających skutecznie odzyskiwać surowce z paneli. Dlatego wiele firm odmawiało ich przyjmowania albo proponowało bardzo wysokie ceny utylizacji. W efekcie w całej Polsce zalegają dziś tysiące uszkodzonych paneli przechowywanych w magazynach instalatorów czy firm serwisowych.
Jeśli spojrzymy na skalę wyzwania, to za kilka lat Polska będzie potrzebowała możliwości przetwarzania nawet 50–100 tys. ton paneli rocznie. Tymczasem dziś dopiero budowane są pierwsze wyspecjalizowane instalacje.
I to nie jest wyłącznie kwestia samych zakładów recyklingowych. Potrzebny jest cały system – logistyka, magazynowanie, punkty zbiórki, przepisy prawa, finansowanie całego procesu. To ogromne wyzwanie organizacyjne.
Co dziś stanowi największe wyzwanie technologiczne w recyklingu paneli fotowoltaicznych?
Największym wyzwaniem nie jest samo rozebranie panelu, tylko odzyskanie poszczególnych materiałów w odpowiednio wysokiej jakości.
Panel fotowoltaiczny składa się głównie ze szkła i aluminium. To są materiały, które stosunkowo łatwo odzyskać. Problem zaczyna się później – przy bardziej zaawansowanych komponentach, takich jak srebro, miedź czy krzem.
W recyklingu kluczowa jest czystość odzyskanego materiału. Jeśli szkło albo aluminium są zanieczyszczone plastikiem czy innymi frakcjami, ich wartość rynkowa gwałtownie spada.
Dlatego bardzo ważne jest odpowiednie podejście technologiczne. Wiele zakładów po prostu miele całe panele razem z innymi elektroodpadami. Problem polega na tym, że wtedy otrzymujemy mieszaninę materiałów o niskiej jakości.
My staramy się podchodzić do tego warstwowo – najpierw oddzielamy aluminium, później szkło, a dopiero później kolejne frakcje. Dzięki temu odzyskane materiały są dużo czystsze i mają wyższą wartość.
Najtrudniejszy pozostaje dziś odzysk srebra oraz krzemu wysokiej czystości. W przypadku srebra potrzebne są zaawansowane procesy chemiczne i termiczne. Jeśli chodzi o krzem, to przemysłowa technologia jego skutecznego odzysku praktycznie dopiero powstaje.
Czy właśnie odzysk srebra i krzemu może zdecydować o przyszłości całej branży?
Myślę, że tak. I może wręcz całkowicie zmienić model funkcjonowania rynku recyklingu paneli.
Już dziś recykling może być opłacalny, ale obecnie zakłady w dużej mierze utrzymują się z opłat za przyjęcie odpadów. Natomiast jeśli nauczymy się skutecznie odzyskiwać srebro i krzem, sytuacja może się całkowicie odwrócić.
Srebro jest dziś bardzo cennym surowcem, a branża fotowoltaiczna zużywa go ogromne ilości. Szacuje się, że nawet około 30% światowej produkcji srebra trafia obecnie do paneli fotowoltaicznych.
Jeśli pojawią się wydajne technologie odzysku, to głównym źródłem przychodów dla zakładów recyklingowych może stać się właśnie sprzedaż odzyskanych surowców. Wtedy opłaty za przyjęcie paneli będą stopniowo maleć, a być może kiedyś zakłady będą wręcz płaciły za możliwość pozyskania zużytych modułów.
To byłaby ogromna zmiana dla całego rynku.
Jak może wyglądać branża fotowoltaiki i recyklingu paneli za 10–15 lat?
Myślę, że fotowoltaika nadal będzie się rozwijała, choć prawdopodobnie nie tak gwałtownie jak w ostatnich latach. Kluczowym elementem będą magazyny energii. Dziś największym problemem OZE jest właśnie możliwość magazynowania energii produkowanej wtedy, kiedy świeci słońce.
Jeżeli technologia magazynowania stanie się tańsza i bardziej dostępna, fotowoltaika może dostać kolejny bardzo silny impuls rozwojowy.
Natomiast z perspektywy recyklingu sytuacja wygląda trochę inaczej. My pracujemy przede wszystkim na tym, co już zostało wyprodukowane. A tych paneli są już miliony ton. Dlatego branża recyklingowa będzie miała co robić przez dziesięciolecia.
Jestem też przekonany, że poziom cyrkularności będzie systematycznie rósł. Powstaną technologie pozwalające skutecznie odzyskiwać srebro i krzem, a coraz większa część materiałów będzie wracała do obiegu gospodarczego – być może nawet ponownie do samej branży fotowoltaicznej.