Kto pilnuje 50 Hz? - e-magazyny.pl

Kto pilnuje 50 Hz?

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 6 minut
O 2:00 w nocy jeden dyspozytor kończy zmianę, a drugi zaczyna swój dzień pracy
O 2:00 w nocy jeden dyspozytor kończy zmianę, a drugi zaczyna swój dzień pracy. Grafika wygenerowana za pomocą SI

Jest 2:00 w nocy. Ktoś otwiera lodówkę, bo zgłodniał. Huta pracuje cały czas. Turbina nad Bałtykiem przestaje się obracać, bo wiatr ustał. W tym czasie miliony obywateli śpią, a zasypiały z oczekiwaniem, że kiedy wstaną, to będzie prąd. Dlatego też o tej porze jeden dyspozytor kończy zmianę, a drugi zaczyna swój dzień pracy. Po cichu, pod osłoną nocy, niepostrzeżenie.

Najlepsza wiadomość to brak wiadomości

Mało kogo obchodzi, że dyspozytor pracuje w nocy. A pracować musi. Polskie Sieci Elektroenergetyczne mają Krajową Dyspozycję Mocy. To jedno z tych miejsc, o których być może dowiesz się dopiero wtedy, gdy będzie naprawdę źle.

Jest to kluczowy element systemu służb dyspozytorskich. Tam właśnie koordynowana jest praca obszarowych dyspozycji mocy. To tam w czasie rzeczywistym pracownicy reagują m.in. na awarie elementów sieci, wypadnięcia jednostek wytwórczych oraz różnice między prognozowany a rzeczywistym zapotrzebowaniem i produkcją OZE.

Można zadać z pozoru proste pytanie: czy jeśli dyspozytor otrzyma telefon z wiadomością „Mamy problem” to jest powód do niepokoju? A przecież problemy to normalna część funkcjonowania systemu. Blok energetyczny nagle z jakiegoś powodu przestaje działać. Linia może się wyłączyć. Produkcja wiatrowa przebiega gorzej, niż wynikało to z prognozy. Do tego można dołożyć przykrą niespodziankę jak nagły skok zapotrzebowania.

Czasami wszystko dzieje się w moment. Z tym musi mierzyć się człowiek, którego praca właściwie nie polega na tym, by zagwarantować 100 proc. sprawności urządzeń. On ma obowiązek sprawić, żeby już zaistniała awaria jednego elementu nie stała się pierwszym rozdziałem mrocznego scenariusza dla całej Polski.

Tylko 50 Hz

Europejskie sieci elektroenergetyczne wyróżniają wartość niemal skalarną. 50 Hz. Jest to częstotliwość znamionowa systemu. Polska pracuje synchronicznie z ogromną częścią kontynentu, gdzie system obejmuje setki milionów odbiorców.

Najprościej można ująć, że gdy produkcja energii i jej zużycie przestają się bilansować, częstotliwość zaczyna się odchylać. Niewielkie wahania są wpisane w normę funkcjonowania systemu. Do tego automatyczne rezerwy są w stanie reagować w kilka sekund. Kolejne mechanizmy mają następnie przywracać częstotliwość w kierunku wartości nominalnej.

Automatyka to jednak jedna z wielu elementów systemu. Ktoś musi ją wcześniej zaprogramować, zabezpieczyć i nadzorować.

Dyspozytor nie jest więc osobą, która trzyma wspomniane 50 Hz w garści i nie wypuści ich za wszelką cenę. Porównać go można raczej do dyrygenta, przed którym wielka orkiestra składająca się z tysięcy muzyków i instrumentów gra najbardziej skomplikowaną operę Mozarta.

I choć większa część wykonawców nawet nie widzi kolegów na oczy, to wszystko musi zostać zagrane równo.

Jak to się stało, że w Europie spóźniły się zegarki?

Żeby zrozumieć, że częstotliwość nie jest abstrakcyjnym zagadnieniem interesującym jedynie inżynierów, warto przypomnieć sobie dość osobliwe zjawisko z 2018 r. Wówczas dość długo w kontynentalnym systemie europejskim utrzymywało się niewielkie odchylenie średniej częstotliwości od 50 Hz związane z problemem bilansowania w południowo-wschodniej Europie.

W efekcie niektóre zegary elektryczne, które odmierzały czas na podstawie częstotliwości sieci, zaczęły się spóźniać. Doszło do tego, że w pewnym momencie różnica sięgała niemal sześciu minut.

To była dość dziwna lekcja. Jak się bowiem okazało, prąd nie tylko zasilał zegary, ale też decydował, która jest godzina.

Działa to w ten sposób, że przy 50 Hz system powinien dostarczyć tyle cykli prądu przemiennego, ile potrzeba, by zegar po odpowiedniej liczbie cykli przesunął się o sekundę. Jednak gdy przez wiele dni średnia częstotliwość jest choć trochę niższa, zegar chodzi wolniej. Z sekundy na sekundę nie jest to zauważalne gołym okiem. Ale po kilku tygodniach z takich drobnych różnic zrobią się długie minuty.

Dyspozytor nie może odłożyć zadania na jutro

Duża część zawodów może przełożyć niektóre działania na następny dzień. Wiele maili może zaczekać z wysyłką. Prezentację dla klienta można poprawić z rana, parę godzin przed spotkaniem. Nawet jeśli faktura zostanie zaksięgowana z 24-godzinnym opóźnieniem, to też nic strasznego nie powinno się wydarzyć.

Jednak system elektroenergetyczny nie zna takiego podejścia, że do tematu wracamy po weekendzie. Równowaga musi być utrzymywana na bieżąco. Dlatego PSE przygotowują plany pracy systemu, wykorzystując m.in. prognozy pogody, zapotrzebowania, produkcji odnawialnej, harmonogramy pracy bloków oraz wymianę energii z sąsiednimi krajami.

Później rzeczywistość te plany koryguje. Pogoda rządzi się swoimi prawami. Czasami nawala czynnik ludzki. Natomiast urządzenia posiadają tzw. złośliwość rzeczy martwych. Dyspozytor pracuje więc w warunkach, gdzie choć plan jest konieczny, to jednak liczy się reakcja tu i teraz.

Najmniej widowiskowy sukces w kraju

Energetyka znajduje się w świetle reflektorów zazwyczaj wtedy, gdy wydarzy się coś spektakularnego. Dojdzie do awarii wielkiej elektrowni, inwestor wybuduje hektary farm wiatrowych, tama na Wiśle we Włocławku przejdzie gruntowny remont czy ceny paliwa na Orlenie podskoczą pod wartości dwucyfrowe.

Jest wtedy o czym pisać, pięknie wychodzą także zdjęcia reporterskie. Ale trudniej stworzyć poczytny materiał o codziennym wysiłku kogoś, kto siedzi przed monitorem i podejmuje decyzje, których najlepszym efektem jest brak ogólnokrajowej sensacji.

Bo wtedy nie ma blackoutu, rząd nie wyda komunikatu kryzysowego, minister nie zorganizuje konferencji prasowej, a ludzie raczej niechętnie będą udostępniać fotoreporterom wnętrza swoich mieszkań, w których palą się świeczki.

Świeci się to się świeci. I po co drążyć temat?

System elektroenergetyczny jest jednocześnie ogromny i niezauważalny. Ludzie nie myślą o nim, gdy wchodzą do domu i naciskają włącznik. Świeci się? Świeci. Czego więcej potrzeba?

Z jednej strony to dobrze, bo przecież nie chodzi o to, by społeczeństwo non stop się martwiło. Z drugiej takie zagadnienia jak bilans mocy, praca sieci przesyłowej czy rezerwy często nie goszczą nawet w naszych codziennych rozważaniach.

Mimo to warto choć od czasu do czasu przypomnieć sobie, prąd w gniazdku to nie jest zjawisko naturalne, jak burza czy wiatr. To efekt pracy elektrowni, sieci, systemów informatycznych, ale też ludzi, których wielu z nas nigdy nie zobaczy na oczy.

A to przecież oni osiągają sukces każdego dnia swojej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zmień zgody