Polski kryzys demograficzny, a zużycie energii elektrycznej – analiza

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 9 minut
Kryzys demograficzny
Źródło: Shutterstock

Współczynnik dzietności poniżej 1,1 jest najgorszym wynikiem demograficznym od zakończenia II wojny światowej. Jednak prognozy zużycia energii elektrycznej wg PSE wskazują, że do 2040 roku nastąpi dynamiczny wzrost zapotrzebowania na prąd, nawet do ponad 260 TWh. Widoczne są zatem tutaj dwa przeciwstawne trendy. Czy to oznacza, że fundamenty planowania polskiej energetyki opierają się na błędnych założeniach?

Prognozy inne niż rzeczywistość

W demografii istnieje pojęcie tzw. wariantu wysokiego prognoz demograficznych. Na jego podstawie kształtuje się krzywa przedstawiająca zmianę liczby ludności w kolejnych latach. Jest to scenariusz, który zakłada, że brane pod uwagę czynniki, takie jak dzietność, saldo migracji czy tempo starzenia się społeczeństwa będą korzystne. Wariant wysoki służy także do prognozowania zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce.

Rzeczywiste odczyty pokazują, że w ostatnich latach wariant wysoki się nie sprawdza. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazywały, że do 2060 roku w wariancie wysokim współczynnik dzietności osiągnie wartość 1,8. Wariant umiarkowany wskazywał na 1,5. Natomiast dane dot. liczby urodzeń w 2025 roku pokazują, że współczynnik spadł poniżej 1,1, czyli mniej niż zakładał wariant niski.

Od 8 lat dzietność systematycznie spada, ale od 2023 roku GUS notuje wyraźnie silniejszą tendencję. Dane za ostatni rok informują, że nawet najbardziej ostrożne prognozy zostały znacznie przekroczone. W kontekście przyszłego zapotrzebowania na energię, określanego na podstawie wariantu wysokiego, trudno wyzbyć się poważnych wątpliwości co do wiarygodności założeń służących obliczeniom.

Współczynnik dzietności
Współczynnik dzietności

Co dzietność ma wspólnego ze zużyciem energii?

Dzietność rzutuje praktycznie na każdy aspekt krajowej gospodarki. Zależy od niej przyszła struktura rynku pracy, jak i liczba przedsiębiorstw, które dopiero powstaną. To natomiast determinuje, jakiego zużycia prądu można się spodziewać w nadchodzących dekadach.

Dla sektora energetycznego bardzo ważne jest to, ile będzie osób w wieku produkcyjnym. To w końcu one nie tylko zużywają energię w gospodarstwach domowych, ale też, napędzając produkcję przemysłową i usługi, zwiększają popyt na prąd.

Idąc dalej za danymi GUS-u dowiadujemy się, że w 2025 roku, w IV kwartale pracowało w Polsce 17 mln 346 tys. osób. Jest to mniej o 15 tys. w porównaniu do III kwartału. Spadek ten nie jest jednak najbardziej niepokojącym czynnikiem.

Blisko 880 tys. aktywnych zawodowo osób osiągnęło już wiek emerytalny. Co więcej, w związku ze starzeniem się społeczeństwa, ich udział wśród zatrudnionych będzie rósł. Nie można przy tym liczyć na ciągłe wydłużanie aktywności zawodowej. Przeszkodami są tutaj przede wszystkim pogarszający się stan zdrowia wiekowych pracowników oraz charakter wykonywanego zawodu, np. prace wymagające dużego wysiłku fizycznego.

W „Strategii Rozwoju Polski do 2035 r.” znajduje się jednoznaczne wskazanie, że Polska osiągnęła szczyt liczby ludności w wieku produkcyjnym w 2010 roku. Wtedy było to ok. 24,6 mln osób. W ciągu kolejnych 14 lat ten zasób ludzki zmniejszył się o 2 mln osób.

Gdyby tego było mało, to do 2035 roku ma nastąpić spadek o kolejne 1,5 mln osób, a do 2050 roku o ok. 6 mln. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, to rynek pracy znacząco się skurczy, a to z kolei przyniesie ograniczenie potencjalnego popytu na energię elektryczną.

stosunek ludności Polski w wieku przedprodukcyjnym, produkcyjnym i poprodukcyjnym
Stosunek ludności Polski w wieku przedprodukcyjnym, produkcyjnym i poprodukcyjnym

Nie sprawdzą się prognozy na rok 2030

PSE korzystają z prognoz, zgodnie z którymi w 2030 roku liczba osób w wieku produkcyjnym będzie wynosić ok. 21,1 mln. Konfrontując to z rzeczywistymi odczytami trudno bronić tego założenia. Dużo bowiem wskazuje na to, że prognozy na 2030 rok w ogóle się nie sprawdzą.

Przemawiają za tym dane z 2025 roku. Wówczas liczba osób w wieku produkcyjnym wyniosła 21,7 mln, natomiast w porównaniu do roku 2024 było to o 128 tys. osób mniej. Gdyby ta tendencja została zachowana (zakładając jednocześnie, że nie będzie większego spadku), to w 2030 roku można spodziewać się ok. 20,4 mln osób w wieku produkcyjnym.

Scenariusz, na którym bazują PSE, jest bardziej optymistyczny. Zakłada nie tylko większą liczbę osób w wieku produkcyjnym w nadchodzących latach, ale też prognozuje, że ogólna populacja będzie wyższa o 5,5 mln w 2050 roku niż wskazują bardziej pesymistyczne założenia. Jest to duża rozbieżność, o czym warto pamiętać w kontekście planowania sektora energetycznego.

Jakie mogą być konsekwencje niedoszacowania ubytku ludności?

Można mówić o kilku potencjalnych konsekwencjach dla sektora energetycznego spowodowanych niedoszacowaniem ubytku ludności:

  1. Przewymiarowanie infrastruktury przesyłowej i wytwórczej. Będzie to polegało na budowie sieci oraz źródeł energii o większej przepustowości i mocy, niż wyniesie faktyczne zapotrzebowanie systemowe. Niewykorzystanie części aktywów sprawi, że cały system elektroenergetyczny będzie mniej efektywny.
  2. Wzrost nieuzasadnionych kosztów inwestycyjnych. Koszty inwestycji można podzielić na takie, które znajdują uzasadnienie w realnym popycie i na takie, które są nieuzasadnione. Tych drugich przy niedoszacowaniu ubytku ludności może być więcej. Nakłady przeznaczone na rozwój infrastruktury nie będą miały pokrycia w rzeczywistym zużyciu prądu. Sprawi to, że spadnie rentowność projektów oraz zwiększy się ryzyko finansowe po stronie państwa i spółek energetycznych.
  3. Ryzyko powstania nadwyżek mocy. Nadmiar dostępnych mocy wytwórczych spowoduje spadek ich wykorzystania. Obniży to efektywność ekonomiczną elektrowni. Dodatkowo pojawia się ryzyko powstania skrajnych sytuacji, w których elektrownie albo będą subsydiowane albo całkiem wyłączane.
  4. Presja na wzrost taryf dla odbiorców końcowych. Utrzymanie systemu generuje koszty, które trzeba pokrywać. Przy spadku ludności zmniejszy się liczba odbiorców końcowych, którzy łącznie pokrywać będą ten sam koszt. W efekcie cena za prąd wzrośnie.
  5. Błędne decyzje inwestycyjne, dot. lokalizacji nowych źródeł energii. Planowanie lokalizacji elektrowni i infrastruktury przesyłowej opiera się na prognozach popytu, które mogą być zawyżone. W efekcie realizacja inwestycji może następować w regionach o malejącym zapotrzebowaniu, zamiast tam, gdzie potrzeba na energię elektryczną będzie wyższa.

Warto spojrzeć także na dane Eurostatu, zgodnie z którymi w styczniu 2025 roku ludność Polski była o blisko 1 mln osób niższa, niż wynikało to z krajowych statystyk. To dodatkowo potwierdza błędność założeń oraz pogłębia problem niedoszacowania.

Czy Polacy faktycznie zużywają więcej prądu?

Dynamiczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną nie znajduje uzasadnienia w danych. Od 2021 do 2025 roku zużycie wprawdzie wzrosło o 1,2 TWh, jednakże w 2025 roku było ono mniejsze niż w 2024.

Nie bez znaczenia jest tu niuans wewnętrznego zużycia energii przez sektor energetyczny. Przeszło 12 TWh zużyły elektrownie i elektrociepłownie zawodowe, a ponad 1,5 TWh elektrociepłownie przemysłowe.

Wskaźnik zużycia jest modyfikowany przez takie czynniki jak dynamiczny rozwój OZE, wyłączanie starych bloków węglowych czy rosnąca autokonsumpcja energii przez prosumentów i przedsiębiorstwa. Wzrost produkcji energii nie zawsze przekłada się na wzrost jej zużycia w gospodarce.

Największy problem prognoz ME i PSE

Zdaje się, że zarówno PSE jak i Ministerstwo Energii pomijają dwa ważne aspekty. Pierwszy, to kryzys demograficzny głębszy niż przewidywany, drugi – znaczący wzrost autokonsumpcji energii elektrycznej.

W 2025 roku do całego systemu trafiło 8,6 TWh z instalacji prosumenckich. Tymczasem analizy branżowe wskazują, że blisko 20-25% energii jest zużywane na miejscu i w ogóle nie trafia do sieci.

Pomijanie tych faktów prowadzi wprost do przeszacowania zapotrzebowania na energię. Mimo to, prognozy ME i PSE figurują w debacie publicznej jako obiektywny punkt odniesienia w dyskusjach, które swoją drogą koncentrują się na sposobach realizacji tych prognoz, pomijając analizę ich zasadności.

Podstawa zapotrzebowania na energię, a spadek ludności

Kolejna informacja zawarta w prognozach PSE mówi o tym, że baza zapotrzebowania na energię pozostanie relatywnie stabilna przez następnych 15 lat. Trudno optować za takim spojrzeniem w przyszłość. Z odnotowywanego spadku liczby ludności i osób w wieku produkcyjnym oraz rosnącej autokonsumpcji energii nie wynika przesłanka o stabilności bazy.

Wątpliwości jest więcej. Prognozy PSE wskazują, że w 2026 roku zużycie energii będzie większe o ponad 11 TWh więcej niż w 2025 roku. Skąd taki skok zapotrzebowania? Poza tym prognoza na rok 2027 i lata późniejsze mówi o spowolnieniu dynamiki wzrostu do poziomu 3 TWh rocznie. Historyczne dane nie potwierdzają, by taki scenariusz miał się ziścić. Nawet po pandemii roczny wzrost nie przekraczał 8 TWh.

Jak Polska wypada na tle UE?

Polska nie stanowi wyjątku w Unii Europejskiej. Pozostałe kraje także nie wykazują wyraźnego wzrostu zużycia energii. W Niemczech i Francji zużycie jest mniejsze niż w 2010 roku. W Hiszpanii jest niższe niż w 2007 roku, pomimo wzrostu populacji tego kraju. Podobne tendencje spadkowe można zauważyć w Szwecji, Czechach i we Włoszech. Wprawdzie są też państwa, gdzie zużycie rośnie, jednak nie tworzy to spójnego trendu europejskiego.

Jednocześnie poziom elektryfikacji polskiej gospodarki pozostaje relatywnie niski. Wynosi ok. 16,6%, natomiast średnia unijna to 22,9%.

Czy prognozowany popyt uzasadnia budowę elektrowni jądrowej?

Kluczowe pytanie nie dotyczy dziś wyłącznie tego, czy Polska powinna budować elektrownię jądrową, ale również tego, czy prognozowany wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną rzeczywiście nastąpi.

Inwestycje w energetyce, a więc także potencjalna elektrownia jądrowa opierają się na założeniach, że demografia będzie się kształtowała według wariantu wysokiego, a liczba osób pracujących pozostanie mniej więcej na tym samym poziomie. Dodatkowo optymizm jest podsycany spodziewaną dynamiczną elektryfikacją gospodarki.

Pomija się przy tym faktyczny, drastyczny spadek dzietności i idące za tym w przyszłości kurczenie się rynku pracy. Swoją rolę odgrywa także wspomniana autokonsumpcja energii. Na przyszły stan zapotrzebowania wpłynie zapewne również fakt wygaszania elektrowni węglowych.

Do 2040 roku, wg PSE zużycie energii będzie wynosiło 260 TWh. Wartość ta wymaga jednak rewizji. Ma to ogromne znaczenie zwłaszcza jeśli Polska zdecyduje się na bardziej kapitałochłonne przedsięwzięcia.


Michał Krajniak

Michał Krajniak

Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.

Zmień zgody