Referendum w sprawie polityki klimatycznej UE. Prezydent zapowiada ruch wobec Senatu [Komentarz eksperta]

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 6 minut
referendum
Źródło: Shutterstock

Prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o skierowaniu do Senatu wniosku dotyczącego przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie implementacji unijnej polityki klimatycznej. To kolejny sygnał, że temat kosztów transformacji energetycznej i konsekwencji Europejski Zielony Ład będzie jednym z centralnych punktów debaty publicznej w Polsce.

Polityczna deklaracja i zobowiązania wobec „Solidarności”

W swoim wystąpieniu prezydent przypomniał, że jeszcze jako kandydat obywatelski podpisał porozumienie z NSZZ Solidarność. Dokument zakładał m.in. działania ograniczające negatywne skutki wdrażania unijnej polityki klimatycznej. Jednym z kluczowych zobowiązań było właśnie wystąpienie z inicjatywą referendum.

Według prezydenta, obecne decyzje regulacyjne na poziomie Unii Europejskiej będą determinować sytuację gospodarczą i społeczną kraju przez dekady. W jego ocenie szczególne znaczenie ma tempo i sposób wdrażania polityki klimatycznej.

Krytyka Zielonego Ładu i systemu ETS

Prezydent wskazał, że rozwiązania wynikające z Zielonego Ładu oraz systemu handlu emisjami EU ETS przekładają się na wzrost kosztów energii oraz prowadzenia działalności gospodarczej. W jego opinii skutkiem może być także spadek konkurencyjności przemysłu oraz pogorszenie sytuacji sektora rolnego.

Narracja ta wpisuje się w coraz silniejszy w Polsce spór o bilans transformacji energetycznej – z jednej strony podkreśla się konieczność redukcji emisji i modernizacji gospodarki, z drugiej rosną obawy dotyczące kosztów społecznych i ekonomicznych.

Pytanie referendalne

Jak zapowiedział prezydent, proponowane pytanie referendalne miałoby brzmieć:

„Czy jest pan/pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”

Zdaniem głowy państwa, referendum ma umożliwić obywatelom bezpośrednie wyrażenie opinii na temat kierunku polityki klimatycznej oraz jej skutków dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Co dalej?

Zgodnie z procedurą, decyzja o przeprowadzeniu referendum należy do Senatu. Ewentualna zgoda oznaczałaby rozpoczęcie jednego z najważniejszych procesów konsultacyjnych w ostatnich latach, dotyczącego strategicznych kierunków rozwoju kraju w kontekście polityki klimatycznej Unii Europejskiej.

Niezależnie od dalszych kroków legislacyjnych, inicjatywa prezydenta już teraz zapowiada intensyfikację debaty wokół kosztów transformacji energetycznej, roli Polski w europejskiej polityce klimatycznej oraz przyszłości krajowej gospodarki w warunkach zielonej transformacji.

Komentarz eksperta – dr hab. Grzegorz Tchorek (Profesor IEN-PIB)

Przede wszystkim chciałbym jasno powiedzieć, że nie odnoszę się do okoliczności ani motywacji politycznych tego pytania, choć ona przykuje najwięcej uwag i komentarzy. Interesuje mnie wyłącznie warstwa merytoryczna i potrzeba rozmowy o tym, jaki kształt powinna przyjąć polityka klimatyczna Unii Europejskiej i Polski w procesie dekarbonizacji.

Kierunek jest oczywisty – musimy dbać o planetę i sprawić, by była czystszym, bezpieczniejszym miejscem do życia dla nas i naszych dzieci. Pytanie brzmi nie czy, tylko jak to robić: w jakim tempie, przy jakich kosztach i z użyciem jakich narzędzi.

Od około dwóch lat prowadzimy analizy scenariuszowe i dziś na stole leżą trzy główne warianty. Pierwszy to ten, który dominuje obecnie w publicznej debacie unijnej – bardzo ambitny scenariusz transformacji, w którym poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że dla wielu sektorów staje się wręcz niewidoczna, a więc w żaden sposób nie mobilizuje do działania. W krótkim i średnim horyzoncie czasowym ten scenariusz jest po prostu nierealistyczny – rodzi ryzyko błędów, bardzo wysokich kosztów, utraty konkurencyjności, a także ryzyko technologiczne – bo część technologii nie jest jeszcze dojrzała ani dostępna w skali, jakiej byśmy potrzebowali. Dlatego potrzebny jest scenariusz alternatywny – złagodzony, bardziej sekwencyjny, uwzględniający lokalne uwarunkowania z mniejszą rolą podejścia one‑size‑fits‑all, a większą dozą elastyczności i realizmu. To nie jest odejście od transformacji, tylko próba takiego jej zaprojektowania, aby była wykonalna i społecznie akceptowalna. Jeśli tego scenariusza nie wypracujemy, ryzykujemy scenariusz trzeci – reakcyjny. Taki, w którym na skutek frustracji i kosztów będzie się kwestionować nie tylko tempo, ale sens polityki klimatycznej jako takiej. To doprowadzi do zanegowania transformacji, a w dalszej perspektywie także do osłabienia wspólnotowego myślenia w Unii Europejskiej. Tego scenariusza naprawdę powinniśmy uniknąć.

Tak więc konstruktywna dyskusja jest nam dziś szczególnie potrzebna bo fundamenty polityki klimatycznej UE były projektowana w latach 2018–2022, w zupełnie innym świecie. Bez wojny w Europie, bez tak ostrych napięć geopolitycznych i bez refleksji nad odpornością gospodarki. Na tamtym etapie pominęliśmy wiele kluczowych kwestii, które dopiero dziś podnosimy. Po pierwsze – local content, czyli skąd faktycznie weźmiemy technologie i urządzenia do realizacji celów klimatycznych i dekarbonizacyjnych. Po drugie – surowce krytyczne, które są niezbędne nie tylko dla transformacji energetycznej, ale także dla bezpieczeństwa i obronności.  Po trzecie – realna ocena zdolności produkcyjnych i finansowych Europy. Tym samym popełniliśmy klasyczny błąd zarządzania strategicznego: najpierw wyznaczyliśmy ambitne cele liczbowe, a dopiero potem zaczęliśmy się zastanawiać, jak i czym je osiągnąć. Ta sekwencja powinna być odwrotna.

Dlatego dziś w debacie publicznej potrzebujemy spokojnej uporządkowanej i konstruktywnej krytyki tego, co mamy na stole. Nie kwestionowanie kierunku, ale korektę sposobu dojścia do celu. Bez ideologizacji, bez emocji – z myśleniem o gospodarce, konkurencyjności, bezpieczeństwie i społecznej akceptacji. Dodatkowa trudność polega jednak na tym, że nie wystarczy wiedzieć czego nie chcemy w polityce klimatycznej i energetycznej, ale czego potrzebujemy, czego chcemy i jak to osiągnąć, wkomponowując we wspólne cele UE.  I tu kłania się jeden z naszych narodowych deficytów, który utrudnia nam skuteczność w takich kwestiach jakim jest skłonność do kompromisu. Trzeba bowiem mieć świadomość, że jak jedziemy na negocjacje do UE z 10 zasadnymi własnymi postulatami i dzięki współpracy, dyskusji i dyplomacji uda się w gronie 27 krajów osiągnąć 3-5 to jest już bardzo duży sukces. Nie łudźmy się, że tylko nasz głos będzie słyszalny, tym bardziej jeśli wypowiadamy się tylko w swoim imieniu. Aby pójść do przodu i realizować swoje cele należy wyznaczyć cele strategiczne, a to oznacza, że musimy wiedzieć czego chcemy i korzystać w dyskusji z racjonalnych argumentów, pogłębionych analiz i scenariuszy oraz wykorzystać potencjał polskiej dyplomacji, w tym przede wszystkim w Brukseli, który nie jest dostatecznie eksploatowany.

Zmień zgody