Nowa epoka żelaza? Ten metal może magazynować energię przez wiele miesięcy
Kilogram żelaza może podczas utleniania do tlenku żelaza Fe2O3 uwolnić ok. 2 kWh energii cieplnej. To znacznie mniej niż kilogram wodoru, ale żelazo ma przewagę, której nie widać w prostym porównaniu wartości opałowej. W zwykłych warunkach jest ciałem stałym, nie wymaga zbiorników kriogenicznych ani sprężenia do setek barów. Czy właśnie dlatego niepozorny metal może stać się podstawą do budowy magazynów energii przyszłości?
Paliwo z żelaza
Brzmi to trochę jak połączenie huty, elektrowni i ogromnej baterii. Nadwyżki energii ze słońca i wiatru służą do przekształcenia tlenku żelaza w metaliczne żelazo. Następnie drobny proszek trafia do instalacji, w której zostaje utleniony. Wydzielone ciepło można wykorzystać w procesie przemysłowym, ciepłownictwie albo do produkcji pary i energii elektrycznej. Powstały tlenek nie musi być odpadem. Można ponownie odebrać mu tlen i rozpocząć kolejny cykl.
W takim schemacie wszystko wygląda niemal idealnie. W praktyce pomiędzy jednym a drugim etapem znajdują się jednak reaktory, palniki, instalacje do separowania cząsteczek, wodór, straty ciepła, zużycie energii oraz problemy ze zmieniającą się strukturą proszku. Dlatego „żelazne paliwo” nie jest cudownym zamiennikiem gazu, wodoru czy baterii. Może natomiast znaleźć własną niszę tam, gdzie potrzebne są duże ilości wysokotemperaturowego ciepła oraz możliwość przechowywania energii przez tygodnie lub miesiące.
Jak zamienić nadwyżkę energii elektrycznej w żelazo?
Metaliczne żelazo nie jest pierwotnym źródłem energii. Nie wydobywa się go z ziemi w postaci głównego paliwa. Naturalne rudy zawierają przede wszystkim związki żelaza i tlenu, czyli tlenki. Aby otrzymać metal, trzeba przeprowadzić redukcję chemiczną. Mówiąc prościej – odebrać tlen atomom żelaza.
W tradycyjnym hutnictwie robi się to przede wszystkim z wykorzystaniem węgla i tlenku węgla. Taka metoda wiąże się z dużymi emisjami CO2. W energetycznym cyklu żelaza reduktorem może być natomiast zielony wodór, wyprodukowany w elektrolizerze zasilanym energią odnawialną. Pod rozwagę warto też wziąć procesy elektrochemiczne, w których energia elektryczna bardziej bezpośrednio uczestniczy w przekształceniu tlenku w metal.
W uproszczeniu ładowanie takiego magazynu wygląda następująco:
energia elektryczna z OZE – produkcja wodoru – redukcja tlenku żelaza – metaliczne żelazo
Energia nie jest więc „zamknięta” w żelazie, tak jak prąd w akumulatorze. Zostaje przechowana w jego stanie chemicznym. Metal ma zdolność ponownego połączenia się z tlenem, a podczas tej reakcji wydziela się ciepło.
Żelazo pełni tu rolę wtórnego nośnika energii. Podobnie jak wodór musi najpierw zostać wyprodukowane z wykorzystaniem innego źródła. Różnica polega na tym, że końcowym produktem ładowania jest stabilny materiał stały, który można przesypywać, magazynować i przewozić.
Czy żelazo naprawdę można spalać?
W potocznym znaczeniu spalanie kojarzy się z płomieniami gazu, węgla lub drewna. Chemicznie jest to jednak szybka reakcja utleniania połączona z wydzielaniem ciepła. Odpowiednio przygotowany proszek żelaza może uczestniczyć właśnie w takim procesie.
Kluczowe znaczenie ma rozmiar cząstek. Duży kawałek żelaza pozostawiony na powietrzu będzie korodował powoli. Po rozdrobnieniu metalu wielokrotnie rośnie jego powierzchnia kontaktu z tlenem. Drobne cząstki można rozpylić w strumieniu powietrza i utleniać w specjalnie skonstruowanym palniku.
Nie jest to jednak identyczne z płomieniem gazowym. W przypadku paliwa metalicznego reakcje zachodzą na powierzchni cząstek, a powstający tlenek może tworzyć na nich warstwę utrudniającą dalszy dostęp tlenu. Cząstki nagrzewają się, topią, sklejają i zmieniają strukturę. Instalacja musi jednocześnie zapewnić stabilny przebieg reakcji oraz zebrać stały produkt utleniania.
To istotna różnica względem wodoru. Produktem jego spalania jest para wodna. Po utlenieniu żelaza pozostaje natomiast duża masa tlenku, który trzeba wychwycić, schłodzić, przetransportować i ponownie poddać redukcji.
Zamknięty cykl jest możliwy, ale nie będzie działał „w nieskończoność” bez strat
Z chemicznego punktu widzenia żelazo może być wielokrotnie utleniane, a jego tlenki ponownie redukowane. Nie oznacza to jednak, że ten sam kilogram proszku będzie krążył bez końca, bez uzupełnienia materiału i kontroli jego parametrów. W rzeczywistym obiegu cząstki zmieniają rozmiar, kształt i porowatość. Mogą się spiekać, zlepiać albo rozpadać na drobniejsze frakcje. Do materiału mogą trafiać zanieczyszczenia, a część proszku będzie tracona podczas transportu, spalania i separacji.
O chemicznych podstawach omawianego obiegu oraz trudnościach związanych z wykorzystaniem go jako magazynu energii opowiada prof. Mirosław Karbowniczek z Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie:
– Żelazo, jako pierwiastek chemiczny podlega procesowi utleniania (tworzenia tlenków żelaza). Jednocześnie, tlenki żelaza mogą podlegać redukcji chemicznej (wydzielania żelaza z tlenków). Procesy (reakcje chemiczne) utleniania i redukcji żelaza są oczywiście wielokrotne i mogą zachodzić w nieskończoność, a decydują o tym warunki fizyczne i chemiczne. Istotna jest także kinetyka tych procesów.
Skomentowanie drugiej części pytania dotyczącej „zamkniętego magazynu energii” nie jest proste. Pojęcie to, w sensie ogólnym rozumiane jest jako zbiornik, urządzenie, układ, który umożliwia pobieranie energii z zewnątrz (na przykład taniej z OZE), jej przechowywanie oraz oddawanie do wykorzystania na zewnątrz. Klasycznym przykładem jest akumulator, który umożliwia magazynowanie energii elektrycznej w postaci energii chemicznej dzięki odwracalnym reakcjom elektrochemicznym (elektroliza) zachodzącym między elektrodami a elektrolitem. Tyle, że klasyczny akumulator pracuje w temperaturach otoczenia i może być naładowywany i rozładowywany wielokrotnie, chociaż ma pewny skończony okres praktycznej eksploatacji. Żelazo oczywiście także podlega zjawiskom elektrolizy i ta metoda jest stosowana w niektórych przypadkach do uzyskiwania czystego żelaza, czy usuwania rdzy z przedmiotów stalowych. Ale żelazo jako tego typu magazyn energii jest praktycznie nieefektywne i nieekonomiczne.
Natomiast pojęcie „cykl utleniania żelaza i ponownej redukcji jego tlenków” rozumiany jest raczej jako reakcje chemiczne (procesy pyrometalurgiczne lub elektometalurgiczne), zachodzące w wysokich temperaturach (powyżej 1000 stopni C) z użyciem reduktora (C, CO, H2) lub tlenu (najczęściej gazowego). Reakcje te, ze względu na charakter wymagają różnych konstrukcyjnie układów (reaktorów) i samo ich przeprowadzenie cyklicznie w jednym urządzeniu byłoby bardzo trudne. Dodatkowo, chcąc prowadzić reakcję redukcji, a następnie utleniania w odstępie czasowym (bo mówimy o magazynowaniu) wymagałoby to przetrzymywanie układu reakcyjnego w wysokich temperaturach, a to wymaga dostarczania energii z zewnątrz.
Jak wynika z wyjaśnień profesora, same reakcje utleniania i redukcji mogą być powtarzane wielokrotnie. Znacznie trudniejsze jest jednak stworzenie praktycznego magazynu energii, który prowadziłby oba procesy cyklicznie, przy akceptowalnych stratach i kosztach.
Badania nad kolejnymi cyklami redukcji i utleniania pokazują, że odzyskany materiał może zachować wysoką zdolność do uwalniania ciepła. W jednym z eksperymentów przeprowadzonych przez badaczy związanych z Politechniką w Eindhoven sprawność uwalniania ciepła dla proszku poddanego recyklingowi była porównywalna z wynikiem uzyskanym dla świeżego żelaza. Są to jednak wyniki prób prowadzonych w kontrolowanych warunkach, a nie dowód na możliwość bezstratnej pracy przez setki lub nawet tysiące cykli.
O trwałości obiegu zdecydują m.in.:
- temperatura utleniania i redukcji,
- wielkość oraz rozkład wielkości cząstek,
- stopień przereagowania materiału,
- zdolność oddzielenia tlenku od gazów,
- powstawanie aglomeratów,
- zawartość zanieczyszczeń,
- straty proszku w instalacji,
- możliwość ponownego mielenia lub przesiewania materiału.
Dlatego lepiej mówić o obiegu zamkniętym materiałowo z koniecznością regeneracji i uzupełniania strat, a nie o układzie całkowicie bezstratnym.
Jeden metal, kilka tlenków i znacznie więcej problemów
Opis „żelazo zmienia się w tlenek, a tlenek z powrotem w żelazo” jest mocno uproszczony. W instalacji mogą występować różne tlenki: FeO, Fe3O4 oraz Fe2O3. Ich powstawanie zależy od temperatury, ilości dostępnego tlenu, czasu reakcji, warunków panujących wokół cząstki, etc.
Redukcja również nie zachodzi jednym skokiem. Tlenek żelaza może przechodzić przez kolejne fazy, zanim powstanie metal. Warstwa produktu reakcji może utrudniać przenikanie gazu do wnętrza cząstki, a w niekorzystnych warunkach dochodzi do spiekania materiału. Powierzchnia dostępna dla reakcji maleje i proces zwalnia.
To właśnie kinetyka, czyli rzeczywista szybkość reakcji, oddziela koncepcję termodynamicznie możliwą od technologii przydatnej przemysłowo. Reakcja może być dopuszczalna z punktu widzenia bilansu energii, ale zbyt wolna dla reaktora, który ma dostarczać dziesiątki megawatów ciepła.
Szczególne znaczenie ma etap redukcji. Trzeba doprowadzić wodór do powierzchni tlenku, odebrać powstającą parę wodną i utrzymywać odpowiednią temperaturę. Jeżeli proszek się zbryli, przepływ gazu i wymiana ciepła stają się trudniejsze. Reaktor musi być więc projektowany nie tylko jako urządzenie chemiczne, ale również jako precyzyjny system transportu materiałów sypkich.
– Teoretyczny opis warunków każdej reakcji, w tym utleniania żelaza i redukcji tlenków żelaza definiują zasady termodynamiki, w tym zależność od temperatury i ciśnienia parcjalnego tlenu. Praktyczny proces przebiegu reakcji związany jest także ze stanem skupienia, wielkością i kształtem reagentów, powierzchnią podziału reakcji oraz rodzajem reduktora. Ważna jest także szybkość przebiegu reakcji.
Należy zwrócić uwagę, że żelazo ma dwa stopnie utlenienia i może się utleniać do FeO lub Fe2O3, może się także utleniać FeO do Fe2O3. Wszystkie reakcje mają ujemne wartości energii Gibbsa w zakresie temperatur 200-1600oC, co oznacza, że reakcje są samorzutne i zachodzą nieodwracalnie, czyli żelazo w obecności tlenu zawsze się utlenia, a ze wzrostem temperatury zdolność do utleniania Fe maleje. Wszystkie reakcje są egzotermiczne, z wydzielaniem ciepła w bardzo zbliżonych do siebie ilościach (ok. 550 kJ/mol). Żelazo najpierw utlenia się do FeO, następnie pojawia się Fe3O4, na końcu powstaje Fe2O3.
W praktyce metalurgicznej wyróżnia się trzy tlenki żelaza: FeO, Fe3O4 i Fe2O3. Redukcja każdego z tlenków przebiega w różny sposób i zdecydowanie zależy od reduktora (węgiel, wodór, inny metal o większym powinowactwie do tlenu niż żelazo) i temperatury). Różne jest także zapotrzebowanie na energię potrzebną do przebiegu reakcji. Niestety, reagenty muszą zostać umieszczone w jakimś tyglu, piecu grzewczym aby przeprowadzić odpowiednią reakcję. W niskich temperaturach (<500 stopni C) reakcje zachodzą bardzo powoli, szybko dopiero w wysokich temperaturach >1500 stopni C). – wyjaśnia prof. Karbowniczek.
Największe wyzwanie znajduje się po stronie ładowania
Utlenianie żelaza uwalnia energię. Ponowna redukcja tlenku wymaga natomiast jej dostarczenia. Właśnie to w dużej mierze decyduje o sprawności i kosztach całego procesu.
Jeśli reduktor stanowi zielony wodór, najpierw trzeba wyprodukować go w elektrolizerze. Już na tym etapie pojawią się ubytki. Kolejne wystąpią podczas sprężania lub transportowania wodoru, ogrzewania reagentów, prowadzenia redukcji, odzyskiwania ciepła i przetwarzania uzyskanego proszku.
Wytworzenie energii elektrycznej po utlenieniu żelaza wymaga, by wziąć jeszcze pod uwagę sprawność obiegu parowego lub innego układu termodynamicznego. W analizie opublikowanej w czasopiśmie „Applications in Energy and Combustion Science” w grudniu 2022 r. oszacowano sprawność pełnego wariantu power-to-power, a więc od energii elektrycznej przez wodór i żelazo ponownie do energii elektrycznej, na ok. 27 proc.
Nie jest to uniwersalna wartość dla każdej instalacji. Nowsze modele dla układów skupionych na wykorzystaniu ciepła z rozbudowanym odzyskiem energii i zoptymalizowaną redukcją, wskazują znacznie wyższe wyniki. Pokazuje to, jak bardzo sprawność zależy od granic przyjętych w analizie. Inaczej wygląda bilans samego reaktora, inaczej produkcji ciepła, a jeszcze inaczej pełnego cyklu energia elektryczna – żelazo – energia elektryczna.
Żelazo vs. wodór – pojedynek, którego nie da się rozstrzygnąć jedną liczbą
Pod względem energii przypadającej na kilogram wodór zdecydowanie wygrywa. Jego wartość opałowa jest wielokrotnie wyższa niż energia możliwa do uzyskania z utleniania kilograma żelaza. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy trzeba ten kilogram przechować.
Wodór ma bardzo małą gęstość w warunkach atmosferycznych. Aby ograniczyć objętość, spręża się go do wysokiego ciśnienia, skrapla w temperaturze ok. – 253oC albo wiąże w innych związkach chemicznych. Każda z tych metod wymaga specjalistycznej infrastruktury i dodatkowej energii.
Żelazo pozostaje stałe w temperaturze otoczenia. Można przechowywać je w silosach lub kontenerach i przewozić statkami, koleją lub ciężarówkami, korzystając częściowo z rozwiązań znanych z przemysłu materiałów sypkich. Nie oznacza to, że logistyka jest banalna. Proszek musi mieć określoną granulację, być chroniony przed wilgocią i niekontrolowanym utlenianiem, a instalacje transportowe muszą mieć ograniczone pylenie.
Jak więc wygląda najbardziej ogólny bilans sił tego pojedynku? Wodór jest lekki energetycznie w przeliczeniu na dostarczoną energię, ale trudny do zagęszczenia. Żelazo jest łatwe do przechowywania objętościowo, lecz bardzo ciężkie.
Dla statku transportującego energię między kontynentami masa może być akceptowalna. W samochodzie osobowym lub samolocie robi się z tego poważny problem. Dlatego żelazo nie konkuruje z wodorem we wszystkich zastosowaniach.
Co więcej, technologie te mogą się uzupełniać. Wodór może być używany w miejscu dysponującym tanią energią odnawialną do produkcji metalicznego żelaza. Zamiast przesyłać sam gaz, można wyeksportować stabilny nośnik stały. Po wykorzystaniu energii tlenek wracałby do zakładu redukcji albo był regenerowany lokalnie.
Jednak prof. Karbowniczek podchodzi sceptycznie do określania żelaza mianem nośnika energii i zwraca uwagę na następujące problemy:
– Trudno, moim zdaniem nazwać żelaza „nośnikiem energii”. W odróżnieniu od żelaza wodór można nazwać nośnikiem energii, bo można pozyskać go, zmagazynować (choć to stanowi pewne wyzwanie techniczne), a następnie „spalić” w dowolnym momencie w kontakcie z tlenem. Efektem spalania wodoru jest energia cieplna, która promieniuje z miejsca reakcji i łatwo tą energię wykorzystać do podgrzewania. Żelazo podczas utleniania (raczej się nie spala), a produktem reakcji jest żużel (w stanie ciekłym), a powstająca energia cieplna kumuluje się w żużlu, który wprawdzie dość szybko stygnie, a energia promieniuje podczas stygnięcia, ale efektywne wykorzystanie tej energii jest moim zdaniem bardzo trudne.
Czy paliwo żelazne jest bezpieczne?
Żelazo bywa przedstawiane jako bezpieczniejsza alternatywa dla wodoru, ponieważ nie wymaga bardzo wysokiego ciśnienia i nie utlenia się przez mikroskopijne nieszczelności. Nie tworzy również niewidocznej chmury gazu, która po wymieszaniu z powietrzem może zapalić się od niewielkiej iskry.
Tak prezentują się zalety, ale kwestia bezpieczeństwa wymaga doprecyzowania. Drobny pył metaliczny jest materiałem palnym. W odpowiednim stężeniu w powietrzu może gwałtownie reagować, a obsługa proszku wymaga ochrony przed zapłonem, wyładowaniami elektrostatycznymi i niekontrolowanym rozprzestrzenianiem cząstek.
Prof. Boleslav Taraba i prof. Roman Maršálek z Uniwersytetu Ostrawskiego wykazali w opublikowanym w 2024 r. na łamach czasopisma „Fire” badaniu porównawcznym, że proszki metaliczne mogą utleniać się z wydzielaniem ciepła i ulegać samonagrzewaniu. Nie oznacza to jednak, że każdy proszek żelaza samoczynnie zapali się podczas magazynowania.
Na warunki zapłonu wpływają właściwości samych cząstek. Temperatura zapłonu drobnych cząstek żelaza zależy m.in. od ich rozmiaru, grubości powierzchniowej warstwy tlenkowej oraz wzajemnego ogrzewania cząstek w zawiesinie – czytamy w artykule opublikowanym w 2022 r. w „Combustion and Flame” przez zespół badawczy z McGill University w Montrealu.
Osobnym problemem jest trwałość materiału w zamkniętym obiegu. Badacze z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego opisali w 2024 r. w czasopiśmie „Fuel” zmiany morfologii cząstek zachodzące podczas kolejnych etapów utleniania i redukcji. Zaobserwowali m.in. spiekanie materiału, zmniejszenie jego powierzchni właściwej i pogorszenie reaktywności. Oznacza to, że bezpieczeństwo oraz stabilność obiegu zależą nie tylko od właściwości chemicznych żelaza, lecz także od granulacji, stanu powierzchni cząstek, temperatury procesu i sposobu obchodzenia się z proszkiem.
Przemysł wysokotemperaturowy pierwszym odbiorcą?
Najbardziej oczywistym zastosowaniem żelaza nie jest zasilanie domów ani samochodów, lecz dostarczanie ciepła do zakładów przemysłowych. Wiele procesów technologicznych potrzebuje temperatur, których niełatwo dostarczyć za pomocą standardowych pomp ciepła. Dot. to m.in. produkcji materiałów budowlanych, ceramiki, szkła, wybranych gałęzi przemysłu chemicznego i części operacji metalurgicznych. Dziś źródłem energii jest tam często gaz ziemny, węgiel lub paliwa ciekłe.
Paliwo żelazne może dostarczyć ciepło bez bezpośredniej emisji CO2 w miejscu utleniania. Nie eliminuje to jednak całego śladu węglowego. Emisje całego cyklu zależą od źródła energii elektrycznej, sposobu produkcji wodoru, pochodzenia proszku i organizacji transportu. Jeżeli redukcja zostanie przeprowadzona z wykorzystaniem paliw kopalnych, klimatyczna przewaga znacznie się zmniejszy.
W 2020 r. na terenie browaru należącego do Swinkels Family Brewers w Holandii uruchomiono demonstracyjną instalację, wykorzystującą proszek żelaza do produkcji ciepła procesowego. Projekt miał moc ok. 100 kW i jest ważnym dowodem, że kontrolowane spalanie paliwa metalicznego można wyprowadzić poza laboratorium. Jakkolwiek brakuje tutaj skali oraz samowystarczalności ekonomicznej przy przełożyć to na system zamkniętego obiegu.
W czerwcu 2026 r. w czasopiśmie „Applications in Energy and Combustion Science” ukazały się wyniki testów półprzemysłowego kotła wyposażonego w palnik na proszek żelaza o mocy cieplnej 0,5 MW. Zespół kierowany przez badaczy z Politechniki z Eindhoven spalił w instalacji około 10 ton proszku i uzyskał ciągłą pracę trwającą maksymalnie dziewięć godzin. Ciepło odbierano w postaci pary, natomiast sprawność spalania żelaza wyniosła 70-80 proc. Autorzy zaznaczyli, że kolejne wyzwanie to zwiększenie stopnia dopalania paliwa oraz wyeliminowanie propanowego płomienia pilotowego.
Osobny kierunek prac obrał finansowany przez Unię Europejską projekt ICONIC, koordynowany także przez Politechnikę w Eindhoven. W latach 2023-2025 powstał regulowany palnik badawczy ICONIC10 o mocy 10 kW. Zespół przygotował również koncepcyjny projekt urządzenia o mocy 1 MW, które miałoby współpracować z układem kogeneracyjnym firmy Heat Power. Megawatowy palnik nie został jednak w ramach tego projektu zbudowany ani poddany pełnym testom. Analizowano dopiero możliwość jego skalowania i integracji z systemem wytwarzającym ciepło oraz energię elektryczną.
Ciepłownictwo – interesujący kierunek z logistycznym znakiem zapytania
W systemach ciepłowniczych żelazo mogłoby pełnić funkcję sezonowego lub strategicznego paliwa dla źródeł szczytowych. Materiał można przechowywać przez długi czas bez zjawiska samorozładowania typowego dla części magazynów elektrochemicznych.
Można wyobrazić sobie ciepłownię, która zgromadziła paliwo wyprodukowane latem z nadwyżek fotowoltaiki. Zimą utlenia żelazo, dostarczając ciepło do sieci, a tlenek wysyła do regeneracji. Taki model ogranicza zależność pomiędzy chwilą produkcji energii odnawialnej a chwilą jej wykorzystania.
Problemem pozostaje masa przepływającego materiału. Po utlenieniu każdy transport żelaza generuje strumień tlenku, który także trzeba zagospodarować. Potrzebne są silosy, systemy podawania, odbiór gorącego produktu, separacja cząstek i regularny transport zwrotny.
Z tego względu paliwo żelazne wydaje się bardziej odpowiednie dla dużych, scentralizowanych odbiorców niż dla małych kotłowni. Najkorzystniejszy byłby układ, w którym zakład redukcji, magazyn paliwa i odbiorca ciepła znajdują się blisko siebie albo korzystają z dobrze zorganizowanego transportu kolejowego lub wodnego.
Czy elektrownie węglowe mogą zyskać drugie życie?
Jednym z najciekawszych scenariuszy jest przystosowanie dawnych elektrowni węglowych do spalania żelaza. Takie obiekty mają już kotły, turbiny parowe, generatory, przyłącza sieciowe, systemy chłodzenia i personel techniczny.
Możliwość wykorzystania infrastruktury elektrowni węglowych przeanalizował zespół z Uniwersytetu Technicznego z Darmstadt w Niemczech oraz firmy STEAG Energy Services. Wyniki opublikowano w 2023 r. w czasopiśmie „Applied Energy” w artykule „The potential of retrofitting existing coal power plants: A case study for operation with green iron”. Autorzy wykorzystali szczegółowy, skalibrowany rzeczywistymi danymi model nowoczesnego bloku węglowego klasy 800 MW. Obliczenia wskazały, że po odpowiedniej przebudowie można byłoby nadal wykorzystywać generator pary, obieg wodno-parowy i turbiny. Zasadniczych zmian wymagałyby natomiast system podawania proszku, palniki oraz instalacja odpylania i odbioru tlenku żelaza. W analizowanych wariantach ciała stałe stanowiły nawet 31-45 proc. masy strumienia za strefą spalania, co oznacza znacznie większe obciążenie instalacji separacyjnej niż w elektrowni węglowej.
Wg modelu sprawność netto samego zmodernizowanego bloku mogłaby być o około 1-2 proc. wyższa niż podczas spalania węgla. Wynikałoby to m.in. z braku młynów węglowych i odsiarczania spalin, mniejszego zapotrzebowania urządzeń pomocniczych na energię oraz intensywniejszej wymiany ciepła w strumieniu zawierającym dużą liczbę gorących cząstek. Wynik nie opisuje sprawności całego cyklu energetycznego, lecz wyłącznie pracę elektrowni zasilanej gotowym proszkiem żelaza.
Koszty jako jedna z największych niewiadomych
Rzetelne zestawienie kosztów żelaza, wodoru i innych magazynów energii jest obecnie trudne. Paliwo żelazne nie jest produkowane w rozwiniętym, masowym łańcuchu energetycznym. Nie istnieje jeszcze szeroki rynek standaryzowanego proszku krążącego pomiędzy zakładami a odbiorcami energii.
Na koszt złożą się takie elementy jak:
- energia elektryczna zużywana przez elektrolizer,
- produkcja i przygotowanie wodoru,
- redukcja tlenku,
- rozdrabnianie oraz klasyfikacja proszku,
- utlenianie w kotle lub piecu,
- odzysk ciepła,
- wychwytywanie i regeneracja tlenku,
- transport materiału w obu kierunkach,
- uzupełnienie strat,
- finansowanie niekomercyjnej jeszcze infrastruktury.
Cena samego żelaza nie będzie zatem najważniejszym parametrem. O wyniku ekonomicznym zdecyduje przede wszystkim koszt odnawialnej energii potrzebnej do regeneracji oraz stopień wykorzystania reaktorów, elektrolizerów i instalacji cieplnych.
Żelazo ma szansę tam, gdzie energia odnawialna jest bardzo tania, ale znajduje się daleko od odbiorców. Można wtedy produkować metaliczny nośnik w regionie o dobrych warunkach słonecznych lub wiatrowych, a następnie transportować go do centrów przemysłowych. Pozostaje jednak pytanie, czy taki łańcuch okaże się tańszy niż przesył energii elektrycznej, transport wodoru, amoniaku, metanolu czy innych paliw syntetycznych.
Żelazo nie zastąpi baterii – i wcale nie musi
Akumulatory litowo-jonowe bardzo dobrze nadają się do szybkiego reagowania na potrzeby sieci i magazynowania energii przez kilka godzin. Mają wysoką sprawność, mogą w ułamku sekundy zmienić moc i nie wymagają transportowania ton materiału pomiędzy cyklami.
Żelazo jest odpowiedzią na inny problem. Może przechowywać energię chemicznie przez długi czas, bez istotnych strat zależnych od okresu magazynowania. Jego potencjalną przewagą jest nie tyle wysoka sprawność, ile możliwość zgromadzenia bardzo dużych zasobów na tygodnie lub miesiące oraz fizycznego przetransportowania ich do miejsca wykorzystania.
W systemie energetycznym przyszłości prawdopodobnie różne technologie będą działały równolegle. Baterie będą bilansowały sieć w krótkim czasie. Magazyny cieplne odpowiedzą na lokalne potrzeby. Elektrownie szczytowo-pompowe zapewnią wielogodzinne, a nawet wielodniowe rezerwy. Wodór i paliwa syntetyczne posłużą do obsługi części przemysłu oraz transportu. Z kolei paliwa metaliczne będą mogły przejąć wybrane zastosowania związane z długim magazynowaniem i wysokotemperaturowym ciepłem.
Pytanie nie powinno więc brzmieć „czy żelazo wygra z bateriami i wodorem?”. Bardziej trafne jest „w których miejscach dodatkowe straty energetyczne zostaną zrekompensowane przez prostsze magazynowanie, transport i wykorzystanie istniejącej infrastruktury?”.
Co musi się wydarzyć, nim nastanie nowa epoka żelaza?
Technologia potrzebuje przede wszystkim kompletnego demonstratora pracującego przez długi czas w rzeczywistym obiegu. Nie wystarczy pokazać, że proszek można spalić albo że tlenek można zredukować. Trzeba połączyć wszystkie etapy i odpowiedzieć na pytania dot. trwałości materiału, strat, dostępności instalacji oraz kosztów serwisowania.
Pozostałe ważne aspekty to przykładowo:
- zwiększenie mocy palników i reaktorów,
- kontrolowanie emisji tlenków azotu oraz drobnych cząstek,
- stworzenie metod odzyskiwania niemal całego produktu utleniania,
- ograniczenie spiekania proszku,
- opracowanie standardów jakości paliwa,
- ujednolicenie procedur bezpieczeństwa,
- obniżenie kosztów zielonego wodoru,
- potwierdzenie śladu środowiskowego w całym cyklu życia,
- zbudowanie logistyki zwrotnej dla tlenku żelaza.
W 2026 r. technologia nie jest jeszcze dojrzałym produktem, który można zamówić jako zamiennik kotła gazowego lub węglowego. Pozostaje przedmiotem intensywnych badań, demonstracji oraz projektów rozwijanych w Europie. Komisja Europejska finansuje m.in. prace nad projektowaniem cząstek żelaza specjalnie dla cyklicznego magazynowania oraz nad elektrochemiczną produkcją zielonego proszku żelaza. Zgodnie z opisem CORDIS właściwe prace mają ruszyć 1 września. Pokazuje to jednoznacznie, że paliwa metaliczne przestały być jedynie akademicką ciekawostką.
Nowa epoka żelaza – możliwy bieg zdarzeń czy zwykłe science fiction?
Żelazo z powodu kilku swoich cech jest atrakcyjne w oczach energetyki. Jest powszechne, dobrze znane przemysłowi, stabilne podczas magazynowania i możliwe do transportowania bez kriogenicznych zbiorników. Jego utlenianie może dostarczyć wysokotemperaturowe ciepło bez bezpośredniej emisji CO2, a tlenek można ponownie wykorzystać.
Jednocześnie pełny obieg jest złożony i energochłonny. Wymaga reduktora – najczęściej wodoru – wysokich temperatur, reaktorów, kontroli struktury proszku oraz transportowania dużej masy materiału. Zmiana energii elektrycznej w wodór, wodoru w żelazo i ciepła ponownie w prąd może prowadzić do zbyt dużych strat.
Dlatego na dzisiaj nowa epoka żelaza pozostaje w sferze scenariuszy science fiction. Nie całkiem nieprawdopodobnych, ale po prostu aktualnie bardzo trudnych do zrealizowania w większej skali, a w masowej – niemożliwych. Mimo wszystko żelazo może znaleźć swoją ograniczoną rolę w tych sektorach, w których elektryfikacja jest problematyczna, wysoka temperatura – wymagana, a energię trzeba przechowywać przez bardzo długi czas lub przewozić między odległymi lokalizacjami.
Gdyby natomiast w przyszłości nowa epoka żelaza stała się realnym kierunkiem zmian, to z całą pewnością nie byłby to powrót do XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Doszłoby raczej do czegoś odwrotnego. Jeden z najstarszych materiałów technicznych zostałby wykorzystany do obsługi systemu opartego na słońcu i wietrze.
O tym, co naprawdę stanie się paliwem przyszłości nie zdecyduje efektowny płomień, czy bezlitosny rachunek całego cyklu. Jeśli liczby się nie zepną nowa epoka żelaza pozostanie jedynie fikcją. Ale jeżeli rachunek zacznie się zgadzać, to może zmienić to sposób w jaki obecnie świat magazynuje i przewozi energię.

Michał Krajniak
Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.
Dodaj komentarz