Europa ma interkonektory, ale czy zdoła je naprawić w czasie wojny?
Uszkodzony w grudniu 2024 r. EstLink 2 przesyłał 650 MW między Finlandią a Estonią, ale po awarii pozostawał poza rynkiem przez niemal pół roku. Sama operacja na morzu była tylko częścią problemu. Przygotowania, wyposażenie jednostki i organizacja naprawy – wszystko to trwało długie miesiące. Z tego powodu w dyskusji o stanie europejskiej energetyki pojawia się nowe kryterium bezpieczeństwa. Nie wystarczy bowiem samo posiadanie interkonektorów. Równie ważne jest ich odbudowa, zwłaszcza wtedy, gdy uszkodzony zostanie nie jeden, ale kilka kabli jednocześnie, co może się zdarzyć w warunkach wojennych.
Interkonektor może zniknąć z systemu znacznie szybciej, niż można go odbudować
Europejska dyskusja o bezpieczeństwie infrastruktury podmorskiej przez długi czas koncentrowała się przede wszystkim na zapobieganiu uszkodzeniom. Więcej obserwacji ruchu statków, patrole, monitoring satelitarny, zakopywanie przewodów głębiej pod dnem – wszystkie te działania są potrzebne. Coż jednak począć w chwili, gdy prewencja zawodzi?
Kabel energetyczny można przerwać w dość krótkim czasie. Jego przywrócenie do eksploatacji jest natomiast operacją przemysłową, która wymaga lokalizacji urządzenia, przygotowania projektu naprawy, jednostki pływającej, odpowiednich narzędzi, zapasowego kabla, muf naprawczych, doświadczonych monterów oraz późniejszych testów elektrycznych.
Wspólne Centrum Badawcze (WCB) Komisji Europejskiej zwraca uwagę, że usuwanie awarii podmorskich kabli energetycznych może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. WCB wymienia również niedostateczną liczbę jednostek utrzymaniowych i naprawczych jako jeden z czynników opóźniających odbudowę infrastruktury.
To zasadnicza asymetria z punktu widzenia obronności państwa. Strona powodująca awarię nie musi dysponować zdolnością porównywalną z tą, której potrzebuje operator do jej usunięcia. Dlatego w przypadku wystąpienia poważnego kryzysu infrastrukturalnego właściwe pytanie nie dot. już wyłącznie odporności kabli, lecz także zdolności systemu naprawczego do obsługi kilku równoległych awarii w Europie.
EstLink 2 pokazał, gdzie leży wąskie gardło
Awaria EstLink 2 jest szczególnie pouczająca, ponieważ pokazuje różnicę między czasem wykonania samego połączenia kabla a czasem potrzebnym na uruchomienie całej operacji.
Przypomnijmy okoliczności tego incydentu. 25 grudnia 2024 r. doszło do uszkodzenia interkonektora. Naprawy na morzu zaczęły się dopiero w maju następnego roku. Jak informował estoński Elering, przygotowanie operacji i jednostki odbyło się między lutym a kwietniem 2025 r. Brał w tym udział nie klasyczny statek kablowy, lecz jednostka wielozadaniowa Deep Cygnus, którą należało specjalnie doposażyć. Uszkodzony fragment został zastąpiony ok. kilometrowym odcinkiem zapasowego kabla. Ponadto wykonano na nim dwa złącza naprawcze. Koszt operacji szacunkowo wyniósł 50-60 mln euro.
Ciekawość wzbudził powód zastosowania właśnie takiego rozwiązania. Elering przyznał, że wykorzystanie dostępnego statku konstrukcyjnego miało przyspieszyć harmonogram prac. Oczekiwanie na wyspecjalizowaną jednostkę naprawczą mogły przesunąć termin likwidacji awarii na koniec 2025 r.
Płynie z tego wniosek, że nawet mając zapasowy kabel, pieniądze oraz producenta gotowego do współpracy, operator nadal może być uzależniony od dostępności odpowiedniego statku, ale też personelu potrafiącego przeprowadzić operację. W warunkach pokoju rozwiązanie problemu jest możliwe przez harmonogramy i kontrakty. Jednakże w warunkach wojny i powstaniu kilku jednoczesnych awarii zaczyna działać zupełnie inna logika. Mianowicie – konkurencja o ograniczone zasoby.
Trzy uszkodzone kable to trzy razy więcej pracy? Niekoniecznie
Najbardziej niebezpieczny scenariusz dla europejskiej infrastruktury nie musi polegać na fizycznym zniszczeniu wielu setek kilometrów przewodów. Wrogie działania mogą okazać się o wiele bardziej efektywne w sensie wywołania kilku awarii, z których każda będzie wymagała różnych zasobów i różnego wyspecjalizowanego działania w podobnym czasie.
Pierwsze wąskie gardło to statek, drugie – personel, a trzecie – materiały i części zamienne. Naprawa kabla wysokiego napięcia nie przypomina przecież wymiany przewodu w instalacji domowej. CIGRE, międzynarodowa organizacja techniczna zajmująca się elektroenergetyką wymienia wśród podstawowych punktów listy planowania naprawy m.in. dostępność zapasowego odcinka kabla, odpowiednie złącza, jednostki pływające oraz doświadczoną ekipę monterów.
System kablowy obejmuje nie tylko sam przewodnik, ale również izolację oraz wyspecjalizowane akcesoria, w tym mufy i zakończenia. Są to elementy, które podlegają określonym procedurom kwalifikacji i muszą współpracować kompatybilnie pod względem energii, ciepła i mechanizmu. Nie można więc zakładać, że dowolny odcinek kabla 525 kV, znajdujący się w europejskim magazynie będzie uniwersalną częścią zamienną dla każdego połączenia pracującego przy podobny napięciu. ENTSO-E rozwija dziś nawet wspólne ramy kwalifikowania systemów HVDC 525 kV i ich akcesoriów, co dobrze pokazuje poziom technicznej specyfiki tych urządzeń.
Europa ma flotę kablową. Tyle, że flota ma również inne zadania
Na pierwszy rzut oka sytuacja nie wygląda na dramatyczną. Europejski przemysł posiada jedne z najbardziej zaawansowanych na świecie statków do instalacji kabli energetycznych.
Przykładowo Prysmian (włoska grupa przemysłowa i jeden z największych na świecie producentów kabli energetycznych) dysponuje m.in. jednostkami Leonardo da Vinci i Monna Lisa. Druga z nich posiada dwie karuzele kablowe o pojemności 7 tys. i 10 tys. ton, a cała flota przedsiębiorstwa ma docelowo liczyć osiem statków w 2027 r. – zgodnie z materiałami Prysmian z czerwca 2026 r. Firma przekazała do publicznej wiadomości, że uruchomiła jednostkę szybkiego reagowania przeznaczoną do inspekcji, utrzymania i napraw.
Nexans, międzynarodowy producent kabli elektrycznych i światłowodowych, w czerwcu 2026 r. zainaugurował z kolei jednostkę Electra. Statek ten może przewozić 13,5 tys. ton kabla, a jego wyposażenie pozwala również na odzyskiwanie i naprawę przewodów podmorskich.
Czy jednak na podstawie takich przykładów można mówić o wielkiej rezerwowej flocie europejskiej? Najnowocześniejsze jednostki są przede wszystkim aktywami komercyjnymi, które pracują przy budowie nowych połączeń międzysystemowych i przy wyprowadzaniu mocy z morskich farm wiatrowych. Mają harmonogramy, kontrakty, zaplanowane kampanie instalacyjne i miejsca załadunku.
W normalnych warunkach rynek potrafi optymalizować wykorzystanie tak drogich aktywów. Kryzys wymaga jednak czegoś odwrotnego. Chodzi tu o wolną zdolność produkcyjną i transportową utrzymywaną na wypadek zdarzenia, które może nigdy nie nastąpić. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to nieefektywne. Ale ze strategicznego może okazać się niezbędne.
Fabryka kabla jako element infrastruktury krytycznej
Kolejnym problematycznym zagadnieniem jest produkcja. Europa potrzebuje coraz większej liczby kabli HVDC, nie tylko do budowy interkonektorów, ale również do podłączenia morskiej energetyki wiatrowej i realizacji wielkich korytarzy przesyłowych na lądzie. Moce przemysłowe są więc potrzebne równocześnie do ekspansji systemu i do ewentualnych napraw.
Skalę inwestycji pokazuje NKT, duński producent kabli i systemów kablowych dla energetyki. Przedsiębiorstwo przeznaczyło ok. 1,3 mld euro na rozbudowę zakładu wysokich napięć w szwedzkiej Karlskronie oraz nową jednostkę kablową. Wg firmy rozbudowa ma stworzyć największy na świecie zakład produkcji wysokonapięciowych kabli podmorskich.
Prysmian zainwestował natomiast 200 mln euro w zwiększenie zdolności produkcyjnych zakładu Pikkala w Finlandii. Nowa linia została zaprojektowana m.in. do produkcji podmorskich kabli HVDC 525 kV i wg producenta może wytwarzać ok. kilometra przewodu dziennie.
To dobra wiadomość dla europejskiego przemysłu, ale jednocześnie ilustracja koncentracji kompetencji. Wysokonapięciowy kabel podmorski nie powstaje w zwykłej fabryce przewodów. Potrzebne są specjalne linie produkcyjne, wysokie wieże technologiczne, w których podczas produkcji kabel prowadzony jest pionowo, aby jego izolacja mogła być równomiernie nakładana i chłodzona.
W rezultacie fabryka, nabrzeże załadunkowe i statek kablowy tworzą jeden łańcuch logistyczny. Usunięcie z niego dowolnego ogniwa może ograniczyć zdolność naprawczą równie skutecznie jak brak samego kabla.
Zapas kilometra przewodu może być cenniejszy niż kolejny patrolowiec
Przytoczony wypadek EstLink 2 pokazuje również, jak dużą wartość ma najbardziej banalny element całej tej układanki. Mianowicie chodzi o fizyczny zapas materiału.
W tamtym przypadku operatorzy mogli wykorzystać wcześniej wyprodukowany kabel oraz mufy naprawcze. Gdyby trzeba było najpierw uruchomić nową produkcję, termin przywrócenia połączenia mógłby znacznie się przesunąć w czasie.
Europejska polityka bezpieczeństwa powinna więc rozszerzyć pojęcie rezerwy strategicznej. W energetyce popularne są rezerwy paliw, moce wytwórcze oraz części zamienne dla transformatorów. W systemie coraz bardziej zależnym od podmorskiego HVDC podobnego znaczenia nabierają odcinki kabli naprawczych, mufy, systemy ich magazynowania i zdolność szybkiego transportu na statek.
Nie musi przy tym powstawać jeden wielki, europejski magazyn. Bardziej racjonalnie wygląda pomysł systemu regionalnego. Standardy określające minimalne zapasy dla poszczególnych połączeń, wspólna ewidencja dostępnego sprzętu, kontrakty umożliwiające jego użycie przez sąsiednich operatorów oraz mechanizmy finansowe rekompensujące utrzymywanie niewykorzystanych zapasów.
Sama redundancja sieci nie zastąpi takiej polityki. Jeżeli kilka alternatywnych połączeń korzysta z tych samych fabryk, tych samych ekip naprawczych i tych samych statków, fizycznie oddzielone kable mogą posiadać wspólny punkt zależności w łańcuchu odbudowy.
Bruksela zaczyna dostrzegać, że odporność kończy się dopiero po naprawie
W unijnej polityce dostrzegane są już inne sposoby myślenia. Plan dot. bezpieczeństwa kabli podmorskich nie ogranicza się do zapobiegania i wykrywania zagrożeń. KE opisuje pełen cykl odporności, co obejmuje również reakcję i odbudowę. Ponadto, w dokumentach dot. realizacji planu pojawiła się koncepcja europejskiej rezerwy jednostek kablowych, które skracałyby czas naprawy.
W czerwcu 2026 r. KE ogłosiła utworzenie pierwszych regionalnych hubów kablowych dla Bałtyku i Morza Śródziemnego oraz nabór o wartości 40 mln euro, mający zwiększyć europejskie możliwości naprawy kabli telekomunikacyjnych. Choć instrument dot. przede wszystkim infrastruktury cyfrowej, kierunek ten jest ważny także z punktu widzenia energetyki. Sama ochrona kabla bez przygotowanej logistyki jego szybkiego odtworzenia nie zapewnia odporności.
Kolejnym krokiem powinno być zastosowanie podobnej logiki bezpośrednio do strategicznych interkonektorów elektroenergetycznych. Można wyobrazić sobie mechanizm obejmujący regionalnie rozmieszczone zestawy naprawcze, zapasy kabla, zawczasu zakontraktowane jednostki, regularnie ćwiczone ekipy i procedury priorytetyzacji awarii.
Nie ma tu mowy o utworzeniu floty państwowej, która zastąpi producentów. Znacznie sensowniej wygląda koncepcja zakupu gwarantowanego dostępu do prywatnych zdolności. Podobnie jak w innych obszarach bezpieczeństwa państwo płaciłoby nie tylko za wykorzystany zasób, ale też za jego gotowość.
Test obciążeniowy powinien dot. nie tylko sieci, ale też naprawy
Klasyczny test bezpieczeństwa systemu elektroenergetycznego odpowiada przede wszystkim na pytanie, co stanie się po utracie konkretnego elementu sieci. Operatorzy od dziesięcioleci analizują sytuacje typu N-1, a w bardziej skrajnych wariantach również utratę większej liczby elementów. W przypadku infrastruktury podmorskiej należałoby także wprowadzić testy obciążeniowe naprawy.
Hipotetyczny scenariusz mógłby zakładać jednoczesne uszkodzenie dwóch lub trzech strategicznych połączeń w różnych częściach Europy. Następnie należałoby sprawdzić kilka dość prostych, lecz bardzo konkretnych kwestii. Np. gdzie znajdują się odpowiednie zapasy kabla, czy dostępne są kompatybilne mufy, która jednostka może rozpocząć naprawę w pierwszej kolejności, ile czasu zajmie jej mobilizacja, czy gotowa jest druga załoga zdolna równolegle wykonywać złącza oraz jakie projekty inwestycyjne trzeba byłoby przerwać, aby zwolnić statek lub linię produkcyjną.
Dopiero taki test wskazałby różnicę pomiędzy odpornością deklarowaną a rzeczywistą. Jakkolwiek ENTSO-E już wcześniej zauważyło, że niezawodność systemów HVDC ma bezpośrednie znaczenie dla przyszłego bezpieczeństwa dostaw w Europie. Wraz ze wzrostem liczby długich połączeń prądu stałego znaczenie tego problemu będzie rosło.
Strategiczna zależność w XXI wieku może mieć postać kabla na bębnie
Europejska integracja elektroenergetyczna zwiększa bezpieczeństwo systemu. Interkonektory pozwalają przesyłać energię z regionów posiadających nadwyżkę do tych, które tej energii potrzebują, lepiej wykorzystywać OZE i ograniczać skutki lokalnych deficytów generacji. Nie oznacza to jednak, że większa liczba połączeń automatycznie daje proporcjonalnie większą obronność.
Im większą rolę w funkcjonowaniu rynku zaczyna odgrywać HVDC, tym bardziej bezpieczeństwo energetyczne zależy również od stosunkowo niewielkiej grupy zasobów przemysłowych. W grę wchodzą tu fabryki kabli, wyspecjalizowane nabrzeża, statki, mufy naprawcze i ludzie posiadający kwalifikacje do montażu. W czasie pokoju są one częścią globalnego rynku usług offshore. Natomiast w czasie wojny stają się zasobem strategicznym.
Dlatego europejskiej odporności nie powinno się mierzyć wyłącznie liczbą interkonektorów i gigawatami zdolności przesyłowych. Potrzebny jest jeszcze jeden wskaźnik, a mianowicie jaką część utraconych zdolności przesyłowych, wyrażoną w gigawatać, Europa potrafi jednocześnie odtworzyć i ile czasu to zajmie.
Dopóki nie znamy odpowiedzi na to pytanie, dopóty mapa europejskich interkonektorów daje nam obraz jedynie cząstkowy. Brakuje mapy statków, fabryk, magazynów i ekip naprawczych, które będą potrzebne wtedy, gdy kabel na dnie morza przestanie działać.
PRZECZYTAJ TAKŻE o ważnej z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski rezerwy transformatorowej:
Rezerwa transformatorowa dla Polski. Cztery lata oczekiwania na kluczowe urządzenie

Michał Krajniak
Dziennikarz analityczny, który patrzy na energetykę przez pryzmat polityki i gospodarki. Opisuje wyzwania sektora oraz przygląda się postępującym trendom rynkowym.
Dodaj komentarz