Gwałtowne wzrosty wód w czterech województwach. Powódź z 2024 r. pokazała, co grozi sieci energetycznej
W województwie łódzkim, podlaskim, mazowieckim i lubelskim IMGW wydał ostrzeżenia przed gwałtownymi wzrostami stanów wody. Nie oznacza to jeszcze powodzi, choć istnieje ryzyko, że stany alarmowe zostaną przekroczone. Doświadczenia z września 2024 r. pokazują, że wielka woda to zagrożenie także dla energetyki. Wówczas ponad 100 tys. odbiorców pozostało bez napięcia, a 40 słupów PSE znalazło się w wodzie.
Ostrzeżenia dla województw – czy są stany alarmowe?
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed gwałtownymi wzrostami stanów wód w województwach łódzkim, mazowieckim, podlaskim oraz lubelskim. Ostrzeżenia hydrologiczne pierwszego stopnia obowiązują do 18 sierpnia, w większości rejonów do godz. 12:00, a w woj. podlaskim do godz. 13:00.
Zagrożenie wiąże się z intensywnymi opadami deszczu, odnotowywanymi od poniedziałku, 17 sierpnia oraz z zagrożeniem burzowym. Jednocześnie RCB podało rano, 18 września, że nie ma przekroczeń stanów alarmowych
Gwałtowny wzrost poziomu rzek nie musi automatycznie oznaczać powodzi. Jednakże może oznaczać lokalne podtopienia, szczególnie po intensywnych opadach.
Sytuację komplikuje pogoda. Dla Mazowsza oraz Podlasia obowiązywały również ostrzeżenia przed silnym deszczem i burzami, a punktowo opady miały dochodzić do 60 mm.
Paradoksalnie w tym samym raporcie RCB nadal znajduje się ostrzeżenie przed suszą na terenie całego kraju. Przyczyną pozostaje niski przepływ wody. Polska może zatem mierzyć się z bardzo niskimi przepływami na części rzek oraz gwałtownymi lokalnymi wezbraniami po burzach.
Powódź może odciąć prąd, co miało miejsce w 2024 r.
Dla energetyki istotne jest nie tylko to, czy na danej rzece zostanie oficjalnie przekroczony stan alarmowy. Znaczenie mają również lokalne zalania, podmycia oraz utrata dostępu do infrastruktury. Pokazała to powódź z września 2024 r.
W krytycznym momencie ponad 100 tys. odbiorców TAURON Dystrybucji pozostawało bez energii. Miało to miejsce dokładnie 15 września 2024 r. Operator musiał się wówczas mierzyć jednocześnie z zalaniami, podmyciami oraz uszkodzeniami sieci.
Woda utrudniała także dotarcie ekip naprawczych na miejsca awarii. Problem wynikał z zerwanych dróg, zniszczonych mostów oraz zalanych terenów. TAURON informował wtedy, że w niektóre miejsca pracownicy mogli dostać się jedynie pontonem albo amfibią. W akcji udział brały setki osób, zaangażowany był dodatkowy sprzęt.
Część infrastruktury trzeba było również celowo wyłączyć. Energia elektryczna w kontakcie z zalanym urządzeniem może bowiem stworzyć dodatkowe zagrożenie dla mieszkańców oraz służb.
Nie musi więc dochodzić do zniszczenia stacji albo linii, by pozbawić ludność prądu. Czasem już samo ryzyko zalania wymusza bezpieczne odłączenie urządzeń.
40 słupów PSE znalazło się w wodzie podczas powodzi
Powódź sprzed dwóch lat zagroziła również infrastrukturze przesyłowej, choć nie doprowadziła do zaburzenia pracy całego Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. 18 września 2024 r. informowały o tym PSE i dodawały, że powódź nie wpłynęła na bilans systemu. Jednakże operator powołał zespół kryzysowy. Wykorzystał również własne śmigłowce do monitorowania sytuacji z powietrza.
Późniejsza analiza pokazała prawdziwą skalę zagrożenia. Podczas oblotów zidentyfikowano 40 słupów linii energetycznych stojących w wodzie.
Szczególna sytuacja wystąpiła w okolicach Lewina Brzeskiego. Zalanych zostało tam kilkanaście słupów linii 400 kV Dobrzeń-Pasikurowice 2 oraz Dobrzeń-Wrocław. Jednak konstrukcjom nie zagrażał bezpośrednio rwący nurt, linie nie przerwały więc pracy.
Jest to istotna różnica między siecią przesyłową a dystrybucyjną. Duże linie najwyższych napięć mogą przetrwać zalanie terenu bez przerywania pracy. Natomiast lokalna infrastruktura jest znacznie bardziej narażona na uszkodzenia oraz konieczność wyłączeń.
Czy PSE przygotowują się na gwałtowne wezbrania?
Doświadczenia z 2024 r. pokazują, że PSE mogą wykorzystać śmigłowce i drony do szybkiej kontroli infrastruktury. Operator prowadzi również procedury kryzysowe dot. ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Obecnie ostrzeżenia obejmują cztery województwa, dlatego zapytaliśmy operatora o aktualną sytuację.
– PSE stale monitorują różne czynniki wpływające na bezpieczeństwo infrastruktury przesyłowej, w tym także warunki pogodowe. Kwestia zwiększania odporności linii i stacji na ekstremalne zjawiskami jest dla spółki priorytetem i ważną częścią jej strategii. Jest to uwzględniane już na etapie projektowania infrastruktury i wyboru jej lokalizacji. W najbliższych dniach spółka nie przewiduje, by lokalne podtopienia wpłynęły na pracę systemu przesyłowego. W przypadku linii najwyższych napięć podtopienia nie wpływają na pracę urządzeń – słupy mogą być częściowo zalane i o ile prąd fali powodziowej nie jest bardzo silny lub nie przenosi np. uszkodzonych drzew nie powinny zostać uszkodzone. W przypadku stacji ich lokalizacja i sposób wykonania powodują, że są one w niewielkim stopniu narażone na powodzie czy podtopienia. – informuje rzecznik prasowy PSE, Maciej Wapiński.
Jeszcze na początku sierpnia problemem była susza
Dzisiejsza sytuacja pokazuje również, jak szybko mogą zmieniać się warunki hydrologiczne. Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia IMGW wskazywał przede wszystkim na niskie stany wód. Na znacznej części Wisły obowiązywały ostrzeżenia przed suszą.
Na środkowej Odrze stany wody również znajdowały się przede wszystkim w strefie niskiej. Lokalne wahania wiązały się m.in. z pracą urządzeń hydrotechicznych oraz elektrowni wodnych.
18 sierpnia RCB dalej wskazują susze jako problem ogólnopolski. Nie stoi to jednak w sprzeczności z możliwym zagrożeniem powodziowym. Intensywny opad może doprowadzić do gwałtownego wezbrania rzeki lokalnie, lecz nie musi wyrównywać długotrwałego deficytu wody.
Dla energetyki oba zjawiska oznaczają inne problemy. Susza wpływa np. na warunki hydrologiczne, a co za tym idzie na pracę elektrowni wodnych. Natomiast powódź może bezpośrednio zagrażać liniom, stacjom oraz dostępności służb technicznych.
Powódź tysiąclecia w 1997 r. odcięła część kraju od infrastruktury
Mocnym, historycznym punktem odniesienia pozostaje powódź z 1997 r. Katastrofa objęła przede wszystkim południową i zachodnią Polskę. Zginęło łącznie 56 osób, a szkody wyniosły 3,5 mld dolarów. Woda zniszczyła lub uszkodziła tysiące kilometrów dróg, torów kolejowych i mostów oraz setki kilometrów wałów przeciwpowodziowych.
Najbardziej w pamięci z tamtej tragedii zapadł Wrocław. Fala powodziowa dotarła do miasta 12 lipca 1997 r., a woda pozostawała problemem przez kolejne tygodnie. Infrastruktura techniczna miasta również ucierpiała. Część dzielnic i osiedli straciła m.in. dostęp do energii i łączności.
Z drugiej strony infrastruktura techniczna pokazała wtedy swoje znaczenie ochronne. Mianowicie, podczas powodzi przez zbiornik Lubachów przepływało maksymalnie 294 m3 wody na sekundę. Zapora przetrwała ten przepływ bez zagrożenia dla konstrukcji.
Susze czy powodzie? Energetyka musi być gotowa na obie skrajności
Dzisiejsze ostrzeżenie jest dalekie od powodzi z 2024 r. czy 1997 r. Historia poucza nas jednak, dlaczego energetyka nie tylko powinna, ale musi śledzić komunikaty o wezbraniu wód i związanych z tym zagrożeniach.
Sytuacja może stać się krytyczna relatywnie szybko. W ciągu zaledwie paru tygodni niskie stany rzek mogą zmienić się w wielkie wezbrania z powodu intensywnych opadów. Dlatego odporność energetyki nie może oznaczać przygotowania tylko na jeden rodzaj ekstremalnego zjawiska pogodowego.
Sieć musi działać zarówno podczas upałów, jak i wtedy, gdy drogi do stacji energetycznych znikają pod wodą.
Dodaj komentarz