Ścieki zamiast wody z Wisły? Elektrociepłownia może ograniczyć pobór nawet o 80 proc.
Woda spływa z prysznica, potem znika w rurze i trafia do kanalizacji. Gdy trafia do kanalizacji, to z punktu widzenia przeciętnego użytkownika jej rola się kończy. A jednak od 1 stycznia 2027 r. część takiej wody może dostać w Polsce nowe zadanie. Po odpowiednim oczyszczeniu będzie mogła trafić do obiegów chłodzących elektrowni i elektrociepłowni. Nie do kotła, czy kranu pracowników. Nie będzie też cudownym paliwem. Jej zadaniem będzie chłodzenie elektrowni.
Elektrownie potrzebują nie tylko paliwa
Myśląc o elektrowni cieplnej, widzimy przede wszystkim węgiel, gaz albo atom, rzadziej wodę. Tymczasem taki obiekt musi nie tylko wytworzyć wysoką temperaturę. Pozbywa się także ogromnej ilości ciepła, którego nie udało się zamienić na energię elektryczną.
Para napędza turbinę, następnie trzeba ją skroplić i ponownie skierować do obiegu. Do odebrania tego ciepła potrzebny jest układ chłodzenia. Dlatego duże elektrownie tak często budowano przy rzekach, jeziorach czy nad brzegiem morza. GUS definiuje osobną kategorię „wód chłodniczych”, używanych w procesach produkcyjnych, przede wszystkim właśnie w elektrowniach cieplnych. Energetyka ma więc z wodą związek znacznie poważniejszy niż ten, który widzimy podczas nalewania jej do czajnika.
Rzeka nie jest nieskończona
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że rzeka, jak np. Wisła czy Odra, płynie w nieskończoność. Wprawdzie ma gdzieś tam swoje źródło, płynie przez cały kraj albo znaczną jego część, wreszcie uchodzi do morza, ale koniec końców jest, płynie i tak będzie na wieki wieków. Nic bardziej mylnego.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska przypomina, że średnio mamy ok. 1600 m3 wody na mieszkańca rocznie, podczas gdy średnia europejska wynosi ok. 4500. W okresach suszy sytuacja jest jeszcze gorsza. Nawet jesienią i zimą rozmowa o tym nie jest odległa. Pod koniec października Wody Polskie informowały, że susza hydrologiczna utrzymuje się od wielu miesięcy, a IMGW miało aktywnych 67 ostrzeżeń dla zlewni i odcinków rzek.
Jeżeli więc z jednej strony oczyszczalnia każdego dnia wypuszcza ogromne ilości odpowiednio oczyszczonej wody, a z drugiej strony zakład energetyczny pobiera wodę z rzeki do celów technologicznych, to może warto się zastanowić, czy te dwa końce rury nie mogą się spotkać?
Przeszkodą była także ustawa
Problem nie sprowadzał się wyłącznie do technologii. Dotychczasowe przepisy nie tworzyły odpowiedniej podstawy do wykorzystywania oczyszczonych ścieków komunalnych, poddanych dalszemu przygotowaniu, jako wody technologicznej dla energetyki.
Nowelizacja Prawa wodnego z 17 lipca 2026 r. wprowadziła więc do polskiego prawa pojęcie „wody odzyskanej ze śceików komunalnych”. Nie chodzi przy tym o dowolną ciecz wypływającą z oczyszczalni. Ustawa mówi o oczyszczonych ściekach spełniających określone wymagania jakościowe i wykorzystywanych w obiegach chłodzących elektrowni lub elektrociepłowni. Przepisy wejdą zasadniczo w życie 1 stycznia 2027 r.
Tak więc nie mówimy tutaj o tym, że ktoś podłączy kanał ściekowy bezpośrednio do elektrowni i będzie liczył na to, że turbina jakoś sobie poradzi. Pomiędzy „ściekiem”, a „wodą technologiczną” jest całkiem dużo inżynierii.
Żerań może brać znacznie mniej wody z Wisły
Podczas prac nad ustawą Orlen Termika szacowała, że wykorzystanie oczyszczonych ścieków może zmniejszyć pobór wody powierzchniowej w Elektrociepłowni Siekierki o ok. 20 proc. Na Żeraniu skala może być dużo większa.
Wg spółki pobór wody z Wisły mógłby spaść nawet o ok. 80 proc., co zrobiłoby ogromną różnicę. Zwłaszcza, że nie mówimy o budowie nowej rzeki ani o sprowadzaniu wody cysternami. Mówimy o ponownym wykorzystaniu zasobu, który w mieście już istnieje.
To trochę tak, jakby dwa zakłady stojące obok siebie przez lata działały wg zasady jeden wyrzuca coś przez płot, drugi kupuje dokładnie to samo od kogoś innego.
Oczyszczalnia staje się częścią energetyki
Jest historia ciekawsza niż samo chłodzenie. Bo granice między miejskimi systemami zaczynają się zacierać. Oczyszczalnia nie musi być wyłącznie miejscem, którego zadaniem jest usunięcie zanieczyszczeń i bezpieczne odprowadzenie wody. Może stać się dostawcą surowca technologicznego.
Elektrociepłownia z kolei nie musi polegać wyłącznie na poborze świeżej wody z rzeki. Nagle kanalizacja, gospodarka wodna i energetyka zaczynają działać jak elementy jednego organizmu. Co zabawne, Warszawa idzie jeszcze dalej. Orlen Termika równolegle rozwija projekty odzyskiwania ciepła ze ścieków. Ta sama miejska kanalizacja może więc być jednocześnie źródłem energii oraz źródłem wody technologicznej.
Wodę można użyć dwa razy
Nie jest to rozwiązanie wszystkich problemów polskiej energetyki. Wodę trzeba odpowiednio doczyścić. Potrzebne są instalacje, rurociągi, kontrola jakości i pieniądze. Lokalizacja oczyszczalni względem elektrowni ma ogromne znaczenie. Nie każdy zakład będzie miał obok siebie odpowiedni strumień ścieków.
Jakkolwiek sam kierunek jest interesujący. Przez dziesięciolecia infrastruktura była projektowana liniowo. Działał prosty schemat: pobierz – użyj – odprowadź. Teraz coraz częściej okazuje się, że ostatni etap może być jednocześnie początkiem następnego procesu. I chyba właśnie tutaj znajduje się jedna z mniej widowiskowych, ale rozsądniejszych zmian w energetyce.
Nie zawsze trzeba odkrywać nowe źródło energii. Czasem starczy spojrzeć na to, co właśnie wypuszczamy z oczyszczalni i zapytać, czy ta woda naprawę skończyła już pracę?
Dodaj komentarz