Polska elektromobilność przyspiesza. „Sieć nie nadąża za rozwojem rynku”
O przyszłości elektromobilności w Polsce, rozwoju infrastruktury ładowania, ograniczeniach sieci elektroenergetycznej, barierach regulacyjnych oraz technologiach, które mogą zmienić rynek, rozmawiamy z Adamem Agackim, CEO Stacjeładowania.com
Patrząc na polski rynek elektromobilności w połowie 2026 roku — jesteśmy już w fazie dojrzałego rozwoju czy nadal nadrabiamy dystans do Europy Zachodniej?
Powiedziałbym, że jesteśmy w fazie „przyspieszonego dojrzewania”. Z jednej strony mamy już tysiące stacji ładowania oraz pierwsze polskie centra elektromobilności, takie jak fabryka ładowarek ZPUE w Pszczynie, od początku projektowana z myślą o skalowaniu produkcji do kilku tysięcy stacji rocznie.
Z drugiej strony nadal nadrabiamy dystans do Europy Zachodniej pod względem gęstości infrastruktury, przejrzystości regulacji oraz tempa przyłączania nowych mocy do sieci. Polska przestała być rynkiem pilotażowym, ale nie jest jeszcze rynkiem w pełni dojrzałym. Znajdujemy się w kluczowym momencie, w którym decyzje regulacyjne i inwestycyjne podejmowane w latach 2026–2030 przesądzą o tym, czy dogonimy Europę, czy pozostaniemy w roli średniej wielkości gracza.
Co dziś najbardziej ogranicza rozwój elektromobilności w Polsce: infrastruktura ładowania, sieć elektroenergetyczna, ceny samochodów czy może regulacje?
Największym ograniczeniem nie jest jeden czynnik, lecz ich wzajemne nakładanie się. Infrastruktura ładowania rozwija się szybko, ale często wolniej niż flota pojazdów elektrycznych — szczególnie poza dużymi miastami.
Sieć elektroenergetyczna zmaga się natomiast z niedoborem kluczowych urządzeń, takich jak transformatory, co bezpośrednio przekłada się na czas oraz koszt przyłączeń. Nieprzypadkowo Koronea inwestuje w Atlas Trafo — brak transformatorów stał się jednym z głównych wąskich gardeł transformacji energetycznej.
Do tego dochodzą wysokie ceny nowych samochodów elektrycznych oraz wciąż skomplikowane i rozproszone regulacje dotyczące przyłączeń, planowania sieci i lokalizacji stacji. Gdybym miał wskazać jeden problem, który najbardziej doskwiera przedsiębiorcom, byłby nim brak przewidywalności oraz zbyt wolne tempo procesów administracyjnych.
Które zmiany legislacyjne w ostatnich latach najbardziej wpłynęły na rynek elektromobilności? Co pomaga branży, a co nadal utrudnia jej rozwój?
Rozwój rynku nadal utrudniają jednak nadmierna liczba regulacji oraz rozproszenie kompetencji.
Branży pomogło przede wszystkim doprecyzowanie statusu operatorów ogólnodostępnych stacji ładowania, rozwój systemu wsparcia inwestycji w infrastrukturę oraz powiązanie elektromobilności z szerszą polityką klimatyczną i funduszami unijnymi, takimi jak KPO czy FEnIKS.
Ważne jest również to, że elektromobilność zaczęła być postrzegana jako element bezpieczeństwa energetycznego, a nie jedynie jako modny projekt transportowy.
Rozwój rynku nadal utrudniają jednak nadmierna liczba regulacji oraz rozproszenie kompetencji. Inwestor planujący budowę stacji ładowania musi przejść przez gąszcz procedur budowlanych, energetycznych i środowiskowych, często bez jasno określonej ścieżki prowadzącej od rozpoczęcia projektu do jego zakończenia. W Europie działalność gospodarcza staje się coraz bardziej regulowana, a postępowania administracyjne potrafią trwać latami.
Czy prowadzenie działalności związanej z budową i eksploatacją stacji ładowania jest dziś opłacalne?
Jest to biznes opłacalny, ale wymagający cierpliwości i odpowiednio zaprojektowanego modelu działalności. Rentowność nie wynika dziś z posiadania pojedynczej stacji, lecz z budowy dobrze przemyślanej sieci oraz wykorzystania synergii z energetyką i usługami dodatkowymi, takimi jak magazyny energii, usługi elastyczności czy integracja z odnawialnymi źródłami energii.
W firmie stacjeladowania.com budujemy wartość nie tylko wokół samej ładowarki, ale całego ekosystemu — od stacji transformatorowych, przez magazyny energii, aż po oprogramowanie służące do zarządzania infrastrukturą.
Operator, który liczy na szybki zwrot z kilku punktów ładowania, może się rozczarować. Natomiast firma myśląca w perspektywie 10–15 lat, rozwijająca portfel lokalizacji i potrafiąca efektywnie współpracować z operatorami sieci elektroenergetycznej ma szansę zbudować stabilny, rosnący biznes.
Jakie błędy najczęściej popełniają firmy i inwestorzy, którzy chcą wejść na rynek infrastruktury ładowania?
Najczęściej powtarzającym się błędem jest brak spójnej strategii. Wiele projektów powstaje punktowo, bez uwzględnienia przyszłej gęstości sieci, ciągłości korytarzy transportowych czy rzeczywistego natężenia ruchu.
Kolejnym problemem jest niedoszacowanie znaczenia sieci elektroenergetycznej. Przyłącze bywa traktowane jako formalność, podczas gdy w praktyce stanowi jeden z najważniejszych elementów całej inwestycji. W rzeczywistości, w której transformator stał się dobrem deficytowym, takie podejście może prowadzić do kosztownych opóźnień.
Częstym błędem jest również wybór technologii, których nie można później łatwo skalować, co ogranicza możliwość zwiększenia mocy stacji. Inwestorzy zakładają niekiedy zbyt szybki wzrost popytu, nie uwzględniając lokalnej specyfiki, działań konkurencji oraz rzeczywistego tempa elektryfikacji flot.
W efekcie zamiast stabilnego projektu powstaje infrastruktura, która już od początku ma ograniczony potencjał rozwoju.
Czy za kilka lat większym wyzwaniem będzie budowa nowych stacji ładowania, czy zapewnienie im odpowiedniej mocy i dostępu do sieci elektroenergetycznej?
Sama budowa stacji będzie coraz prostsza. Technologia dojrzewa, a producenci ładowarek i rozdzielnic dysponują już gotowymi, skalowalnymi rozwiązaniami.
Znacznie większym wyzwaniem będzie zapewnienie odpowiedniej mocy oraz elastyczności sieci. Już dziś widać, że transformator stał się „nowym półprzewodnikiem energetyki” — bez niego energia nie popłynie ani z nowej elektrowni, ani do nowej stacji ładowania.
Dlatego kluczowe będzie łączenie infrastruktury ładowania z magazynami energii, lokalnymi źródłami OZE oraz inteligentnymi systemami zarządzania obciążeniem. Bez takich rozwiązań problemem nie będzie sam brak stacji, lecz funkcjonowanie stacji z ograniczoną mocą, które nie będą spełniały oczekiwań kierowców.
Która technologia związana z elektromobilnością lub ładowaniem samochodów elektrycznych jest dziś najbardziej niedoceniana i może w najbliższych latach zmienić rynek?
Najbardziej niedocenianymi technologiami są dziś magazyny energii zintegrowane ze stacjami ładowania oraz inteligentne systemy zarządzania mocą.
Nadal często traktuje się je jako rozwiązania dodatkowe, podczas gdy w praktyce stanowią fundament przyszłej infrastruktury. Pozwalają odciążyć sieć, skrócić czas realizacji przyłączenia oraz zapewnić stabilną pracę stacji nawet w lokalizacjach, w których dostępność mocy jest ograniczona.
Istotnym rozwiązaniem jest również ładowanie dwukierunkowe, które w Polsce nadal bywa postrzegane jako ciekawostka. W perspektywie kilku lat może ono jednak stać się ważnym elementem bilansowania lokalnych systemów energetycznych.
Rynek często koncentruje się na samej ładowarce, pomijając rozwiązania, które decydują o jej rzeczywistej efektywności: elastyczność energetyczną, oprogramowanie oraz integrację z OZE. To właśnie te technologie — być może mniej widowiskowe, ale mające znaczenie systemowe — mogą realnie zmienić sposób, w jaki budujemy i eksploatujemy infrastrukturę ładowania.
Jaki mit dotyczący samochodów elektrycznych najbardziej szkodzi rozwojowi elektromobilności i dlaczego wciąż jest tak powszechny?
Najbardziej szkodliwy jest mit, zgodnie z którym samochód elektryczny jest rozwiązaniem wyłącznie dla zamożnych mieszkańców dużych miast i nigdy nie stanie się środkiem transportu dostępnym na masową skalę.
Taki pogląd pomija dwa istotne fakty. Po pierwsze, całkowity koszt użytkowania samochodu elektrycznego, czyli TCO, już dziś w wielu segmentach flotowych jest konkurencyjny w stosunku do kosztu użytkowania pojazdów spalinowych. Po drugie, infrastruktura ładowania rozwijana jest właśnie po to, aby elektromobilność mogła wyjść poza największe aglomeracje.
Mit ten utrzymuje się, ponieważ łatwo jest porównywać ceny katalogowe nowych samochodów. Znacznie trudniej obliczyć całkowity koszt użytkowania, uwzględniając wydatki na paliwo, energię, serwis oraz coraz bardziej restrykcyjne regulacje emisyjne.
Gdybyśmy spotkali się ponownie w 2030 roku, po czym pozna Pan, że elektromobilność w Polsce odniosła sukces?
Sukcesu nie rozpoznamy więc po jednym wskaźniku. Poznamy go po tym, że elektromobilność stanie się naturalną częścią polskiej gospodarki, transportu oraz infrastruktury energetycznej.
Sukces elektromobilności w Polsce w 2030 roku będzie można rozpoznać po tym, że stanie się ona elementem codzienności, a nie przedmiotem nieustannej debaty.
Jeśli sieć ładowania będzie gęsta i przewidywalna, procesy przyłączeniowe szybsze, a operatorzy będą działać w stabilnym otoczeniu regulacyjnym, będzie to oznaczało, że rynek osiągnął dojrzałość.
Ważnym sygnałem będzie także pozycja polskich firm, które nie tylko obsługują krajowy rynek, lecz również aktywnie uczestniczą w europejskim łańcuchu wartości. Równie istotna będzie struktura floty. Jeżeli udział samochodów elektrycznych w nowych rejestracjach stanie się na tyle wysoki, że pytanie „czy elektromobilność ma sens?” zniknie z przestrzeni publicznej, będziemy mogli mówić o pełnym przełamaniu dotychczasowych barier.
Sukcesu nie rozpoznamy więc po jednym wskaźniku. Poznamy go po tym, że elektromobilność stanie się naturalną częścią polskiej gospodarki, transportu oraz infrastruktury energetycznej.
Gdyby mógł Pan wprowadzić jedną zmianę — w prawie, energetyce lub sposobie funkcjonowania rynku — która najbardziej przyspieszyłaby rozwój elektromobilności w Polsce?
Wprowadziłbym uproszczoną i zintegrowaną ścieżkę przyłączeniowo-administracyjną dla infrastruktury ładowania. Powinien to być system przypominający „jedno okienko” dla projektów elektromobilności, obejmujący procedury budowlane, energetyczne i środowiskowe oraz gwarantujący określone terminy wydawania decyzji.
Obecnie postępowania administracyjne w Europie potrafią trwać latami. Jeżeli skrócimy ten czas i zapewnimy inwestorom przewidywalne warunki działania, rynek poradzi sobie zarówno z technologią i finansowaniem, jak i z rosnącym popytem.
Największym akceleratorem rozwoju elektromobilności w Polsce nie byłaby więc kolejna dotacja, lecz mądrze uproszczone, stabilne i przejrzyste procedury.
Dodaj komentarz