Społeczności energetyczne mogą połączyć lewicę i prawicę wokół transformacji energetycznej
O wyzwaniach związanych z rozwojem społeczności energetycznych, barierach legislacyjnych, sprawiedliwej transformacji energetycznej oraz roli magazynów energii rozmawialiśmy z Bartłomiejem Kupcem — prawnikiem oraz analitykiem polityki energetycznej i klimatycznej, specjalizującym się w zagadnieniach energetyki obywatelskiej i regulacji rynku energii.
Bartłomiej Kupiec jest jednym z współautorów kompendium „Niezależność energetyczna – polska transformacja rozpoczyna się oddolnie”. To przekrojowe opracowanie ukazujące, jak lokalne społeczności, samorządy, firmy oraz obywatele biorą sprawy w swoje ręce i budują podstawy krajowej niezależności energetycznej. Publikacja dostępna tutaj: Pakiet ebooków: „Niezależność energetyczna – polska transformacja rozpoczyna się oddolnie” + „Status transformacyjny 2025/2026” – Sklep e-magazyny
W ostatnich miesiącach Komisja Europejska wraca do tematu społeczności energetycznych i tzw. Citizen Energy Package. Co sprawiło, że właśnie teraz energetyka obywatelska wraca do centrum debaty?
Zacznijmy od tego, skąd w ogóle wzięły się społeczności energetyczne. W Zachodniej Europie, narodziły się one w latach 70 XX wieku, gdzie były one odpowiedzią na kryzys naftowy. Ludzie zaczęli samoorganizować się w zrzeszenia w celu wspólnego działania na rzecz lokalnej energetyki i środowiska naturalnego. W latach 2018-2019, UE opracowała dyrektywę RED II oraz dyrektywę dotyczącej wspólnego rynku energii elektrycznej mające na celu harmonizacje środowiska prawnego dla społeczności energetycznych. To właśnie dzięki tym aktom prawnym idea społeczności energetycznych urzeczywistniła się w polityce energetycznej UE.
Państwa członkowskie Unii Europejskiej zostały zobowiązane do wdrożenia tych dyrektyw do krajowych porządków prawnych. Problem polega jednak na tym, że mimo upływu kilku lat wiele krajów nadal ma trudności z pełną transpozycją tych regulacji. W odpowiedzi na te problemy Komisja Europejska opublikowała Citizen Energy Package. Nie jest to akt prawny, ale raczej komunikat polityczny pokazujący kierunki dalszych działań Komisji.
Warto podkreślić, że Komisja Europejska zaczęła postrzegać społeczności energetyczne nie tylko jako element dekarbonizacji sektora energetycznego ale również jako odpowiedź na kilka innych kryzysów jednocześnie — kryzys cen energii, kryzys bezpieczeństwa energetycznego po agresji Rosji na Ukrainę oraz rosnące napięcia społeczne wokół transformacji energetycznej.
Społeczności energetyczne mają bowiem ogromny potencjał demokratyzacji rynku energii. Pozwalają ona każdemu z nas uczestniczyć w transformacji energetycznej, a nie być jedynie biernymi odbiorcami oraz niemymi świadkami zmian. W praktyce oznacza to, że przeciętni obywatele mogą wspólnie inwestować w odnawialne źródła energii, magazyny energii czy lokalne systemy zarządzania energią i wspólnie korzystać z wypracowanych zysków i reinwestować je w przedsięwzięcia przynoszące korzyści społeczne, środowiskowe czy gospodarcze.
Europejski Trybunał Obrachunkowy wskazał niedawno, że rozwój społeczności energetycznych postępuje wolniej, niż oczekiwano. Jakie bariery hamują ten rozwój?
To bardzo wartościowy raport i rzeczywiście warto się z nim zapoznać. Analizował on sytuację w kilku państwach UE, w tym w Polsce. Wnioski są dość jednoznaczne — wdrażanie społeczności energetycznych nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami.
Jednym z głównych problemów jest chaos definicyjny. Na przykład W Polsce funkcjonują m.in. klastry energii, spółdzielnie energetyczne oraz obywatelskie społeczności energetyczne. Dla przeciętnego obywatela taka liczba form organizacyjnych jest po prostu nieczytelna. Trudno zrozumieć, czym różnią się poszczególne modele, które z nich są faktycznie wspierane przez państwo i jakie korzyści lub obowiązki wiążą się z wyborem konkretnej formy.
Drugą fundamentalną barierą jest brak stabilnego i dedykowanego systemu wsparcia. Wiele państw europejskich deklaruje poparcie dla energetyki obywatelskiej, ale w praktyce nie tworzy atrakcyjnych mechanizmów pozwalających takim inicjatywom rozwijać się na większą skalę. Tymczasem społeczności energetyczne są tworzone przez podmioty nieprofesjonalne — mieszkańców, lokalne stowarzyszenia czy małe przedsiębiorstwa — które często nie mają dużego kapitału ani zaplecza organizacyjnego.
Bardzo istotnym problemem jest także brak instytucjonalnego wsparcia i edukacji. Dobrym przykładem jest Austria, gdzie funkcjonuje specjalna instytucja pełniąca rolę „one-stop shop” dla społeczności energetycznych. Można tam uzyskać informacje dotyczące zakładania społeczności, dokumentacji, finansowania czy modeli biznesowych. W Polsce takich rozwiązań praktycznie nie ma. W efekcie osoby zainteresowane stworzeniem społeczności energetycznej są często pozostawione same sobie albo muszą korzystać z odpłatnego doradztwa.
Do tego dochodzą bariery administracyjne — problemy z uzyskiwaniem koncesji, skomplikowane procedury przyłączeniowe czy brak jasnych wytycznych dla operatorów systemów dystrybucyjnych. Wszystko to powoduje, że rozwój społeczności energetycznych jest znacznie wolniejszy, niż zakładano kilka lat temu.
Czy polskie regulacje wspierają rozwój oddolnych inicjatyw energetycznych, czy raczej go komplikują?
Moim zdaniem społeczności energetyczne powinny być wynagradzane nie tylko za samo wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, lecz także za realny wkład w funkcjonowanie lokalnego systemu elektroenergetycznego (…)
To zależy; odpowiem trochę po prawniczemu. W Polsce mamy trzy podstawowe formy społeczności energetycznych: spółdzielnie energetyczne, klastry energii i obywatelskie społeczności energetyczne. Każda z nich funkcjonuje trochę inaczej i każda mierzy się z innymi problemami.
Najbardziej rozpoznawalną formą społeczności energetycznych w Polsce są dziś spółdzielnie energetyczne. Ich przedmiotem działalności jest wytwarzanie energii elektrycznej, ciepła lub biogazu wyłącznie na potrzeby własne spółdzielni oraz jej członków. Według wykazu prowadzonego przez KOWR zarejestrowanych jest już ponad 700 takich podmiotów. Ich działalność opiera się głównie na instalacjach fotowoltaicznych, chociaż część spółdzielni wykorzystuje również bardziej stabilne źródła OZE, takie jak biogazownie czy elektrownie wodne. Spółdzielnie energetyczne korzystają obecnie z preferencyjnego systemu net meteringu oraz szeregu zwolnień z opłat, w tym m.in. opłaty mocowej, opłaty OZE i opłaty kogeneracyjnej.
Problem polega jednak na tym, że obecny mechanizm wsparcia był projektowany kilka lat temu, przy innym poziomie rozwoju energetyki rozproszonej. Net metering miał początkowo pełnić funkcję impulsu rozwojowego. Obecnie coraz częściej pojawia się jednak pytanie, czy taki mechanizm pozostaje efektywny, sprawiedliwy i zgodny z kierunkiem zmian europejskiego rynku energii. Od lat instytucje europejskie, w tym ACER i CEER, wskazują, że systemy net meteringu mogą ograniczać zdolność odbiorców do reagowania na sygnały cenowe, ponieważ nie odzwierciedlają rzeczywistych kosztów energii i funkcjonowania sieci. Problemem jest również to, że preferencyjne rozliczanie energii może prowadzić do przenoszenia części kosztów utrzymania sieci na pozostałych odbiorców, zwłaszcza jeżeli opłaty sieciowe są naliczane wyłącznie od energii pobranej netto, a nie od rzeczywistego korzystania z sieci.
Nie oznacza to jednak, że system wsparcia dla spółdzielni energetycznych powinien zostać po prostu zakwestionowany albo gwałtownie wygaszony. Pomimo kontrowersji spółdzielnie energetyczne przyniosły już wymierne oszczędności wielu gminom, które zdecydowały się je utworzyć. Pozwoliły one ograniczyć koszty energii w jednostkach samorządowych, wzmocnić lokalną samowystarczalność energetyczną i uruchomić inwestycje, które bez preferencyjnego mechanizmu rozliczeń prawdopodobnie nie powstałyby w takiej skali. Dlatego ewentualne zmiany w systemie net meteringu dla spółdzielni energetycznych powinny być wypracowywane wspólnie ze środowiskiem spółdzielczym oraz operatorami sieci. Należy rozważyć, czy w przyszłości najbardziej preferencyjne mechanizmy rozliczeń nie powinny być oferowane przez określony czas przede wszystkim tym spółdzielniom, które realizują wyraźną funkcję społeczną: angażują gospodarstwa domowe dotknięte ubóstwem energetycznym, wspierają odbiorców wrażliwych albo zrzeszają instytucje społeczne, takie jak domy pomocy społecznej, hospicja, szkoły czy inne lokalne placówki publiczne. W takim ujęciu net metering nie byłby wyłącznie instrumentem obniżania kosztów energii, lecz narzędziem sprawiedliwej transformacji energetycznej.
Klastry energii z kolei nie są spełniają cech unijnego modelu społeczności energetycznych, między innymi nie są one podmiotem prawnym lecz jedynie porozumieniem, najczęściej powstałym na podstawie umowy cywilnoprawnej. Funkcjonują głównie jako partnerstwa samorządowo-biznesowe. Klastry energii borykają się również z brakiem dedykowanego systemu wsparcia. Polski rząd zaproponował dla nich system wsparcia oparty m.in. na obniżeniu wybranych kosztów usług dystrybucji, w tym składnika zmiennego stawki sieciowej i stawki jakościowej. Komisja Europejska zgłosiła jednak zastrzeżenia do tego rozwiązania, wskazując na wymogi wynikające z dyrektywy 2019/944 i rozporządzenia 2019/943, zgodnie z którymi taryfy dystrybucyjne powinny odzwierciedlać koszty ponoszone przez użytkowników systemu.
Analogiczny problem może pojawić się przy rozszerzeniu systemu net meteringu na spółdzielnie energetyczne tworzone w gminach miejskich. Zmiana ta została zawieszona do czasu pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie zgodności pomocy publicznej z rynkiem wewnętrznym. Oznacza to, że przepisy umożliwiające funkcjonowanie spółdzielni energetycznych w gminach miejskich nie mogą być obecnie stosowane. Jeżeli Komisja Europejska zakwestionowałaby także ten mechanizm, mogłoby to mieć znaczenie szersze niż tylko dla możliwości tworzenia spółdzielni energetycznych w gminach miejskich. Taka decyzja mogłaby zostać wykorzystana przez polski rząd jako dodatkowy argument za rewizją obecnego systemu net meteringu również wobec spółdzielni energetycznych działających w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich. Stanowiłby to istotny sygnał, że preferencje dla społeczności energetycznych muszą być projektowane tak, aby nie prowadziły do nieuzasadnionego przenoszenia kosztów sieciowych na pozostałych odbiorców energii.
Największe trudności dotyczą jednak obywatelskiej społeczności energetycznej, które formalnie istnieją one w polskim prawie, ale praktycznie niemal nie funkcjonują. Obecnie zarejestrowanych jest zaledwie kilka takich podmiotów. Brakuje stosownego systemu wsparcia oraz zachęt które motywowałyby do zakładania tego rodzaju społeczności energetycznych. Brakuje też wypracowanych standardów współpracy między OSE a OSD. Braki te pokazują, że sama implementacja przepisów unijnych nie wystarczy; potrzebna jest jeszcze realna wizja ich funkcjonowania i rozwoju.
Moim zdaniem społeczności energetyczne powinny być wynagradzane nie tylko za samo wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, lecz także za realny wkład w funkcjonowanie lokalnego systemu elektroenergetycznego. Chodzi przede wszystkim o usługi, które mogą ograniczać koszty pracy sieci i zwiększać jej elastyczność, takie jak magazynowanie energii, lokalne bilansowanie produkcji i zużycia, redukcja obciążeń w godzinach szczytowych czy świadczenie usług elastyczności na rzecz operatorów systemów dystrybucyjnych. W tym kierunku powinna ewoluować regulacja społeczności energetycznych —od prostego premiowania produkcji energii z OZE do wynagradzania konkretnych korzyści systemowych, które takie społeczności są w stanie dostarczać.
Jedną z ciekawszych propozycji pojawiających się w przestrzeni publicznej jest oparcie obywatelskich społeczności energetycznych na lokalnych obszarach bilansowania (LOB). LOB stanowi wydzielony fragment sieci elektroenergetycznej, którego granice wyznacza element infrastruktury ograniczający możliwości przyłączania źródeł wytwórczych lub odbiorców, czyli np. transformator. Społeczności energetyczne oparte na LOB-ach bilansowałyby lokalnie energię i w zamian mogłyby liczyć na obniżone opłaty dystrybucyjne. LOB-y, nie powinny być jednak przedstawiane jako uniwersalne rozwiązanie problemów społeczności energetycznych w Polsce. Koncepcja ta wymaga wcześniejszej weryfikacji w ramach dobrze zaprojektowanych pilotaży, które pozwoliłyby ocenić jej rzeczywisty wpływ na bilansowanie lokalne, koszty pracy sieci, zasady rozliczeń między uczestnikami oraz relacje z operatorami systemów dystrybucyjnych. Istotnym wyzwaniem pozostaje również przełożenie tej koncepcji na przepisy ustawy prawo energetyczne oraz ustawy o odnawialnych źródłach energii. Trudnością jest ponadto to, że realizacja koncepcji LOB-ów przez społeczność energetyczną wymagać będzie od jej członków wiedzy oraz doświadczenia, a założenia jednak członkami społeczności energetycznych mają być podmioty nieprofesjonalne. Nie każdy obywatel czy mała gmina będą w stanie w takim rozwiązaniu uczestniczyć. Dlatego ewentualne wprowadzenie LOB-ów musiałoby odbywać się w sposób transparentny oraz uwzględniający uwarunkowania obecnie funkcjonujących w Polsce form społeczności energetycznych
Czy transformacja energetyczna może być naprawdę sprawiedliwa, skoro dostęp do taniej energii zależy dziś od kapitału, wiedzy i możliwości inwestycyjnych? Czy społeczności energetyczne mogą być odpowiedzią na ten problem?
Tak — moim zdaniem właśnie społeczności energetyczne są jednym z najważniejszych narzędzi sprawiedliwej transformacji energetycznej.
Dziś często obserwujemy sytuację, w której największe korzyści z transformacji energetycznej czerpią osoby najbardziej zamożne — właściciele domów jednorodzinnych z fotowoltaiką czy osoby dysponujące środkami na inwestycje w magazyny energii i pompy ciepła. Tymczasem część społeczeństwa pozostaje wykluczona z tego procesu.
Społeczności energetyczne mogą częściowo przełamać tę barierę, ponieważ pozwalają dzielić koszty i korzyści pomiędzy większą grupę uczestników. Dzięki temu osoby mniej zamożne również mogą uczestniczyć w transformacji energetycznej.
W literaturze mówi się o trzech filarach sprawiedliwości energetycznej: sprawiedliwości dystrybutywnej, proceduralnej i sprawiedliwości uznania. Społeczności energetyczne wpisują się właściwie w każdy z tych obszarów.
Pozwalają bardziej sprawiedliwie dzielić korzyści z transformacji, zwiększają udział obywateli w podejmowaniu decyzji energetycznych oraz umożliwiają włączanie grup zagrożonych ubóstwem energetycznym w proces transformacji. Dlatego uważam, że bez rozwoju energetyki obywatelskiej trudno będzie mówić o naprawdę sprawiedliwej transformacji energetycznej.
Czy obecny chaos legislacyjny nie grozi tym, że energetyka obywatelska stanie się dostępna wyłącznie dla najbardziej świadomych i zamożnych?
Jeżeli państwo nie stworzy odpowiednich mechanizmów kontrolnych i regulacyjnych, może dojść do sytuacji, w której energetyka obywatelska stanie się projektem elitarnym (…)
To jedno z największych zagrożeń. Istnieje ryzyko tzw. corporate capture, czyli zawłaszczenia społeczności energetycznych przez podmioty silniejsze ekonomicznie.
W praktyce może to oznaczać, że społeczności energetyczne będą formalnie istnieć, ale faktycznie będą służyć przede wszystkim przedsiębiorstwom czy samorządom, które chcą obniżyć własne rachunki za energię.
Takie zjawiska już częściowo obserwujemy w Polsce, zwłaszcza w przypadku niektórych spółdzielni energetycznych. Często są one tworzone przez gminy lub lokalnych przedsiębiorców, a dostęp nowych członków bywa utrudniany.
Jeżeli państwo nie stworzy odpowiednich mechanizmów kontrolnych i regulacyjnych, może dojść do sytuacji, w której energetyka obywatelska stanie się projektem elitarnym — dostępnym głównie dla najbardziej świadomych i najlepiej poinformowanych uczestników rynku. Dlatego niezwykle ważna jest rola regulatora i odpowiednich przepisów gwarantujących otwartość oraz demokratyczny charakter społeczności energetycznych.
Jaką rolę w rozwoju społeczności energetycznych będą odgrywać magazyny energii?
Bardzo dużą — moim zdaniem wręcz kluczową. Dotychczas społeczności energetyczne były kojarzone głównie z produkcją energii z odnawialnych źródeł energii. Jednak przyszłość będzie należała do tych modeli, które potrafią aktywnie zarządzać energią.
Magazyny energii pozwalają nie tylko przechowywać nadwyżki energii, ale również stabilizować pracę sieci elektroenergetycznej i reagować na zmieniające się potrzeby systemu. To właśnie w tym kierunku zmierza obecnie europejski rynek energii.
Społeczności energetyczne powinny być wynagradzane za świadczenie usług systemowych — magazynowanie energii, redukcję obciążeń sieci czy elastyczne zarządzanie zużyciem energii.
To oznacza, że magazyny energii staną się prawdopodobnie jednym z najważniejszych elementów lokalnych społeczności energetycznych w najbliższych latach.
Jak wyobraża Pan sobie rozwój społeczności energetycznych w perspektywie najbliższych 10 lat?
Nie sądzę, aby społeczności energetyczne całkowicie zdominowały wielkie koncerny energetyczne, ale ich znaczenie będzie systematycznie rosło.
Przede wszystkim będą one coraz bardziej integrować obywateli wokół transformacji energetycznej. I to może być ich największa wartość — nie tylko produkcja energii, ale budowanie społecznej akceptacji dla zmian energetycznych.
Mam też nadzieję, że społeczności energetyczne nie staną się zakładnikiem bieżących sporów politycznych. One mają potencjał łączenia różnych środowisk, ponieważ różne grupy społeczne dostrzegają w nich własne wartości — solidarność społeczną, przedsiębiorczość, lokalność czy demokratyzację rynku energii.
Dlatego uważam, że w perspektywie kolejnych lat społeczności energetyczne mogą stać się jednym z najważniejszych narzędzi budowania społecznego konsensusu wokół transformacji energetycznej.
Bartłomiej Kupiec: prawnik, analityk polityki publicznej.
Absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz studiów z zakresu polityki publicznej (Master of Public Policy) w Hertie School of Governance w Berlinie.