Piotr Mikusek (Grupa Azoty): Próba skopiowania transformacji elektroenergetyki na przemysł to błąd

Opublikowany: Aktualizacja: Szacowany czas czytania: 13 minut
Piotr Mikusek
Piotr Mikusek

Rosnące ceny energii i uprawnień do emisji CO₂, niepewność regulacyjna oraz brak opłacalnych technologicznie alternatyw dla przemysłu ciężkiego to tylko część wyzwań, z jakimi mierzy się dziś sektor chemiczny w Europie.

O tym, co realnie blokuje dekarbonizację przemysłu, jakie są największe ryzyka i dlaczego potrzebujemy strategicznego podejścia do transformacji, rozmawiamy z Piotrem Mikuskiem, Dyrektorem Biura Regulacji Grupy Azoty.

Europejska polityka klimatyczna coraz mocniej oddziałuje na przemysł ciężki. Czy uważa Pan, że jej obecny kierunek uwzględnia realne możliwości transformacyjne sektorów takich jak chemia, czy raczej narzuca tempo, które może uderzyć w fundamenty konkurencyjności europejskiego przemysłu?

Jeszcze w 2015 r. cena energii elektrycznej w Unii Europejskiej była niższa niż w Chinach czy Japonii, a różnice pomiędzy Koreą Płd. czy USA nie były tak drastyczne. Obecnie całkowicie się to zmieniło (…)

Specyfika przemysłu ciężkiego wynika z jego energochłonności i kapitałochłonności. Energochłonność powiązana jest ze znacznym zużyciem surowców energetycznych nie tylko do zasilenia produkcji, ale także często wykorzystywanego jako surowiec w procesach technologicznych, np. gaz ziemny w sektorze nawozowym czy węgiel koksowy w sektorze hutniczym. Oznacza to, że wszelkie zmiany w cenach surowców energetycznych czy samej energii mocno wpływają na konkurencyjność. Kapitałochłonność oznacza, że realizacja inwestycji w tych sektorach wymaga znaczących nakładów finansowych, aby zrealizować zamierzenia inwestycyjne. Innymi słowy przemysł ciężki jest konkurencyjny, gdy energia jest tania i jest dostęp do kapitału, w tym także ludzkiego, umożliwiającego wdrażanie innowacji i poprawę efektywności produkcji.

Obecna polityka klimatyczna Unii Europejskiej, niestety negatywnie wpływa na oba te czynniki. Z jednej strony bowiem rosną dla przemysłu ceny odbioru końcowego energii. Jeszcze w 2015 r. cena energii elektrycznej w Unii Europejskiej była niższa niż w Chinach czy Japonii, a różnice pomiędzy Koreą Płd. czy USA nie były tak drastyczne. Obecnie całkowicie się to zmieniło i UE posiada znacząco wyższe ceny niż we wszystkich tych wymienionych państwach. Dodatkowo, i tu powrócę do kapitałochłonności, pojawia się szereg wymogów regulacyjnych nakładających na przemysł ciężki dodatkowe obowiązki prawne, natomiast nie pojawiają się odpowiednie środki finansowe mające umożliwić ich realizacje. Nie bez znaczenia pozostaje również kwestia pewności regulacyjnej i bardzo dynamicznych zmian w przepisach unijnych. Nie trudno zrozumieć zatem dlaczego światowe koncerny działające w przemyśle ciężkim, a nawet szerzej prowadzące jakąkolwiek działalność przetwórczą, nie szturmują bram Unii Europejskiej ze swoimi inwestycjami i wybierają w to miejsce raczej Azję czy Bliski Wschód.

Ceny uprawnień do emisji CO₂ stały się kluczowym czynnikiem kosztowym. Jak wpływa to na stabilność planowania inwestycji i długoterminową strategię Grupy Azoty?

Cena uprawnień do emisji gazów cieplarnianych będzie odgrywać coraz większą rolę przy analizie rentowności prowadzonej działalności przemysłowej w ramach Grupy Azoty. Łatwo to zobrazować na konkrecie. Produkcja amoniaku, czyli podstawowego składnika nawozów azotowych, w całej Unii Europejskiej wyemitowała w 2024 r. około 13,8 mln t CO2 ekwiwalentu, z czego około 80% objętych zostało przydziałem bezpłatnych uprawnień. Jeżeli uśrednimy sobie cenę uprawnień w 2024 r. do 65 EUR, to wyjdzie nam obciążenie produkcji amoniaku na poziomie ponad 175 mln EUR w całej Unii Europejskiej.

Teraz musimy nałożyć sobie na to szereg zmian w Dyrektywie ETS z pakietu Fit for 55. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że spowodują wzrost kosztów związanych z uprawnieniami, w szczególności wycofanie bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych CBAM, które zostaną wyzerowane dla sektora nawozowego w 2034 r. I tu wracamy do kapitałochłonności inwestycji, dla podjęcia działań dekarbonizacyjnych wymagane są kolosalne środki, co jednak równie istotne bardzo często realizacja inwestycji dekarbonizacyjnych wiąże się z wyższą ceną produktu końcowego. „Zielone nawozy”, oparte na przykład o wodór wytworzony w procesie elektrolizy zasilanej odnawialnymi źródłami energii, będą po prostu droższe w produkcji, co może oznaczać brak możliwości uplasowania produktu na rynku. Nie oznacza to braku możliwości ich produkcji tylko potrzeby skoordynowania na poziomie państwa członkowskiego, a także szerzej całej Unii Europejskiej, innych mechanizmów umożliwiających wdrożenie takich rozwiązań, czyli np. pomocy publicznej na pokrycie luki kosztowej pomiędzy produkcją tańszą, lecz opartą na węglowodorach, a droższą, zdekarbonizowaną, znaczącego obniżenia kosztów energii elektrycznej na całym rynku, a także wdrożenia mechanizmów ochrony rynku ograniczających import tańszych, lecz bardziej obciążających klimatycznie produktów.

Czy Grupa Azoty ma dziś klarowną, mierzalną ścieżkę dekarbonizacji głównych linii produkcyjnych? Gdzie są największe bariery: w technologii, finansowaniu czy regulacjach?

W Grupie Azoty pracujemy nad aktualizacją naszej strategii, a także wdrożenie ścieżek dekarbonizacyjnych, z uwzględnieniem obecnej trudnej sytuacji finansowej. Bariery w tym procesie w sposób oczywisty występują w każdym z obszarów przez Pana wymienionych, tak samo jak w każdym z tych obszarów odnajdziemy czynniki, które będą wspierały transformację. Nie występują tutaj proste odpowiedzi, ponieważ te możliwości dekarbonizacyjne są ściśle powiązane z konkretnymi liniami produkcyjnymi. Natomiast nie możemy stracić z naszych radarów podstawowego dla każdego rodzaju działalności przemysłowej pytania, czyli czy nasz produkt znajdzie miejsce na rynku, biorąc pod uwagę koszt jego produkcji. Tu niestety odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach prawodawca unijny nie zadał sobie tego pytania wprowadzając konkretne rozwiązania regulacyjne, np. cel udziału paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego (RFNBO) w sektorze przemysłowym wykorzystującym wodór. 

W kontekście polityki klimatycznej UE pojawiają się głosy, że obecne zasady premiują kraje z mniejszym przemysłem ciężkim. Czy – Pana zdaniem – system ETS w obecnym kształcie nie prowadzi do pogłębiania nierówności gospodarczych w UE?

Kwestia nierówności rozkładu ciężarów gospodarczych wynikających z wdrażanej polityki klimatyczno-energetycznej zdecydowanie wykracza poza sam ETS, ponieważ jest to jedno z głównych, ale nie jedyne narzędzie kształtowania gospodarek państw członkowskich pod wyznaczone cele klimatyczne. Państwa o większym poziomie zelektryfikowania, z mniejszym udziałem przemysłu ciężkiego w gospodarce, z lepszym dostępem do źródeł odnawialnych i niskoemisyjnych, posiadających własne przedsiębiorstwa działające w łańcuchu wartości technologii OZE oraz zamożniejsze, czyli mogące przyjąć większy ciężar transformacyjny, znajdują się w lepszej pozycji niż państwa członkowskie nie posiadające tych właściwości. To może prowadzić do nierówności pomiędzy regionami w Unii Europejskiej, o ile nie pojawią się dodatkowe środki mające wyrównywać te dysproporcje. I tu się pojawia zasadniczy problem. Weźmy za przykład przygotowywany Industrial Decarbonisation Bank, ma on zawierać 100 mld EUR na finansowanie transformacji przemysłowej w Unii Europejskiej. Wydają się to olbrzymie środki, jednak jak szacuje Mario Draghi potrzeby inwestycyjne w tylko czterech sektorach energochłonnych: metali nieżelaznych, hutnictwie, chemii oraz papierniczym oscylują wokół 500 mld EUR do 2040 r. I tu warto zaznaczyć, że Draghi pisze wyłącznie o potrzebach inwestycyjnych, wzrost kosztów operacyjnych, czyli różnicy pomiędzy zastosowaniem procesu technologicznego mniej emisyjnego w miejsce tego bardziej emisyjnego opartego o węglowodory, będzie równie dużym, o ile nie większym ciężarem.

Idąc krok dalej Industrial Decarbonisation Bank nie jest też de facto nowymi środkami, lecz w większości kompilacją już istniejących funduszy w ramach chociażby Innovation Fund, czy InvestEU, dodatkowo zakłada, że około 30% z tej sumy zostanie uruchomione przez same państwa członkowskie, czyli będzie pochodzić z budżetów krajowych. ETS wpisuje się w te schematy. Oczywiście całkowicie osobnym jest pytaniem, na ile poszczególne państwa członkowskie same posiadają wizję dekarbonizacji przemysłu, na ile wydatkują środki pochodzące ze sprzedaży uprawnień w działania mające ograniczyć negatywne skutki ETS na przemysł i na ile z już dostępnych narzędzi na poziomie krajowym korzystają. Tu w mojej ocenie należy zachować pewną trzeźwość rozważań, ponieważ po pierwsze ETS nie został Polsce oktrojowany, lecz zarówno Polska administracja rządowa, jak i europarlamentarzyści brali w pełni udział nad dwoma ostatnimi fazami ETS, czyli nad jego kształtem od 2013 r. Po drugie natomiast jeżeli wiemy, że uwarunkowania są trudne, powinniśmy maksymalizować jako Polska wykorzystanie dostępnych środków i zasobów, aby chronić się przed zjawiskiem nierównowagi.   

W debacie o dekarbonizacji coraz częściej mówi się o różnicowaniu podejścia do sektorów strategicznych. Czy przemysł chemiczny – jako kluczowy dla bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego – powinien być objęty bardziej zrównoważoną ścieżką dojścia do neutralności klimatycznej?

Powinniśmy wdrożyć kompleksowy mechanizm rozwiązań regulacyjnych dedykowanych pewnym szczególnie istotnym i wrażliwym sektorom przemysłowym”

Zdecydowanie tak. Nie mam co do tego wątpliwości. Sektor chemiczny jest, jak to celnie sama Komisja Europejska ujmuje „przemysłem przemysłów”. Ta fundamentalność przemysłu chemicznego wynika z szerokiego zastosowania produktów i jego znaczenia dla między innymi bezpieczeństwa żywnościowego (produkcja nawozów), bezpieczeństwa materiałowego (produkcja tworzyw sztucznych) czy bezpieczeństwa lekowego (produkcja farmaceutyków). Są pewne sektory energochłonne, bez których trudno sobie wyobrazić bezpieczeństwo państwa i jednym z tych sektorów jest właśnie chemia. Pytanie jakie się rodzi, to czy chcemy posiadać własny krajowy przemysł, który jest miejscem zatrudnienia i alokuje zarobione pieniądze w Polsce, czy też nie. Jeżeli chcemy to musimy określić sobie – i mówię tu „my” szeroko, jako poszczególni interesariusze w postaci administracji rządowej i samorządowej, strony pracodawców, strony pracowniczej – co jest naszym celem na poziomie krajowym.

Procesy dekarbonizacyjne postępują i będą postępować, lecz w pewnych przypadkach wymagają dostosowania do sytuacji rynkowej. Zobrazuje to na przykładzie sektora energetycznego, pomimo zgody i liberalizacji rynku energii elektrycznej, jednak przez długi czas i co ma nadal miejsce utrzymujemy taryfy dla odbiorców końcowych w gospodarstwach domowych. Ma to na celu ich ochronę, jako podmiotów wrażliwych, zarówno z punktu widzenia ekonomicznego, jak i czysto politycznego. Podobnie powinniśmy wdrożyć kompleksowy mechanizm rozwiązań regulacyjnych dedykowanych pewnym szczególnie istotnym i wrażliwym sektorom przemysłowym. Nie po to, aby odejść od procesów dekarbonizacyjnych, ale by je móc w ogóle efektywnie realizować w tempie uzasadnionym otoczeniem rynkowym. Chodzi zatem o pewne dostosowanie tempa transformacji do możliwości technologicznych, finansowych i co najważniejsze chyba – gospodarczych konsumentów, którzy mają te zdekarbonizowane produkty odbierać.   

Jakie są dziś największe ryzyka dla realizacji inwestycji niskoemisyjnych przez Grupę Azoty? Czy problemem jest brak spójnej polityki, nieprzewidywalność cen energii, czy może coś innego?

Problemy te są kompleksowe. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że obecnie Grupa Azoty znajduje się w trudnej sytuacji i podejmowanych jest szereg działań mających na celu poprawę sytuacji finansowej i operacyjnej, a to trudne położenie zdecydowanie nie ułatwia realizacji procesów inwestycyjnych, zwłaszcza kapitałochłonnych. Jednak niezależnie od tej sytuacji, jeśli zrobimy przegląd sytuacji w całym przemyśle Unii Europejskiej, zwłaszcza w tych wyjątkowych sektorach energochłonnych problemy są do siebie zbliżone. Problemy technologiczne wynikające z braku dostępności ekonomicznie opłacalnych alternatyw względem wykorzystania węglowodorów np. w sektorze ciepła wysokotemperaturowego czy dla pewnych ciągów technologicznych z emisjami procesowymi. Problem z dostępnością finansowania, które bardzo często jest dostępne na inwestycje mniejsze np. na poprawę efektywności energetycznej, ale nie obejmuje olbrzymich inwestycji jak np. wielkoskalowa infrastruktura do wychwytu i składowania dwutlenku węgla.

Problemy z brakiem mechanizmów wyrównujących koszty operacyjne wynikające ze wzrostu kosztów po przejściu na technologie mniej emisyjne, co w przypadku wysokokonkurencyjnych rynków oznacza brak możliwości rywalizacji cenowej z innymi producentami z państw trzecich, stosującymi technologie o większym wpływie na środowisko, nie zawsze zresztą ten wpływ objawia się tylko zwiększoną emisją gazów cieplarnianych. Zdecydowanie nie pomaga również niestabilność regulacyjna oraz tworzenie nowych wymogów prawnych, które coraz częściej oderwane są od sytuacji rynkowej, czego najlepszym przykładem jest wycofywanie bezpłatnych uprawnień do emisji dla sektorów objętych mechanizmem dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (CBAM), kiedy już wiadomo, że ten mechanizm zawiera szereg problemów konstrukcyjnych, mogących paradoksalnie pogorszyć a nie poprawić sytuację producentów unijnych.

Gdyby mógł Pan dziś skierować jedno konkretne oczekiwanie do decydentów w Brukseli i Warszawie – co byłoby najważniejsze, by transformacja przemysłu była możliwa, a nie tylko postulowana?

Transformacja przemysłowa jest potrzebna, ale w tempie i na zasadach, które wzmocnią niezależność gospodarczą Unii Europejskiej

Jest to trudne pytanie ponieważ, jak wydaje mi się widać w tej rozmowie, jako Grupa Azoty mamy tych postulatów sporo. Natomiast jeżeli miałbym skupić się na jednym elemencie to zwróciłbym uwagę na kwestię strategiczną. Transformacja sektora elektroenergetycznego i transformacja sektora przemysłowego to diametralnie odmienne od siebie procesy.

W przypadku elektroenergetyki utworzenie modelu rynku opartego o wyznaczanie ceny na bazie kosztów wytworzenia, przy jednoczesnym tworzeniu mechanizmów dodatkowo obciążających wykorzystanie węglowodorów oraz braku możliwości przeniesienia do państw trzecich wytwarzania towaru jakim jest energia elektryczna, powoduje, że zaplanowanie takiego procesu jest trudne, ale i tak zdecydowanie prostsze niż w przypadku sektora przemysłowego, gdzie dochodzą zupełnie nowe czynniki w postaci możliwości przeniesienia produkcji, znacznej różnorodności procesów technologicznych, występujących braku w pewnych przypadkach alternatyw technologicznych do obecnej produkcji, czy wreszcie – już nie tak silna – pozycja Unii Europejskiej w zakresie badań i rozwoju. To jakbyśmy po nauczeniu się jazdy samochodem postanowili przesiąść się i zastosować ten sam schemat kierowania do lotu myśliwcem bojowym. Pomimo, że i samochód i myśliwiec są niewątpliwie mechanicznymi środkami przemieszczania się, nie oznacza, że ich schemat działania jest ten sam, analogicznie jest w przypadku elektroenergetyki i przemysłu. Transformacja przemysłowa jest potrzebna, ale w tempie i na zasadach, które wzmocnią niezależność gospodarczą Unii Europejskiej, a nie doprowadzą do jej deindustrializacji, gdyż nie da się ukryć, że najszybszą metodą dekarbonizacji przemysłu byłoby zamykanie zakładów.

Powiązane artykuły

Polska przeciera szlaki w przesyłaniu wodoru. KE potwierdza niezależność Gaz-Systemu, otwierając drogę do budowy wielkoskalowej sieci wodorowej.

Gaz-System przeciera szlaki. Polska spółka pierwszym w Europie certyfikowanym operatorem wodoru

Komisja Europejska wydała pozytywną opinię w procesie certyfikacji spółki Gaz-System na operatora systemu przesyłowego wodoru. To precedensowa decyzja w skali kontynentu, która stawia polskiego operatora w roli lidera wyznaczającego standardy dla nowej gałęzi rynku energii. Bruksela potwierdza niezależność Pozytywna opinia…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 2 minuty
Meksyk integruje magazyny energii z systemem prawnym. Nowe kryteria techniczne i limity mocy mają zwiększyć stabilność sieci i ułatwić rozwój instalacji hybrydowych.

Meksyk reformuje energetykę rozproszoną

Meksykańska Komisja Regulacji Energii rozpoczęła konsultacje nad nowelizacją przepisów dotyczących generacji rozproszonej. Najważniejszą zmianą jest formalne włączenie systemów magazynowania energii do ram prawnych. Dotychczasowe regulacje skupiały się głównie na samej produkcji prądu, pomijając systemy bateryjne. Nowy projekt ma usunąć luki…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 2 minuty
Zmień zgody