Słońce świeci, a sieć pracuje na zwiększonych obrotach. Dlaczego operator chce sterować Twoim falownikiem? (VIDEO)
Pomysł, by operatorzy sieci mogli w określonych sytuacjach wpływać na pracę domowych instalacji fotowoltaicznych, wzbudził spore emocje wśród prosumentów. Czy to początek zdalnego ograniczania produkcji z dachów? Łukasz Sosnowski ze Stoen Operator przekonuje, że chodzi o coś zupełnie innego. I wskazuje na lekcję płynącą z hiszpańskiego blackoutu.
Blackout nie kończy się w chwili, gdy operator ponownie poda napięcie do sieci. Wtedy zaczyna się jedna z najtrudniejszych części całej operacji: bezpieczne uruchamianie systemu. Problem robi się szczególnie poważny tam, gdzie pracują tysiące instalacji fotowoltaicznych.
Słońce świeci, napięcie wraca i zaczyna się problem
Łukasz Sosnowski ze Stoen Operator tłumaczy ten mechanizm na prostym przykładzie. Wyobraźmy sobie słoneczny dzień i nagłą awarię sieci. Napięcie znika, więc falowniki przydomowych instalacji fotowoltaicznych automatycznie się wyłączają. Tak mają działać – to jeden z podstawowych mechanizmów bezpieczeństwa.
Po pewnym czasie operator zaczyna odbudowywać sieć. Napięcie wraca. I właśnie wtedy setki albo tysiące falowników mogą niemal jednocześnie ponownie rozpocząć produkcję.
Moc w sieci gwałtownie rośnie, napięcie może przekroczyć dopuszczalny poziom, więc falowniki ponownie się odłączają. Po chwili napięcie spada i urządzenia znów próbują się uruchomić. I tak w kółko.
– Proszę sobie wyobrazić, że setki albo tysiące falowników pracują w ten sposób – mówi Sosnowski.
Dla operatora oznacza to ogromny problem. Moc raz pojawia się w sieci, za chwilę znika, a jej parametry trudno ustabilizować. Cierpią również same urządzenia, bo ciągłe załączanie i wyłączanie oznacza dodatkową pracę m.in. dla styczników.
Sosnowski przywołuje przy tym przykład Hiszpanii. Jak podkreśla, odbudowa systemu po tamtejszym blackoucie trwała wiele godzin, a sytuację dodatkowo komplikowała duża liczba źródeł pracujących w sieci.
Operator chce sterować falownikiem. Po co?
To właśnie na takie sytuacje operatorzy chcieliby mieć dodatkowe narzędzie. Nie chodzi – jak przekonuje Sosnowski – o codzienne sterowanie produkcją prosumentów ani o swobodne wyłączanie instalacji wtedy, gdy w systemie jest zbyt dużo energii.
Chodzi o możliwość selektywnego i obszarowego opóźnienia załączenia części falowników albo czasowego ograniczenia ich pracy podczas odbudowy sieci.
W praktyce operator mógłby uruchamiać kolejne fragmenty systemu etapami, zamiast mierzyć się z sytuacją, w której tysiące źródeł jednocześnie reagują na powrót napięcia. To miałby być więc przede wszystkim mechanizm bezpieczeństwa.
Im sprawniej uda się ustabilizować sieć, tym szybciej prąd wróci do odbiorców.
Przepisy już dziś dają operatorom pewne możliwości
Sosnowski zwraca uwagę, że już obecne przepisy przewidują możliwość sterowania niektórymi źródłami fotowoltaicznymi o mocy powyżej 10 kW. Operatorzy nie wykorzystują jednak tego rozwiązania powszechnie.
W dyskutowanych nowych regulacjach urządzenie umożliwiające komunikację i sterowanie instalacją miałoby być montowane na koszt operatora. Sam sposób zarządzania takim systemem – jak podkreśla przedstawiciel Stoen Operator – powinien być przejrzysty i jasno określony.
To właśnie ten element jest szczególnie ważny z punktu widzenia prosumentów. Możliwość zdalnego wpływania na prywatną instalację siłą rzeczy budzi pytania o granice takiej kontroli.
„Sam jestem prosumentem”
Sosnowski przekonuje, że rozumie te obawy również z własnej perspektywy.
– Sam jestem prosumentem. Jeżeli operator ma problem, a ja mogę mu pomóc, to dlaczego ma z tego nie skorzystać? – mówi.
Zwraca też uwagę na pewien paradoks. Wielu właścicieli instalacji PV już dziś podłącza swoje falowniki do internetu i korzysta z aplikacji producentów. Dane o pracy urządzeń trafiają do chmury, a użytkownik nie zawsze dokładnie wie, gdzie są przechowywane i jakie możliwości techniczne ma dostawca systemu. Zdaniem Sosnowskiego wraz z rozwojem energetyki zmieni się również rola samych odbiorców.
Prosument posiadający fotowoltaikę, magazyn energii czy samochód elektryczny nie będzie już wyłącznie odbiorcą albo producentem prądu. Coraz częściej będzie mógł aktywnie pomagać sieci. Zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych.
Magazyny energii w Warszawie i samochód zamiast transformatora
Temat sterowania falownikami to tylko jeden z wątków rozmowy Jacka Stężowskiego z Łukaszem Sosnowskim.
W podcaście przedstawiciel Stoen Operator opowiada również o projekcie 10 magazynów energii instalowanych w warszawskich stacjach transformatorowych i tłumaczy, dlaczego przygotowanie inwestycji zajęło ponad dwa lata.
Mówi także o rosnącym zapotrzebowaniu Warszawy na energię i moc. Według przedstawianych przez operatora prognoz moc szczytowa potrzebna stolicy może do 2030 roku nawet się podwoić.
Taką rolę może w przyszłości pełnić również samochód elektryczny. Auto z baterią o pojemności 100 kWh to nie tylko środek transportu, ale potencjalnie także duży magazyn energii. Przy odpowiedniej technologii i przepisach energia zgromadzona w samochodzie mogłaby pomagać w bilansowaniu lokalnej sieci i w niektórych przypadkach ograniczać potrzebę kosztownych inwestycji infrastrukturalnych.
Cały odcinek podcastu z Łukaszem Sosnowskim już jest dostępny na naszym kanale. Zapraszamy!

Dodaj komentarz