Podsumowanie konferencji „Transformacja energetyczna – Nowe technologie i wyzwania biznesu” cz. 1
Fotorelacja z wydarzenia dostępna jest na Konferencja – Transformacja Energetyczna – Nowe technologie i wyzwania biznesu
Pierwsza część konferencji „Transformacja Energetyczna – Nowe technologie i wyzwania biznesu” już od otwarcia pokazała, że dyskusja o energetyce to nie tylko rozmowy o nowych mocach wytwórczych czy dekarbonizacji. Coraz wyraźniej staje się to debata o bezpieczeństwie państwa, roli technologii, odporności systemu elektroenergetycznego oraz miejscu polskiego przemysłu w światowych łańcuchach dostaw. Te właśnie wątki pobrzmiewały najmocniej podczas wystąpień inaugurujących wydarzenie oraz panelu poświęconego local content w transformacji energetycznej.
Konferencję otworzyli Katarzyna Wypychewicz, CEO Grupy Mediowej E-Magazyny, oraz Jacek Stężowski, redaktor naczelny portalu e-magazyny.pl. Już sama formuła wydarzenia wskazywała, że jego celem nie jest jedynie prezentacja wybranych technologii, ale stworzenie przestrzeni do rozmowy o całym ekosystemie transformacji: od regulacji, przez inwestycje i finansowanie, aż po kompetencje krajowego rynku. W centrum uwagi znalazły się magazyny energii, sieci, przemysł, zamówienia publiczne oraz pytanie, czy Polska może przejść transformację nie tylko jako odbiorca technologii, ale także jako aktywny uczestnik budowy nowego sektora gospodarczego.

Magazyny energii jako element bezpieczeństwa, a nie tylko dodatek do OZE
Pierwszym mocnym akcentem konferencji było wystąpienie dr Konrada Wojnarowskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Energii. Zainaugurowało ono wydarzenie w sposób bardzo konkretny: rozmowa o magazynach energii została osadzona nie tylko w kontekście rynku OZE, ale przede wszystkim w kontekście bezpieczeństwa systemu elektroenergetycznego i odporności gospodarki na światowe zmiany.
Wiceminister podczas swojego wystąpienia zadeklarował wsparcie rządu dla budowy magazynów energii oraz przekazał, że operatorzy sieci otrzymali „jasne wytyczne” dotyczące przyspieszania procedur dla tego typu inwestycji. To niezwykle ważne przesunięcie akcentu – jeszcze kilka lat temu magazyny energii były często przedstawiane jako technologia przyszłości, uzupełnienie fotowoltaiki albo rozwiązanie dla najbardziej zaawansowanych prosumentów. Dziś coraz częściej są traktowane jako infrastruktura krytyczna transformacji energetycznej.

Bez magazynów energii trudno bowiem mówić o efektywnej integracji źródeł odnawialnych, ograniczaniu redysponowania, zwiększaniu autokonsumpcji, świadczeniu usług elastyczności czy budowaniu lokalnej odporności energetycznej. Wystąpienie przedstawiciela Ministerstwa Energii dobrze pokazało, że magazynowanie energii wchodzi do głównego nurtu polityki energetycznej.
Jednym z najciekawszych elementów całej przemowy Ministra było również podkreślenie, że magazyny energii promowane przez rząd powinny umożliwiać pracę wyspową, aby mogły stanowić narzędzie przeciwdziałania skutkom potencjalnych blackoutów. W tym kontekście przywołane zostało ryzyko wielkoskalowych awarii systemów energetycznych i wskazano, że jeden dzień blackoutu mógłby oznaczać dla polskiej gospodarki straty rzędu 40 mld zł.
Ten wątek bardzo dobrze korespondował z późniejszą częścią konferencji. Skoro energetyka staje się jednym z filarów odporności państwa, to dyskusja o transformacji nie może ograniczać się do prostego pytania o moc zainstalowaną w OZE. Coraz istotniejsze stają się pytania o elastyczność, sterowalność, pracę lokalną, odporność infrastruktury, zdolność do zarządzania kryzysowego oraz to, czy krajowy przemysł będzie w stanie dostarczać rozwiązania niezbędne dla tego procesu.
Prof. Leszek Balcerowicz i gospodarcze tło transformacji
Po wystąpieniu przedstawiciela administracji rządowej na scenie pojawił się prof. Leszek Balcerowicz, który wygłosił wystąpienie dotyczące przyszłości polskiej gospodarki. Umieszczenie tego punktu programu w pierwszej części konferencji było szczególnie trafne, ponieważ transformacja energetyczna nie dzieje się bez kontekstu. Należy ją rozpatrywać w oparciu o procesy technologiczne, regulacyjne i środowiskowe, ale przede wszystkim jako proces gospodarczy.

Prof. Balcerowicz rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia punktu wyjścia polskiej transformacji ustrojowej i gospodarczej. Jak mówił, Polska po 1989 roku musiała zmierzyć się jednocześnie z regresem względem Zachodu, hiperinflacją i problemem zadłużenia.
– Odziedziczyliśmy, powstrzymaliśmy katastrofę, która po pierwsze oznaczała regres w stosunku do Zachodu. Po drugie, mieliśmy katastrofę hiperinflacji. W ostatnich miesiącach 1989 roku ceny rosły w tempie 20–30%. Po trzecie, byliśmy bankrutem wobec Zachodu – wskazywał prof. Leszek Balcerowicz.
Ten historyczny punkt odniesienia miał w jego wystąpieniu znaczenie nie tylko retrospektywne. Profesor pokazywał bowiem, że sukces gospodarczy nie jest dany raz na zawsze, a dalszy rozwój zależy od jakości instytucji, stabilności finansów publicznych, zakresu wolności gospodarczej i aktywności sektora prywatnego. Jak podkreślał:
– Wcieliliśmy w życie radykalny program, który po pierwsze obejmował stabilizację, czyli ograniczenie gigantycznej inflacji, a po drugie reformy ustrojowe, również gospodarcze, na czele z zasadniczym rozszerzeniem wolności gospodarczej, rozszerzeniem udziału sektora prywatnego, bez którego nie ma rozwoju, oraz prywatyzacją.
Z perspektywy konferencji poświęconej transformacji energetycznej ten fragment był szczególnie ważny. Pokazywał bowiem, że wielkie zmiany strukturalne wymagają nie tylko decyzji politycznych, ale również trwałych warunków rozwoju gospodarczego. Energetyka wpływa dziś na konkurencyjność przemysłu, koszty prowadzenia działalności, atrakcyjność inwestycyjną kraju, bezpieczeństwo łańcuchów dostaw i możliwości eksportowe firm. Dlatego rozmowa o transformacji musi obejmować nie tylko to, jakie źródła energii będą dominować w systemie, ale również to, czy gospodarka będzie w stanie wykorzystać ten proces do budowy nowych kompetencji i przewag konkurencyjnych.
Reformy, finanse publiczne i konkurencyjność gospodarki
Wystąpienie prof. Balcerowicza było również ostrzeżeniem przed traktowaniem dotychczasowego sukcesu gospodarczego jako czegoś trwałego i niezależnego od decyzji politycznych. Profesor zwracał uwagę, że Polska znacząco zmniejszyła dystans rozwojowy wobec państw Zachodu, ale jednocześnie od kilkunastu lat nie prowadzi głębokich reform gospodarczych.
– Mamy mniej więcej 80% dochodu przeciętnego kraju OECD. Jeszcze nam trochę brakuje. Udało nam się usunąć dużą część tej różnicy na niekorzyść Polski, ale to nie oznacza, że wszystko się udało zrobić dzięki reformom – mówił.
Następnie dodawał jeden z najmocniejszych fragmentów swojego wystąpienia:
– Od kilkunastu lat nie mamy w Polsce żadnych reform gospodarczych, nie ma żadnej prywatyzacji, mimo że udział sektora państwowego w gospodarce w Polsce wynosi najwięcej, obok Turcji, w Europie.
Ten cytat dobrze ustawia także późniejszą dyskusję o local content. Jeżeli transformacja energetyczna ma stać się impulsem rozwojowym, nie może opierać się wyłącznie na hasłach o krajowym udziale w inwestycjach. Potrzebuje zdrowych fundamentów gospodarczych: stabilnych finansów publicznych, przewidywalnego otoczenia regulacyjnego, silnego sektora prywatnego, konkurencji i odpowiednio zaprojektowanych instrumentów wsparcia.
W kontekście transformacji energetycznej ma to bardzo praktyczne znaczenie. Przeciążone finanse publiczne ograniczają zdolność państwa do prowadzenia długofalowej polityki inwestycyjnej, wspierania infrastruktury sieciowej, finansowania innowacji i budowania stabilnych programów wsparcia. Transformacja wymaga kapitału, ale także wiarygodności. A ta zależy od tego, czy państwo potrafi prowadzić politykę gospodarczą w sposób przewidywalny i odpowiedzialny.

W części pytań z sali prof. Balcerowicz odniósł się również bezpośrednio do energetyki odnawialnej i niezależności energetycznej Polski. Zastrzegając, że nie jest specjalistą w tym obszarze, wskazał na pozytywny kierunek wzrostu udziału OZE w polskiej gospodarce. Jednocześnie bardzo jasno ocenił dalsze utrzymywanie wysokiego udziału energetyki węglowej:
– Z ubolewaniem stwierdzam, że ciągle mamy za dużo energetyki węglowej, do której dopłacamy 8 miliardów rocznie. Trzeba więc odchodzić od energii węglowej, bo ona się nie opłaca, i przyspieszać rozwój energetyki odnawialnej.
To ważny głos w debacie, bo pokazuje, że OZE i magazyny energii nie powinny być rozpatrywane wyłącznie jako element polityki klimatycznej. Coraz częściej stają się również elementem rachunku ekonomicznego, do którego w zasadzie dokłada każdy z nas. Jeżeli utrzymywanie określonych aktywów generuje rosnące koszty, a nowe technologie mogą obniżać koszty systemowe, zwiększać bezpieczeństwo i wzmacniać lokalną niezależność energetyczną, wówczas transformacja przestaje być tylko obowiązkiem regulacyjnym. Staje się wtedy niezwykle ważną decyzją gospodarczą.
Local content: jaka jest stawka?
Pierwszy panel konferencji – „Local content w transformacji energetycznej – czy Polska może zbudować własny przemysł?” – bardzo dobrze wpisał się w tę logikę. Dyskusję prowadziła Aleksandra Hołownia z Dziennika Gazety Prawnej, a udział wzięli przedstawiciele administracji, organizacji branżowych, sektora publicznego i think tanków: Barbara Adamska z Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, Przemysław Grosfeld z Urzędu Zamówień Publicznych, Dorota Jeziorowska z Ministerstwa Energii, Eliza Kruczkowska z Think Tank The Company, Wojciech Pawłuszko z Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz Dominika Taranko z Wind Industry Hub.

Punktem wyjścia do dyskusji była skala inwestycji, które czekają polską energetykę i szerzej – całą gospodarkę. Dorota Jeziorowska z Ministerstwa Energii podkreślała, że nie mówimy o korekcie systemu, ale o bezprecedensowym strumieniu kapitału.
– Skala inwestycji w sektorze energetycznym jest faktycznie przeogromna. Opierając się na aktualizacji Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu, widzimy, że skala tych nakładów inwestycyjnych dla całego sektora szeroko pojętego, nie tylko elektroenergetycznego czy ciepłowniczego, ale także dla przemysłu i transportu, to w zależności od scenariusza 2,7 biliona złotych do roku 2040. W przypadku scenariusza ambitnego – 3,5 biliona złotych – mówiła.
Jednocześnie wskazała, że do samego 2030 roku nakłady inwestycyjne tylko dla sektora elektroenergetycznego mogą wynieść od 280 do 390 mld zł.
– To jest naprawdę przeogromna kwota, jeżeli chodzi o inwestycje do 2030 roku, które mają być oddane do użytkowania – dodała.
Te liczby bardzo dobrze pokazują, dlaczego rozmowa o local content nie jest dodatkiem do dyskusji o energetyce, ale jednym z jej centralnych elementów. Jeżeli w najbliższych latach przez sektor energetyczny, przemysłowy i transportowy przepłyną biliony złotych, zasadnicze pytanie brzmi: jaka część tej wartości zostanie w Polsce? Czy będzie budować krajowe kompetencje, miejsca pracy, bazę technologiczną i eksportową? Czy też Polska stanie się przede wszystkim rynkiem odbioru urządzeń, komponentów i gotowych rozwiązań dostarczanych z zewnątrz?
Local content nie może być mylony z prostym protekcjonizmem
Sam temat panelu dotknął jednego z najważniejszych pytań strategicznych dla polskiej transformacji: czy local content powinien być rozumiany wyłącznie jako hasło promujące krajowe firmy? Dyskusja pokazała, że absolutnie nie. W praktyce chodzi bowiem o zdolność państwa i rynku do budowy lokalnych kompetencji, miejsc pracy, zaplecza produkcyjnego, usług serwisowych, kompetencji projektowych i udziału polskich przedsiębiorstw w łańcuchach wartości.
To także pytanie o to, czy transformacja energetyczna będzie impulsem modernizacyjnym dla gospodarki, czy jedynie kosztem dostosowania do nowych wymogów klimatycznych i technologicznych.
Ryzyko zbyt prostego rozumienia local content było jednym z ważniejszych wątków panelu. Dyskusja pokazała, że komponent krajowy nie może być sprowadzany do administracyjnej preferencji dla wybranych podmiotów ani do zamykania rynku przed konkurencją. Jeżeli ma być realnym narzędziem rozwoju, musi oznaczać coś więcej: budowę zdolności konkurencyjnych, rozwój kompetencji, odporność łańcuchów dostaw, przewidywalność inwestycji i rzeczywisty udział krajowych firm w tworzeniu wartości dodanej.
W tym kontekście szczególnie istotna była wypowiedź Wojciecha Pawłuszko z Ministerstwa Aktywów Państwowych, który wyjaśniał, dlaczego komponent krajowy nie powinien być brany całkowicie dosłownie, w kontekście samego pojęcia.
– Trudno jest spojrzeć na ten temat zero-jedynkowo. Czyli że ktoś jest w stu procentach krajowy albo nie jest krajowy. Mamy międzynarodowy obrót gospodarczy i nie ma tak naprawdę konsensusu na świecie, jak do tego podejść w sposób jednolity – mówił.
Jak zaznaczał, celem nie jest dyskryminowanie inwestorów zagranicznych, ale lepsze zrozumienie struktury rynku i tego, jaki realny wpływ określone inwestycje mają na krajową gospodarkę.
– Te wagi, jeżeli chodzi o komponent krajowy, nie służą temu, żeby wprowadzać do specyfikacji istotnych warunków zamówienia tego, że preferujemy określony podmiot. Funkcjonujemy na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej, więc dyskryminacja ze względu na krajowość jest oczywiście zakazana – podkreślał.
To ważne doprecyzowanie, bo przesuwa dyskusję z poziomu prostych haseł na poziom narzędzi analitycznych, danych i projektowania polityki przemysłowej. Local content ma być nie tyle mechanizmem wykluczania konkurencji, ile sposobem świadomego mierzenia, planowania i wzmacniania udziału krajowych kompetencji w strategicznych inwestycjach.
Zamówienia publiczne jako narzędzie wyrównywania szans
Osobny, bardzo ważny wątek panelu dotyczył zamówień publicznych. Przemysłowy wymiar transformacji energetycznej zależy bowiem nie tylko od tego, jakie inwestycje zostaną uruchomione, ale również od tego, jak będą przygotowywane przetargi, warunki udziału, kryteria oceny ofert, wymogi referencyjne czy warunki płatności.
Przemysław Grosfeld z Urzędu Zamówień Publicznych podkreślał, że zamówienia publiczne są silnie regulowane przez prawo krajowe i unijne, ponieważ stanowią jedną z głównych emanacji wspólnego rynku. Nie mogą więc służyć prostemu preferowaniu krajowych przedsiębiorców. Mogą natomiast być projektowane w sposób bardziej świadomy.
– Chodzi o wyrównywanie szans. Chodzi o to, żebyśmy konstruując warunki zamówienia czy wszystkie elementy przetargu, brali pod uwagę również nasz krajowy rynek i możliwości przedsiębiorców polskich czy posiadających silny komponent krajowy – mówił.
To jedna z najważniejszych wypowiedzi całego panelu, ponieważ dobrze pokazuje różnicę między protekcjonizmem a inteligentnym projektowaniem zamówień. Zamawiający nie musi i nie powinien wskazywać „swoich” wykonawców. Powinien natomiast znać rynek, rozumieć jego potencjał i tak kształtować warunki udziału, aby nie eliminować z góry podmiotów, które mogłyby konkurować jakością, doświadczeniem, technologią czy zdolnością wykonawczą. Jak wyjaśniał Przemysław Grosfeld:
– Chodzi o to, żeby świadomie korzystać z różnych narzędzi, rozpoznawać rynek i wiedzieć, czy na tym rynku mamy również podmioty polskie czy z elementem krajowym, które są zdolne wykonać to zamówienie, i później w taki sposób je konstruować, żeby mogły na równych zasadach konkurować z dużymi czy zagranicznymi podmiotami.
W praktyce oznacza to, że local content zaczyna się często znacznie wcześniej niż w momencie wyboru wykonawcy. Zaczyna się na etapie dialogu technicznego, analizy rynku, ustalania warunków udziału, zakresu referencji, wymogów dotyczących personelu, harmonogramów realizacji czy warunków płatności. Źle zaprojektowany przetarg może formalnie być otwarty, ale faktycznie wykluczać krajowe firmy, zwłaszcza te mniejsze i średnie, które nie mają jeszcze skali porównywalnej z globalnymi koncernami.
Magazyny energii jako sektor wysokiego potencjału krajowego
Najmocniejszy branżowy wymiar dyskusji pojawił się w wypowiedzi Barbary Adamskiej z Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii. To właśnie magazyny energii zostały pokazane jako jeden z sektorów, w których polski local content może być nie tylko hasłem, ale realną przewagą. Barbara Adamska zwróciła uwagę, że local content nie dotyczy wyłącznie zamówień publicznych ani inwestycji spółek Skarbu Państwa. Jeżeli Polska chce, aby krajowe firmy były gotowe uczestniczyć w dużych postępowaniach, warunki do tego trzeba tworzyć z wyprzedzeniem.
– Mówiąc o local content, warto mieć świadomość, że local content to nie są tylko zamówienia publiczne, to nie są tylko inwestycje realizowane przez spółki Skarbu Państwa. Chcąc zadbać o local content, o to, żeby inwestorzy, polskie firmy podjęły decyzje inwestycyjne, żeby zbudowały moce produkcyjne, żeby zbudowały kompetencje i były gotowe oferować je w tych przetargach, musimy zadbać o warunki, żeby to się dokonało – przekonywała.
Ten fragment bardzo dobrze uzupełnia wcześniejsze wypowiedzi dotyczące zamówień publicznych. Sam przetarg nie zbuduje przemysłu, jeżeli wcześniej nie powstanie przewidywalny pipeline inwestycji, dialog z rynkiem i warunki do budowy mocy produkcyjnych. Firmy nie zainwestują w fabryki, kompetencje, certyfikacje, kadry i zaplecze technologiczne, jeżeli nie będą widziały realnej perspektywy udziału w rynku.
Barbara Adamska nazwała to bardzo wprost:
– Nie chodzi tylko o rozpoznawanie rynku, czy są oferenci. Chodzi o zbudowanie warunków i dialogu z biznesem, żeby ci oferenci byli. To jest ta ogromna praca domowa, którą mamy do wykonania, czyli dialog i danie jasnej perspektywy, wiążącej perspektywy dla przedsiębiorców, którzy chcą budować w Polsce.
Przewidywalność jako warunek budowy przemysłu
Wypowiedź Barbary Adamskiej szczególnie mocno wybrzmiała w kontekście skali inwestycji energetycznych. Skoro – jak wskazywała Dorota Jeziorowska – mówimy o nakładach liczonych w bilionach złotych, to brak skoordynowania tego procesu z budową krajowych kompetencji oznaczałby ogromną utraconą szansę.
– Absolutnie musi być przewidywalność, jeżeli jako kraj projektujemy inwestycje infrastrukturalne, które są bezprecedensowe w historii, porównywalne tak naprawdę z elektryfikacją po II wojnie światowej – podkreślała.
Następnie dodała jeden z najmocniejszych cytatów panelu:
– Realizując tak ogromne inwestycje w energetyce – tutaj padały kwoty biliony złotych – nieskoordynowanie tego z budowaniem jednocześnie silnej branży gospodarczej, która dostarczy te rozwiązania, to jest stracona szansa.
To zdanie dobrze streszcza sens całej dyskusji o local content. Transformacja energetyczna nie polega wyłącznie na tym, aby wymienić źródła wytwarzania energii i zmodernizować sieci. Polega również na tym, aby wokół tych inwestycji powstały nowe kompetencje gospodarcze. Jeżeli Polska nie zbuduje ich odpowiednio wcześnie, będzie musiała kupować coraz większą część rozwiązań za granicą, a potencjał rozwojowy transformacji zostanie wykorzystany tylko częściowo.
Transformacja jako projekt gospodarczy
Pierwsza część konferencji wyraźnie pokazała, że transformacja energetyczna nie może być traktowana wyłącznie jako sektorowa modernizacja energetyki. To projekt gospodarczy, przemysłowy i instytucjonalny, w swoim zamierzeniu zmieniający właściwie wszystkie gałęzie funkcjonowania państwa. Wystąpienie przedstawiciela Ministerstwa Energii nadało dyskusji wymiar polityki publicznej, a wykład prof. Leszka Balcerowicza przypomniał, że każda transformacja dokonuje się w określonych warunkach gospodarczych i wpływa na konkurencyjność kraju.
Panel o local content udowodnił natomiast, że bez krajowych kompetencji, mądrych zamówień publicznych, przewidywalności inwestycji i aktywnego podejścia do łańcuchów dostaw Polska może nie wykorzystać pełnego potencjału nadchodzących inwestycji.
Bardzo mocno wybrzmiało to również w końcowym fragmencie wystąpienia prof. Balcerowicza, w którym wskazał, że dalszy rozwój nie wydarzy się automatycznie.
– Przyszłość będzie zależała od dokończenia niezbędnych reform – podkreślał. – W wolnym społeczeństwie, jakim na szczęście jesteśmy, to głównie zależy od tego, jak silny będzie nacisk bardziej kompetentnej części społeczeństwa. Na czele tej kompetentnej części są, a na pewno powinni być, przedsiębiorcy i ich organizacje.
To zdanie dobrze domyka pierwszą część konferencji. Transformacja energetyczna nie jest procesem, który wydarzy się wyłącznie dzięki regulacjom, dotacjom i decyzjom administracyjnym. Wymaga aktywności biznesu, presji na dobre prawo, odpowiedzialności instytucji publicznych, jakościowych zamówień, inwestycji w kompetencje i realnej rozmowy o kosztach oraz korzyściach.
Najważniejszy wniosek z tej części wydarzenia jest prosty: transformacja energetyczna wymaga technologii, ale sama technologia nie wystarczy. Potrzebne są procedury, które nie blokują inwestycji. Niezbędne są sieci gotowe przyjmować nowe źródła i magazyny. Nic nie wydarzy się bez rozsądnych programów finansowych, które będą wspierać rozwiązania rzeczywiście potrzebne systemowi. I wreszcie – ogromnie ważne jest zbudowanie kompetencji przemysłowych, które pozwolą tworzyć wartość w kraju, co z resztą wybrzmiewało podczas całej konferencji.