Unia zaostrza kurs wobec Polski. Nie przyśpieszyliśmy procedur ws. OZE

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 5 minut
oze ue
Źródło: Shutterstock

Komisja Europejska zaostrza kurs wobec Polski w sprawie wdrażania przepisów dotyczących odnawialnych źródeł energii. Ogłosiła przejście do drugiego etapu procedury naruszeniowej za niewypełnienie obowiązków wynikających z dyrektywy o OZE. W ocenie KE Warszawa nie wprowadziła na czas wymaganych uproszczeń i skrócenia procedur administracyjnych, które miały ułatwić podłączanie nowych instalacji odnawialnych do systemu elektroenergetycznego.

Biurokracja jako bariera dla zielonej energii

Spór dotyczy znowelizowanej w 2023 roku dyrektywy, która – obok wyznaczenia celów udziału OZE w unijnym miksie – nakłada na państwa członkowskie obowiązek uporządkowania ścieżki inwestycyjnej. Przepisy wymagają maksymalnych terminów na wydawanie pozwoleń, działania tzw. jednego punktu kontaktowego dla inwestorów oraz uznania projektów odnawialnych i powiązanej infrastruktury za nadrzędny interes publiczny. Na wdrożenie tych zasad państwa miały czas do 1 lipca 2024 roku; ponieważ Polska nie zrobiła tego w pełnym zakresie, już latem Komisja uruchomiła wobec niej pierwszy etap procedury naruszeniowej.

Unijni prawodawcy wskazują, że to przewlekłe procedury administracyjne, a nie brak technologii, najczęściej blokują rozwój OZE. Skomplikowane wymagania planistyczne, długie oceny oddziaływania na środowisko, rozciągnięte w czasie uzgodnienia przyłączeniowe i niedobory kadr w administracji sprawiają, że nawet gotowe projekty potrafią utknąć na lata. Tymczasem Europa, by realizować cele klimatyczne i ograniczać zależność od paliw kopalnych, potrzebuje szybkiego przyrostu mocy wiatrowych i słonecznych oraz rozbudowy sieci przesyłowych.

Dyrektywa ma zmienić tę rzeczywistość, wprowadzając jasne limity czasowe dla kluczowych decyzji oraz uproszczone procedury, zwłaszcza w obszarach uznanych za szczególnie korzystne dla rozwoju OZE. W zamyśle oznacza to mniej dokumentów, jedną instytucję koordynującą proces i większą przewidywalność dla inwestorów. W ocenie Komisji obecne zmiany w polskich przepisach nie gwarantują jednak takiego efektu, dlatego zdecydowano o przejściu do kolejnego etapu postępowania.

Drugi etap sporu z Komisją Europejską

Wejście w drugi etap procedury oznacza, że do Warszawy trafi tzw. uzasadniona opinia – formalne wezwanie do usunięcia naruszenia wraz ze szczegółowym opisem zastrzeżeń. Komisja wskaże w nim, które zapisy dyrektywy o OZE nie zostały prawidłowo przełożone na prawo krajowe i gdzie nadal brakuje mechanizmów przyspieszających wydawanie pozwoleń i przyłączeń. Rząd będzie miał dwa miesiące na odpowiedź i przedstawienie planu naprawczego. Jeżeli KE uzna te działania za niewystarczające, kolejnym krokiem może być skarga do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Stawką są nie tylko relacje z Brukselą, ale też tempo krajowej transformacji energetycznej. Inwestorzy od lat sygnalizują, że proces uzyskiwania pozwoleń na budowę instalacji OZE jest w Polsce zbyt długi i obarczony wysoką niepewnością. Brak sprawnie działającego „jednego okienka” oraz jasnych terminów rozpatrywania wniosków podnosi ryzyko biznesowe i utrudnia planowanie projektów wymagających wieloletnich nakładów kapitałowych. W praktyce to właśnie decyzje urzędów, a nie koszty technologii, często decydują o tym, czy dana inwestycja dojdzie do skutku.

Konsekwencje dla transformacji i finansów

Komisja przypomina, że bez uproszczenia procedur kraje unijne nie będą w stanie zrealizować swoich zobowiązań klimatycznych. Biurokracja nie może być wąskim gardłem zielonej transformacji, dlatego w prawie unijnym pojawiły się narzędzia takie jak domniemanie nadrzędnego interesu publicznego dla projektów OZE oraz obowiązek wprowadzenia maksymalnych terminów na wydanie decyzji administracyjnych. Mają one ułatwić godzenie wymogów ochrony środowiska, potrzeb rozwoju sieci i lokalnych uwarunkowań przestrzennych.

Dla Polski spór ma również wymiar finansowy i wizerunkowy. Niewystarczające wdrożenie prawa unijnego może zakończyć się wyrokiem TSUE, a później także karami pieniężnymi, jeśli orzeczenie nie zostanie wykonane. Pośrednio w grę wchodzi reputacja kraju jako partnera, który potrafi skutecznie korzystać z europejskich środków na modernizację systemu energetycznego, rozwój sieci i wsparcie zielonych inwestycji. Inwestorzy coraz częściej patrzą nie tylko na poziom wsparcia, ale właśnie na stabilność i przejrzystość przepisów.

Co dalej?

Najbliższe miesiące pokażą, czy rząd zdecyduje się na głębszą korektę regulacji, tak aby realnie skrócić ścieżkę administracyjną dla OZE. Dla Komisji kluczowe będzie, czy proponowane zmiany faktycznie odblokują nowe projekty, czy pozostaną jedynie kosmetycznymi poprawkami. Dla rynku energetycznego będzie to jasny sygnał, czy przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii staje się praktycznym priorytetem, czy nadal pozostaje przede wszystkim polityczną deklaracją.

Na razie wiadomo tyle, że w ocenie Brukseli obecne tempo dostosowań jest zbyt wolne, by sprostać unijnym zobowiązaniom. Jeśli Polska nie przedstawi przekonującej odpowiedzi na uzasadnioną opinię, spór o procedury dla OZE może trafić na salę Trybunału Sprawiedliwości UE, co niemal zawsze oznacza większą presję na szybkie decyzje i bardziej dotkliwe konsekwencje polityczne.

Powiązane artykuły

PSE

Energetyka i wojsko wzmacniają ochronę KSE. Nowe porozumienie PSE i Sztabu Generalnego WP

Polska energetyka i wojsko zacieśniają współpracę w celu podniesienia bezpieczeństwa krajowego systemu elektroenergetycznego. Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. oraz Sztab Generalny Wojska Polskiego podpisały porozumienie, które rozszerza wspólne działania w obszarze ochrony infrastruktury krytycznej przed zagrożeniami cybernetycznymi, hybrydowymi i militarnymi. W…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 3 minuty
Zmień zgody