Niemieckie organizacje ekologiczne żądają zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych – antyatomowa ofensywa tuż za granicą
W Niemczech przybywa głosów, że energetyka jądrowa nie zniknęła z ich mapy ryzyk – tylko przeniosła się kilkadziesiąt kilometrów dalej, za granicę. W ostatnich tygodniach niemieckie organizacje ochrony środowiska oraz ruchy antynuklearne wyraźnie zintensyfikowały kampanię na rzecz natychmiastowego wygaszenia czterech działających szwajcarskich siłowni: Beznau I i II, Gösgen oraz Leibstadt. Ich zdaniem reaktory – ze względu na wiek i położenie blisko granicy – mogą oddziaływać na bezpieczeństwo południowych landów, zwłaszcza Badenii-Wirtembergii.
TRAS ostrzega: „scenariusz transgraniczny” to nie teoria
Impulsem dla kolejnej fali dyskusji stał się materiał regionalnej stacji SWR z 7 lutego 2026 r., w którym głos zabrało transgraniczne stowarzyszenie Trinationaler Atomschutzverband (TRAS), działające na styku Niemiec, Szwajcarii i Francji. Organizacja przekonuje, że w razie poważnej awarii w Leibstadt lub Beznau, przy typowych warunkach pogodowych, radioaktywna chmura mogłaby zostać przeniesiona w stronę Badenii-Wirtembergii. W takim wariancie skutki nie ograniczałyby się do krótkotrwałych ograniczeń – aktywiści mówią o ryzyku długotrwałego wyłączenia części obszarów z normalnego użytkowania.
BUND: presja polityczna zamiast biernej obserwacji
W kampanię mocno angażuje się regionalna struktura BUND Hochrhein, czyli niemieckiej federacji organizacji na rzecz ochrony środowiska. Jej przedstawiciele podkreślają, że temat powinien zostać podniesiony na szczeblu politycznym – tak, aby władze federalne oraz władze Badenii-Wirtembergii aktywnie zabiegały o rozmowy ze stroną szwajcarską i domagały się wyznaczenia harmonogramu wyłączeń. W tle pojawia się argument odpowiedzialności: skoro Niemcy zamknęły swoje ostatnie reaktory w 2023 r., to – według organizacji – trudno zaakceptować sytuację, w której ryzyko radiologiczne pozostaje „importowane” z sąsiedniego państwa.
Petycja rośnie, a wymagania są konkretne
Działania nie ograniczają się do komunikatów. Organizacje zbierają podpisy pod petycją adresowaną do rządu federalnego i władz landu Badenia-Wirtembergia. Według dostępnych danych zebrano już ponad 41 tys. podpisów. Sygnatariusze wzywają do przygotowania wiążącego planu wygaszenia wszystkich szwajcarskich reaktorów, w tym wskazania stałych dat zamknięcia. W pakiecie postulatów pojawia się także oczekiwanie, by Niemcy miały zagwarantowany udział w transgranicznych ocenach bezpieczeństwa – tak aby procedury nie kończyły się na wymianie informacji, ale dawały realny wgląd w ryzyka i środki zaradcze.
Kolejna data w kalendarzu: debata w Schönau
Kampania ma też wymiar mobilizacyjny. Zapowiedziano publiczne wydarzenia i debaty, których celem jest utrzymanie tematu w przestrzeni publicznej. Jednym z nich ma być konferencja zaplanowana na 23 lutego w Schönau, podczas której przedstawiciele TRAS, BUND oraz ruchu .ausgestrahlt mają przedstawić aktualne analizy ryzyka i omówić, jakie narzędzia nacisku – dyplomatyczne i prawne – są dostępne po stronie niemieckiej.
Wiek reaktorów i brak twardej daty odejścia od atomu
W argumentacji organizacji kluczową rolę odgrywa wiek instalacji. Beznau pracuje od ponad pół wieku, a Leibstadt przekroczył już 40 lat projektowej żywotności. Aktywiści wskazują, że w przeciwieństwie do Niemiec, Szwajcaria nie wyznaczyła sztywnego terminu zakończenia produkcji energii jądrowej. To – w ich ocenie – tworzy stan niepewności: elektrownie mogą działać dalej, o ile spełniają wymogi nadzoru, ale społeczne oczekiwanie „daty końcowej” pozostaje niespełnione.
Spór o bezpieczeństwo i o model transformacji
Cała dyskusja dotyka dwóch wrażliwych punktów jednocześnie. Pierwszy to bezpieczeństwo: położenie reaktorów blisko granicy sprawia, że debata o ryzyku ma charakter transgraniczny i nie da się jej zamknąć w granicach jednego państwa. Drugi to model transformacji energetycznej: Niemcy – po odejściu od atomu – mocniej eksponują OZE i elastyczność systemu, podczas gdy Szwajcaria, mimo deklaracji stopniowego wycofywania się z energetyki jądrowej, nie spięła tego procesu konkretnym kalendarzem.
Organizacje zwracają uwagę, że stawką jest też przejrzystość: domagają się, by oceny ryzyka oraz informacje o modernizacjach, przeglądach i warunkach dalszej eksploatacji były omawiane w formule, która uwzględnia interesy regionów przygranicznych – nie tylko interes operatorów i regulatora w jednym kraju.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy presja społeczna przełoży się na formalne działania polityczne. Dla niemieckich organizacji stawką jest nie tylko debata o technologii, ale też o tym, kto i w jaki sposób ponosi odpowiedzialność za ryzyka, które nie uznają granic.