Dopłaty zadziałały aż za dobrze. NaszEauto na granicy wydolności

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 4 minuty
Elektromobilność: dwa samochody podłączone do ładowarki
Źródło: Shutterstock

Jeszcze niedawno rynek samochodów elektrycznych w Polsce wyglądał jak dobrze naoliwiona maszyna: dopłaty z programu NaszEauto obniżały barierę wejścia, finansowanie robiło resztę, a rejestracje rosły w tempie, którego branża nie widziała od lat. Mechanizm był prosty i skuteczny – jasny bodziec cenowy wywołał realny efekt popytowy, szczególnie tam, gdzie decyzje zakupowe zapadają szybko, a koszt energii i eksploatacji zaczyna mieć znaczenie równie duże jak cena auta.

Dziś ten sam program staje się źródłem napięcia. Skok zainteresowania po zmianach zasad zderzył się z twardą granicą budżetu i dłuższą ścieżką od złożenia wniosku do wypłaty. W efekcie rynek, który miał dostać stabilny impuls na kilka kwartałów, zaczyna pracować w trybie „zaciągniętego hamulca”: klienci kalkulują ryzyko, firmy ostrożniej komunikują finalną cenę, a w tle rośnie kolejka wniosków i niepewność, czy dopłata zdąży „dojechać” przed wyczerpaniem puli.

Dopłaty, które zrobiły różnicę

Program NaszEauto miał być prostym narzędziem: dopłata do zakupu auta elektrycznego, żeby przyspieszyć decyzje klientów i dać rynkowi skalę. W 2025 r. faktycznie widać było efekt popytowy. Udział samochodów elektrycznych w nowych rejestracjach wzrósł do ok. 11 proc., a liczba rejestracji nowych osobowych elektryków przekroczyła 43 tys., co oznaczało skok o ponad 160 proc. względem 2024 r. W samych sprzedażach nowych aut na prąd mowa była o blisko 40 tys. sztuk. Równolegle rynek pokazał, jak silnie zależy od finansowania: szacowano, że ok. 76 proc. nowych elektryków było branych w leasing. W tle wciąż rośnie też segment używanych aut na prąd, który dominuje w łącznym rynku elektryków osobowych.

Jesienna korekta i nagły napływ wniosków

Największe przyspieszenie przyszło po jesiennej korekcie programu. Zmieniono warunki wsparcia i poszerzono listę pojazdów: obok aut osobowych dopuszczono także samochody dostawcze N1 (do 3,5 t) oraz lekkie pojazdy M2 (do 5 t). Maksymalna dopłata dla N1 ma sięgać 70 tys. zł (nie więcej niż 30 proc. wartości pojazdu), a dla M2 – 600 tys. zł.

To wyraźnie „odblokowało” zainteresowanie. W pierwszych trzech miesiącach średnia wynosiła ok. 1150 wniosków miesięcznie, ale w grudniu liczba aplikacji skoczyła do 6469. Styczeń zapowiadał się jeszcze mocniej – szacunki wskazywały możliwość przekroczenia 9 tys. wniosków w miesiąc.

Budżet prawie pusty

Problem w tym, że popyt rośnie szybciej niż dostępna pula środków. Program startował z budżetem szacowanym na ok. 1,61 mld zł, ale po zmianach finansowanie skorygowano w dół do poziomu nieco poniżej 1,2 mld zł.

W połowie stycznia 2026 r. stopień wykorzystania budżetu przekroczył 92 proc., a dostępna pula spadła do 88,9 mln zł. Kilka dni później wyliczenia mówiły już o ok. 23,6 mln zł. W tym samym okresie liczba złożonych wniosków sięgała niemal 30 tys., a ich łączna wartość była bliska 1,1 mld zł. W nowszych podsumowaniach pojawiały się już dane o ponad 34 tys. aplikacji.

Wąskie gardło: między wnioskiem a wypłatą

Na rynku pojawiło się napięcie, które dobrze znają uczestnicy programów dotacyjnych: wnioski napływają masowo, ale ścieżka od aplikacji do podpisanej umowy i wypłaty trwa. Na początku 2026 r. liczba zaakceptowanych wniosków i skala wypłat były wciąż niewielkie w porównaniu z napływem aplikacji. To typowe „wąskie gardło” – sprzedaż i składanie wniosków działają szybciej niż administracyjna weryfikacja. Dla klientów oznacza to ryzyko, że samochód będzie zamówiony „pod dopłatę”, która trafi na listę rezerwową albo nie zostanie przyznana z powodu wyczerpania puli.

Zainteresowanie jest skoncentrowane regionalnie. Najwięcej wniosków spływało z Mazowsza, a w czołówce były także Małopolska i Wielkopolska. Zdecydowaną większość stanowią auta osobowe (M1), ale widać również wnioski dotyczące N1 i M2 – czyli segmentów ważnych dla usług, dostaw i mniejszych flot.

Nabór trwa, ale rośnie niepewność

Nabór ma potrwać do 30 kwietnia 2026 r. albo do wyczerpania środków. Po wykorzystaniu budżetu kolejne wnioski mają trafiać na listę rezerwową i czekać na ewentualne „uwolnienie” pieniędzy, np. po wycofaniu lub odrzuceniu części aplikacji. Mechanizm chroni program przed niewykorzystaniem puli, ale z perspektywy rynku wprowadza niepewność – a ta potrafi schłodzić decyzje zakupowe, zwłaszcza gdy termin dostawy auta liczony jest w tygodniach lub miesiącach. Dla sprzedawców i firm finansujących to sygnał, że popyt jest, ale końcową cenę trzeba dziś komunikować ostrożniej.

Powiązane artykuły

Polska przeciera szlaki w przesyłaniu wodoru. KE potwierdza niezależność Gaz-Systemu, otwierając drogę do budowy wielkoskalowej sieci wodorowej.

Gaz-System przeciera szlaki. Polska spółka pierwszym w Europie certyfikowanym operatorem wodoru

Komisja Europejska wydała pozytywną opinię w procesie certyfikacji spółki Gaz-System na operatora systemu przesyłowego wodoru. To precedensowa decyzja w skali kontynentu, która stawia polskiego operatora w roli lidera wyznaczającego standardy dla nowej gałęzi rynku energii. Bruksela potwierdza niezależność Pozytywna opinia…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 2 minuty
Meksyk integruje magazyny energii z systemem prawnym. Nowe kryteria techniczne i limity mocy mają zwiększyć stabilność sieci i ułatwić rozwój instalacji hybrydowych.

Meksyk reformuje energetykę rozproszoną

Meksykańska Komisja Regulacji Energii rozpoczęła konsultacje nad nowelizacją przepisów dotyczących generacji rozproszonej. Najważniejszą zmianą jest formalne włączenie systemów magazynowania energii do ram prawnych. Dotychczasowe regulacje skupiały się głównie na samej produkcji prądu, pomijając systemy bateryjne. Nowy projekt ma usunąć luki…

Opublikowany: Szacowany czas czytania: 2 minuty
Zmień zgody