Rola biomasy w transformacji energetycznej

Eksperckim okiem

Anna Pawłowska-Kawa, Specjalistka z branży ekologicznych urządzeń grzewczych

Jak wygląda sytuacja na rynku peletu? Co pokazują dane z Programu Czyste Powietrze? Pelet a unijne prawo. Czy powinniśmy spalanie peletu stawiać na równi ze spalaniem paliw kopalnych?

Ostatnie lata dla branży grzewczej były wyjątkowo trudne. Osłabienie gospodarki podczas pandemii, wybuch wojny w Ukrainie, embargo na rosyjski gaz i węgiel, brak importowanego peletu z Białorusi i Ukrainy – to kilka głównych przyczyn destabilizacji tego rynku. Ceny peletu windowane były wraz za rosnącymi cenami węgla. Korelacje występujące pomiędzy energią elektryczną, gazem i paliwami stałymi oczywiście występują. Jednak z perspektywy czasu wiemy, że tak drastyczne jak w 2022 r. podwyżki cen peletu były nie do końca uzasadnione.

Reakcją konsumentów była wówczas zakupowa panika, w końcu dostali oni od rynku jasny sygnał – jest drogo, a może być jeszcze drożej – latem i jesienią zaczęli więc robić duże zapasy peletu w cenie sięgającej nawet ponad 3000 zł/t. Sezon wcześniej pelet można było kupić w cenie nieprzekraczającej 1000 zł/t. Panika ta i zakupy przewyższające potrzeby napędzały machinę. Z wyliczeń wynikało wówczas, że roczne koszty ogrzewania budynków i przygotowania ciepłej wody użytkowej mocno odbiją się na kieszeniach Polaków. W przypadku domów o najniższej efektywności energetycznej szacowano, że te ogrzewane węglem wygenerują koszt niemal 24 000 zł, a peletem prawie 20 000 zł (wyk.1). Jednak zima, która nadeszła było wyjątkowo łagodna i krótka, a wielu konsumentów zostało z dużymi zapasami opału i mogło spokojnie czekać na spadek cen, a to z kolei znacznie zmniejszyło obroty producentów i dystrybutorów peletu.

Szacunki w oparciu o prognozy oraz ceny we wrześniu 2022 r.; Źródło: kalkulator pobe.pl

Branża kotlarska oberwała rykoszetem – potencjalni inwestorzy zaczęli poważnie zastanawiać się czy wybór kotła peletowego jest dobrym pomysłem, a dotychczasowi ich użytkownicy w obawie przed kolejnym niepewnym sezonem zaczęli szukać alternatywy. Jako, że rynek nie znosi próżni, miejsce kotłów stałopalnych (oraz gazowych, ze względu na opóźnienia w nowych przyłączach) zaczęły zajmować pompy ciepła. Od 2019 r. liczba sprzedawanych w Polsce pomp ciepła sukcesywnie rosła, osiągając spektakularny wynik w roku 2022, kiedy to sprzedano ich łącznie około 180 tys. sztuk, z czego 160 tys. stanowiły pompy ciepła typu powietrze-woda. Tym samym stały się one najchętniej wybieranym urządzeniem grzewczym, nie tylko dla nowych domów, ale także w ramach termomodernizacji wspartych środkami z programu Czyste Powietrze

Dlaczego Czyste Powietrze już nie należy do pomp ciepła?

Boom na pompy ciepła był tak duży, że hurtownie nie nadążały z ich importem z Azji. Na polecane ekipy montażowe czekało się miesiącami, jak grzyby po deszczu zaczęły też pojawiać nowe firmy instalacyjne, często składające się wyłącznie ze świeżo przebranżowionych osób, zazwyczaj bez wystarczającej wiedzy merytorycznej i technicznej. Również te nie mogły narzekać na brak zleceń. Do czasu. Ubiegły rok upłynął bowiem pod znakiem znaczących spadków sprzedaży. Spadki te znowu dotknęły całą branżę grzewczą, jednak to pompy ciepła doświadczyły najsilniejszego tąpnięcia. W skali całego rynku był to spadek około 30%, a w przypadku domów jednorodzinnych sięgnął aż 40%. W mediach zaczęły pojawiać się wpisy oraz artykuły mówiące o horrendalnych rachunkach za prąd, a nowych posiadaczy tych urządzeń zaczęto nazywać “nabitymi w pompy ciepła”.

Warto jednak zauważyć, że w domach gdzie jednostka pompy ciepła została dobrana w prawidłowy, a montaż wykonany zgodnie ze sztuką, praca urządzenia oraz przede wszystkim koszt tej pracy nie okazał się dla jej użytkowników niemiłym zaskoczeniem. Obecna zła passa pomp ciepła jest składową wielu czynników. Mieliśmy do czynienia z działaniami nie do końca uczciwych sprzedawców oraz brakiem wystarczającej świadomości samych inwestorów. Wielu myślało, że zakupując tanią jednostkę wygrało los na loterii, będąc pewnym, że będzie ona równie tania w eksploatacji co w zakupie. Kupowano to co było na stanie magazynowym bez refleksji czy urządzenie jest przeznaczone do polskich warunków klimatycznych i na jakim czynniku roboczym pracuje. Nie bez znaczenia była również zmiana sposobu rozliczeń prosumentów oraz brak wystarczającego wsparcia ze strony rządu.

Sytuacja postawiła także w złym świetle producentów pomp ciepła, również tych którzy wprowadzali na rynek pełnowartościowe, spełniające wymogi dotyczące sprawności urządzenia. Także polscy producenci, oferujący wysokosprawne pompy ciepła pracujące na naturalnych czynnikach roboczych zostali oni wrzuceni do jednego worka z dystrybutorami i handlowcami sprzedającymi jednostki, które nie spełniały parametrów deklarowanych w karcie produktu i etykiecie energetycznej.

Wkrótce miało to się zmienić. Od 13 czerwca br. w Programie Czyste Powietrze miały bowiem pozostać tylko te pompy ciepła, które zostały zweryfikowane na podstawie badań przeprowadzonych w akredytowanym laboratorium zlokalizowanym w kraju UE lub EFTA i zostały zatwierdzone na liście ZUM (Lista Zielonych Urządzeń i Materiałów). Tym samym miały zostać wykluczone urządzenia niespełniające kryteriów niezbędnych dla prawidłowej i ekonomicznej pracy. Nieoczekiwanie, 10 maja NFOŚiGW poinformował, że producenci i importerzy pomp ciepła dostaną więcej czasu na dostosowanie się do zmian w Programie. Wymagane badania techniczne urządzeń z europejskimi znakami jakości mają dostarczyć do 31 grudnia 2024 r. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że odraczanie uszczelnienia listy ZUM może tylko pogłębić kryzys na rynku pomp ciepła, a beneficjenci przez kolejne pół roku nie będą mieli jasnej sytuacji co do jakości danego urządzenia.

Niemniej, trudna sytuacja pomp ciepła i stabilizacja cenowa peletu pozwoliła odrodzić się kotłom biomasowym, mimo iż jeszcze jesienią ubiegłego roku nie było pewne, czy nie zostaną one przez Unię Europejską zrównane z kotłami węglowymi i gazowymi.

Biomasa a dyrektywa RED III

W październiku 2023 r. Rada UE przegłosowała przyjęcie dyrektywy RED III (Renewable Energy Directive III) – dokumentu, który będzie miał ogromny wpływ na rynek peletu oraz szeroko rozumianej biomasy. Wprowadza ona znaczące zmiany zarówno w zakresie ram prawnych, procedur i sposobów wykorzystania surowców w celach grzewczych w skali indywidualnej oraz przemysłowej. Za przyjęciem nowego prawa w sektorze energetyki odnawialnej opowiedziały się 23 państwa członkowskie, Bułgaria i Czechy wstrzymały się od głosu, a Węgry i Polska były przeciw. Najważniejszą zmianą w ramach dyrektywy jest zwiększenie celu udziału OZE w zużyciu energii w UE z 32% do 42,5% w 2030 r.

Nowelizacja dyrektywy ma też ograniczyć niekontrolowane wykorzystywanie surowców drzewnych. Narzędziem do osiągnięcia zakładanego celu ma być m.in. kaskadowe wykorzystywanie biomasy. Jest to zasada opierająca się na hierarchii priorytetów, po to aby maksymalizować wartość wytwarzaną z obiektywnie mocno ograniczonych zasobów drewna w lokalnych łańcuchach dostaw. W uproszczeniu, drewno ma być wykorzystywane przede wszystkich na cele budownictwa, przemysłu, produkcji mebli, a dopiero na końcu w celach energetycznych. Dokument wprowadza także zakaz wspierania instalacji spalania biomasy wytwarzających wyłącznie energię elektryczną (z kilkoma wyjątkami) oraz zakaz wspierania energii wytwarzanej z takich surowców jak kłody tartaczne, pniaki czy korzenie, które – jak wskazuje zasada kaskadowego wykorzystywania – mogą mieć zastosowanie przemysłowe.

Dyrektywa obliguje państwa członkowskie do wprowadzenia minimalnych kryteriów zrównoważonego rozwoju, które wykluczają pozyskiwanie biomasy z obszarów o wysokiej różnorodności biologicznej (jak lasy pierwotne i starodrzewy). Tutaj warto nadmienić, że 8 stycznia br. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprowadziło okresowe moratorium na pozyskiwanie drewna. Tymczasowe wstrzymanie dotyczy powierzchni ponad 94 tys. ha rozlokowanych w 28 nadleśnictwach w Polsce. Decyzja ministerstwa obejmuje m.in. Puszczę Augustowską, Knyszyńską, Świętokrzyską, Romincką, Borecką, Puszczę Karpacką i lasy bieszczadzkie. Ograniczeniem wyrębów zostaną objęte starodrzewy w wieku 100-200 lat, lasy wodochronne oraz górskie, jak w przypadku lasów wokół Rymanowa Zdroju i Iwonicza Zdroju

Ekolodzy liczyli na więcej

Środowiska proekologiczne nie były zadowolone z ostatecznego brzmienia nowelizacji dyrektywy. Postulowały bowiem, aby pierwotna biomasa drzewna przestała być traktowana jako OZE. Odnawialność biomasy drzewnej wynika z faktu, że rośliny, z których opał wyprodukowano najpierw pobierają CO2 w procesie fotosyntezy, a następnie emitują go podczas spalania. Z reguły więc, cykl ten nie powoduje wzrostu śladu węglowego. Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie.

– Rewizja Dyrektywy OZE była świetną szansą, aby skutecznie naprawić błąd traktowania drewna pozyskanego w lesie jako OZE i zaprzestać dopłat do jego spalania w elektrowniach. Coraz wyraźniej widać negatywne konsekwencje takiej polityki dla lasów na całym świecie. Pochłanianie dwutlenku węgla w wielu krajach maleje, lasy są w złej kondycji, powietrze jest zanieczyszczone. Naukowcy potwierdzają, że spalanie biomasy jest wysokoemisyjne. Podniesienie celów OZE bez wykreślenia z nich biomasy drzewnej pozyskanej w lesie, może tylko pogłębić ten problem – mówiła Aleksandra Wolska z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Co na ten temat myślą Polacy?

Z badań przeprowadzonych przez IPSOS dla Pracowni na rzecz Wszystkich Istot na próbie Polaków w wieku powyżej 15 lat we wrześniu 2023 r., wynika że 69% z nas jest przeciwnych spalaniu pełnowartościowego drewna z lasów w elektrowniach i elektrociepłowniach. Taką formę wytwarzania energii poparło 12,2%. respondentów.

Jednak brak poparcia dla spalania drewna pełnowartościowego nie oznacza braku poparcia spalania biomasy w ogóle. O ile Polacy w dużej mierze zdają sobie sprawę z konieczności odchodzenia od węgla i jednoczesnej ochrony naszych cennych zasobów drzewnych, to o całkowitej rezygnacji ze spalania peletu i drewna w domach nie ma mowy. Fakt ten odzwierciedlają aktualne dane z Programu Czyste Powietrze.

Między 6 a 12 kwietnia br. do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wpłynęły 8 463 wnioski o dofinansowanie z programu „Czyste Powietrze”. Większość z nich dotyczyła najwyższego progu dofinansowania (46%), o podstawowy poziom wsparcia ubiegało się 2 755 petentów, czyli 33%. Zapewne istotny wpływ na ożywienie programu miało potwierdzenie wypłaty przez Unię Europejską środków z KPO, których lwia część przeznaczona ma być właśnie na finansowanie świadczenia.

Czyste powietrze
żródło: czystepowietrze.gov.pl

Według danych z lutego, pompy ciepła ponownie odnotowały spadek, osiągając zaledwie 32 % udziału (w porównaniu z 61% w lutym 2023 r.). Kotły gazowe stanowiły 27% (w porównaniu z 29% w styczniu 2024 r.). Natomiast kotły opalane peletem i drewnem kontynuowały tendencję wzrostową, ich udział wzrósł z 34% do 40%. W sumie, w lutym zarejestrowano 6435 wniosków dotyczących kotłów na biomasę, 5116 dotyczących pomp ciepła oraz 4421 dotyczących kotłów gazowych. W marcu liczba wniosków na urządzenia biomasowe wyniosła już 46% ogółu. Kotły podajnikowe na pelet oraz te zasypowe zgazowujące drewno zdeklasowały więc pompy ciepła.

Od początku funkcjonowania Programu Czyste Powietrze w 2018 r. mówiono o konieczności wymiany około 3 mln nieefektywnych energetycznie urządzeń grzewczych do roku 2029. Oficjalne dane programu mówią jednak, że liczba wniosków złożonych na koniec lutego 2024 r. to 689 tys., co stanowi zaledwie 23% zakładanego celu. Wprawdzie da się zauważyć wzrost zainteresowania dofinansowaniami, jednak nawet takie tempo jest zbyt powolne. Szczególnie gdy widzimy niepokojący trend, gdzie popyt na jedne subsydiowane urządzenia OZE, powoduje duży spadek zainteresowania innymi.

Czy pelet z biomasy drzewnej to jedyna opcja?

Solidnym wsparciem w wymianie nieefektywnych urządzeń grzewczych oraz zielonej transformacji, przy jednoczesnej ochronie polskich lasów mogłaby być biomasa agro.

Od lat, zarówno przedstawiciele branży urządzeń grzewczych jak i rolników apelują o zaprzestanie ignorowania jej w procedurach legislacyjnych i jak najszybszą możliwość ujęcia w Programie Czyste Powietrze. Ustawa OZE definiuje biomasę pochodzenia rolniczego jako tę powstałą z upraw energetycznych, a także w formie odpadów lub pozostałości z produkcji rolnej. Biomasa agro to więc nic innego jak pestki, łupiny, pelety oraz brykiety ze słomy lub roślin energetycznych, która z powodzeniem mogłaby być stosowana w kotłach do niej przeznaczonych. Apel o umożliwienie rozwoju tej gałęzi wystosowało do ministerstwa środowisko związane z biomasą agro składające się z m.in. z naukowców z Politechniki Śląskiej, doradców energetycznych oraz producentów. MKiŚ mówi jednak “nie” stosowaniu biomasy rolniczej w kotłach do 500 kW. „Zarówno pellety jak i brykiety z biomasy niedrzewnej charakteryzują się wyższą zawartością popiołu, chloru, azotu oraz siarki w związku z czym paliwa te rekomenduje się stosować w urządzeniach, które są zaprojektowane i przystosowane do spalania tego typu paliwa. (…) biorąc pod uwagę krajowe i lokalne wymagania dotyczące wprowadzania na rynek i eksploatacji kotłów o nominalnej mocy cieplnej do 500 kW oraz miejscowych ogrzewaczy pomieszczeń spełniających wymagania ekoprojektu ustanawiające wymogi dla urządzeń na biomasę drzewną, stosowanie biomasy niedrzewnej powinno być rozpatrywane tylko w kontekście instalacji o nominalnej mocy cieplnej od 500 kW do 1 MW” – czytamy w odpowiedzi.

Energetyka zawodowa bez biomasy? Na razie nic na to nie wskazuje

Biomasa (zarówno drzewna jak i ta rolnicza) z powodzeniem stosowana jest w elektrowniach i elektrociepłowniach. Warto tu jednak przypomnieć, że jednym z punktów umowy koalicyjnej nowego rządu było wycofanie drewna z energetyki zawodowej. Zapis ten nie został dotychczas zrealizowany. W przestrzeni publicznej nie słychać też o zbliżających się, potencjalnych zakazach wykorzystania biomasy w elektrowniach i elektrociepłowniach, których ciągle przybywa na energetycznej mapie Polski.

W Elektrowni Połaniec, należącej do spółki Enea, a dokładniej w tzw. “Zielonym Bloku” o mocy 225 MW, rocznie spalane jest około 1,5 mln ton biomasy. Kolejne 6 bloków elektrowni opalanych jest miksem węgla z 30% udziałem biomasy. Na biomasę tę składają się zrębki oraz trociny będące odpadem przetwórstwa drzewnego, a także biomasa agro. Co więcej, Enea Elektrownia Połaniec planuje dalszy rozwój i w marcu br. podpisała umowę z firmą EthosEnergy na dostawę transformatora blokowego o mocy 290 MVA i napięciu 400 kV, który będzie przeznaczony dla bloku nr 9, wykorzystującego jako paliwo właśnie biomasę.

Również Grupa Tauron w części swoich bloków spala biomasę drzewną. Tyczy się to elektrowni w Jaworznie (50 MW) i Tychach (40 MW), gdzie w ubiegłym roku łącznie zużyto około 280 tys. ton drewna i biomasy rolniczej. Ciekawym przykładem jest też Krosno na Podkarpaciu, w którym to ciepło systemowe niemal w całości pochodzi z biomasy. Energia produkowana w Elektrociepłowni Krosno dystrybuowana jest do ok. 19 tys. krośnian, a także do obiektów handlowo-usługowych oraz placówek kulturalnych i oświatowych. W 2023 r. elektrociepłownia wyprodukowała blisko 270 tys. GJ energii cieplnej z czego 87% powstało z biomasy, a pozostałe 13% miału węglowego. 

Podsumowanie

Zarówno eksperci zajmujący się energetyką jak i przeciętni konsumenci zdają sobie sprawę o konieczności dywersyfikacji źródeł ciepła. Jesteśmy na tym etapie transformacji energetycznej naszych domów oraz gospodarki, gdzie nie możemy postawić wszystkiego na jedną kartę i wykluczyć peletu oraz drewna z miksu energetycznego.

Musimy jednak korzystać z dostępnych zasobów w sposób zrównoważony. Biomasa drzewna jest zasobem odnawialnym, nie jest jednak nieskończona. Niezbędne jest monitorowanie skąd dokładnie pochodzi, czy zanim trafiła do produkcji peletu, surowiec z którego jest odpadem posłużył celom nadrzędnym. Konieczne jest także szukanie rozwiązań uzupełniających – chociażby takich jak biomasa pochodzenia rolniczego, która przynajmniej na pewien czas mogłaby wspomóc naszą energetykę, tak jak ma to miejsce w wielu krajach Europy i świata. Powinniśmy również wspierać wszystkie urządzenia bazujące na OZE, na polskim rynku jest bowiem przestrzeń zarówno na pompy ciepła, jak i kotły na biomasę.


Anna Pawłowska-Kawa

Anna Pawłowska-Kawa

Absolwentka Politechniki Świętokrzyskiej kierunków Zarządzanie i Inżyniera Produkcji oraz Mechanika i Budowa Maszyn. Specjalistka z branży ekologicznych urządzeń grzewczych. Zwolenniczka systemowego i zrównoważonego podejścia do zagadnienia transformacji energetycznej.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze

PARTNERZY PORTALU

Kategorie

BĄDŹMY W KONTAKCIE

Najnowsze

PARTNERZY PORTALU

Kategorie

BĄDŹMY W KONTAKCIE